Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

piątek, 17 czerwca 2016

Pamiętajcie o ogrodach...



Podejmuje temat stary jak świat, ale wciąż niezmiernie aktualny i ważny, temat dotyczący ochrony przyrody i roli człowieka w jej ratowaniu. Zacznę od drobnej strofy wierszowanej:

„Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
popsować gniazdo na gruszy bocianie,
bo wszystkim służą...
Tęskno mi, Panie "

Tak pisał niegdyś romantyczny poeta-emigrant Cyprian Norwid. Dziś  pewnie przewraca się w grobie, bo psucie gniazd bocianich i nie tylko, a tym bardziej grusz i jabłoni, i całych połaci lasów i w ogóle świata przyrody w kraju nad Wisłą i Odrą mało kogo wzrusza. W najbardziej urokliwych częściach Polski ma miejsce modernizacja dróg, buduje się  szerokie, wielopasmowe arterie, na których można się skutecznie zabić (jeśli jest się kierowcą) lub zarobić duże pieniądze (jeśli jest się lokalną policją).

Państwo bez wyasfaltowanych dróg wydaje się naszym politykom i samorządowcom miejscem, które nie spełnia elementarnych wymogów nowoczesności Trzeba więc modernizować, poszerzać, zalewać asfaltem, betonować wszystko, co się da, a przede wszystkim wycinać przydrożne drzewa. To prawdziwa masakra! W całej Polsce bezmyślnie, bez opamiętania wyrąbuje się przepiękne aleje wiązów, kwitnących jabłoni, starych dębów, pachnących lip tylko dlatego, że decydent sądzi, iż to żadna szkoda, a on realizuje wyższe cele.
A ponadto drzewa, to największe zagrożenie dla kierowców, bo przecież łatwo o nie zawadzić, zasłaniają jasne niebo, zaśmiecają liśćmi pobocze drogi, zawadzają niskimi konarami. Konsekwentnie powinno się również zburzyć domy, które wyrastają wokół ulic, zakopać rowy, przesunąć rzeki, wyeliminować z dróg pieszych i rowerzystów (też wpadają pod samochody szkodząc kierowcom).

W krajach naprawdę cywilizowanych drzewa się chroni, a drogi malowniczo nimi otoczone stanowią atrakcje turystyczne. Drzewa nigdzie i nigdy nie są zagrożeniem, są dobrem, mają swoją wartość, współtworzą regionalny krajobraz, stanowią element tradycji. Prawdziwym zagrożeniem nie są drzewa, ale bezmyślność, alkohol, nadmierna szybkość, nieprzestrzeganie przepisów drogowych i wiele innych czynników psycho-fizycznych osób poruszających się drogami.

O drzewach piszą wzruszająco przyrodnicy, dla których są one spełnieniem wyobrażenia o genialności Stwórcy. Niepojęte do końca są odpowiednikiem filozoficznego absolutu.
Kto potrafi sensownie wytłumaczyć jak to się dzieje, że soki żywotne przenikają (wbrew prawu ciążenia ziemi) z dołu do góry twardymi tkankami drzewnymi, bardzo często na wysokość  kilkudziesięciu metrów.

Leśnicy wierzą, że w dzień Wigilijny nawet 100-letnie drzewa przemawiają w lesie, a drzewa nie kłamią! Istnieje tak zwany "język ciała drzew" i tylko ciągła, uważna obserwacja pozwala je zrozumieć.

To wygląd każdego drzewa jest odpowiedzią na wpływy zewnętrzne i uszkodzenia wewnętrzne. Jego wygląd świadczy ile spotkało go nieszczęść, ile razy drzewo musiało zmagać się z huraganowym wiatrem, śniegiem, ogniem, pęknięciami, złamaniami, szkodnikami i kwaśnym deszczem. Po tych wszystkich zmaganiach każde musiało dokonać samoleczenia, samonaprawy. Nigdy nie korzystały z pomocy medycznej bo są zdolne same wyleczyć swoje potężne organizmy. Drzewa (samosiejki) także toczą walkę, które z nich dożyje stu lat, a które z braku światła zagubi się gdzieś w poszyciu między krzewami i paprociami. Ciągle jest taka szansa, gdy któreś z tych "zgarniających” światło i wodę rywalek runie z powodu „suszy" lub niesprzyjających „wiatrów”.

Tak jak na potęgę wycina się drzewa, tak na potęgę leje się asfalt na przepiękne szutrowe drogi. W innych krajach drogi takie traktowane są jako atrakcja turystyczna, jako marka regionów, w których ucieka się od cywilizacji. Gdzie my będziemy uciekać, gdy wyasfaltujemy całe Mazury, całe Tatry i Sudety, powycinamy  lasy i puszcze, poszatkujemy je wyasfaltowanymi szosami?! Szutrowa droga - dobrze utwardzona i pielęgnowana - w wielu regionach kraju najzupełniej wystarczy do transportu i komunikacji. Jej zaletą jest też to, że nie sprawdza się jako tor wyścigowy i chroni życie bardziej niż wycinka drzew.
Jesteśmy w momencie szczególnego nasilenia robót drogowych, staramy się wyrównać wieloletnie opóźnienia i sprostać wymogom nowoczesności. Czy jednak musi się to odbywać kosztem tego, co nam przyniosła w darze natura? Czy nie da się uniknąć zniszczeń i dewastacji otaczającej nas przyrody?

Jesteśmy też w momencie, kiedy ważą się losy najcenniejszego pod względem przyrodniczym kompleksu leśnego – Puszczy Białowieskiej. Nierozważne, polityczne decyzje w tej sprawie mogą tylko zaszkodzić i spowodować dalekosiężne skutki. Doświadczenia sięgające daleko wstecz wskazują, że najgorszą rzeczą jest wkraczanie człowieka w naturalne życie przyrody. Ona sobie daje radę bez niczyjej pomocy. 

Ile trzeba jeszcze lat, by te proste prawdy zrozumieć? Ile drzew zostanie wyciętych, ile lasów wykrzywionych, ile przestrzeni wybetonowanych? Pamiętajcie o ogrodach, przecież stamtąd przyszliście! Smutne to, ale bardzo prawdziwe.

P.S. To piękny, symptomatyczny gest – posadzenie dębu o imieniu Romek na nowobudowanym rondzie przy wjeździe od strony Świebodzic do Wałbrzycha (po raz drugi, bo pierwszy się nie przyjął). Tylko że nie jest on symbolem wykarczowanych przy tej okazji drzew i krzewów, a raczej żywym pomnikiem prezydenta – inicjatora nowoczesnych rozwiązań komunikacyjnych w Wałbrzychu. Ale dobre i to, bo dąb nawiązuje bezpośrednio do herbu miasta i przypomina, co w nim powinno być najważniejsze.


czwartek, 16 czerwca 2016

Wiadomość z ostatniej chwili


nasi górą !



Dziś w dalekiej Francji nasze  siły zbrojne Legionu Polskiego Nawałki stoczą kolejny bój na śmierć i życie z naszym zachodnim sąsiadem  - Niemcami. Bez względu na rezultat tej bitwy śpiewać będziemy:

Marsz, marsz Nawałka
z Niemcami to nie przewałka,
za twoim przewodem
wyjdziem z tej bitwy przodem …

I dalej:

Nic się nie stało,
tak od zawżdy bywało,
pod skrzydłami Ojca Dudy
każda klęska, to powód do chluby !

Jest wiadomo, że mamy najwyższe, jak nigdy dotąd powody do zadowolenia. Jesteśmy przecież pod rządami PiS , sprywatyzowanej spółki z o.o. Jarusia Kaczyńskiego. Spółka ta gwarantuje nam to że:

„Nie będziemy kolonią. I niech nikt się nie spodziewa od władzy PiS, że się na taki status zgodzi. Polska pod naszymi rządami na to się nie zgodzi. Nie zgodzimy się na upokarzanie Polaków. Sami będziemy rozwiązywali polskie sprawy i polskie spory. Potrafimy to zrobić i chcemy to zrobić, ale bez obcej interwencji.

Sprawa jest jasna i prosta jak drut. Nie pozwolimy sobie na dalsze manipulowanie losami naszej gwardii narodowej piłkarskiej. Dosyć już sromoty i poniżenia:

Wracaj do nas Nawałka,
jesteś jak słodka chałka,
czy klęska, czy zwycięstwo
dla nas liczy się męstwo !

A w ogóle zrywamy już bezsensowne układy z  kapitalistycznymi firmami biznesowymi w rodzaju FIFA lub UEFA. Nich one urządzają sobie korupcyjne spektakle z podległymi ich wpływom marionetkowymi rządami innych państw, ale bez nas. Jesteśmy suwerenni i nie damy się wprowadzić w maliny gigantycznej maskarady w rodzaju Euro 2016.

Kto jest przeciw niech podniesie rękę, to mu ją utniemy. Żyjemy w demokracji ! Niech żyje Polska !



środa, 15 czerwca 2016

Jarosław Mądry


sny o potędze
  Motto:

Leciał orzeł biały
miał skrzydła jak żagle
patrzę, że szybuje
jakby był w imadle.

Chciał lecieć w obłoki,
rwał się gdzieś w przestworze,
zapomniał nieboże,
że fruwać nie może.

Nie ma mowy o tym,
by uciekł gdzieś w pole,
bo nie dość, że ptakiem
jest Polski symbolem

A Polska jest przecież
na drodze wolności,
wierzą w ciebie orle
wszyscy ludzie prości.

Wiedz o tym, że w kraju,
gdzie orzeł jest godłem,
gdzie się nie odwrócisz,
każdy chce być orłem

Samozwaniec Jaruś
w Toruniu,  Warszawie
okrzyknął się orłem,
choć jest tylko pawiem.

Minęły już czasy
wszyscy wiemy o tym,
kiedy Polska  była
pawiem  w Europie.

Kult ptaków u Jarka
płynie wartką strugą,
bywa często  pawiem,
lecz częściej – papugą.

Miarkując ze wstydem
co się tu wyprawia,
wracaj do nas orle,
przegonimy pawia !




Historia zna już takiego władcę, którego nazwała – Jarosław Mądry. Był nim książę kijowski, który po śmierci Włodzimierza Wielkiego w 1018 roku przejął zwierzchnictwo nad Rusią Kijowską. Mimo zwycięskiej wyprawy Bolesława Chrobrego na Kijów udało się Jarosławowi utrzymać władzę i był to dla Rusi czas szybkiego rozwoju i sukcesów militarnych. W 1031 r. zajął on podbite wcześniej przez Polskę Grody Czerwieńskie i pomógł Bezprymowi objąć władzę w Polsce, w 1047 r. wspomógł też Kazimierza I Odnowiciela w walce z powstaniem pogańskim.Za jego rządów rozbudowano wiele grodów ruskich, a w szczególności Kijów. Stolica Rusi stała się metropolią, a w 1037 r. rozpoczęto budowę Katedry Mądrości Bożej (Sofijskiej), gdzie można znaleźć najstarsze w sztuce Rusi mozaiki i freski. W 1051 r. powstał pierwszy na Rusi klasztor Ławra Peczerska w kijowskich jaskiniach nad Dnieprem. Po jego śmierci w 1054 Ruś weszła w okres rozbicia dzielnicowego.
Można więc powiedzieć, że Jarosław zapracował sobie na przydomek Mądry i był tym dla Rusi, czym Bolesław Chrobry dla Polski.
Wciąż żyjemy tą nadzieją, że pojawi się wreszcie i u nas „mąż opatrznościowy”, który zaprowadzi porządek i ład w naszym rozdartym wewnętrznie kraju i skieruje go na właściwe tory. Taką nadzieją był Lech Wałęsa, ale okazało się, że nie dał rady. Zawiodła też Platforma Obywatelska, a jej przywódca Donald Tusk znalazł uznanie w Europie, tylko nie w Polsce.

Ale mamy kolejną nadzieję, tym większą, że nosi ona zaszczytne dla Ukraińców imię Jarosław.

To co czyniła dotąd PO pod sztandarem „Solidarności”, to jest gigantyczne oszustwo. Głosiła, że idzie pod biało-czerwonymi sztandarami, a to jest blef, zasłona dymna dla znacznie innych niecnych czynów i zamierzeń. Oni Polską gardzą, oni chcą być kimś innym, często mówią, że chcą być Europejczykami, jakby byli jacyś Europejczycy, którzy nie mają narodowej przynależności. Polacy są Europejczykami, każdy z nas jest Europejczykiem, bo jest Polakiem – twierdzi nasz polski Jarosław.

To właśnie On w swym wyssanym z mlekiem matki narodowo-katolickim, proroczym widzeniu Polski, potrafił rozszyfrować i odsłonić ten kamuflaż i to właśnie On powiedział, że za tym ruchem i za "szeroką koalicją" tworzoną przeciw PiS stoją siły, które chcą po prostu utrzymać Polskę jak najniżej, po to by służyła innym, by Polacy na innych pracowali, by Polska była swego rodzaju kolonią.

„Nie będziemy kolonią. I niech nikt się nie spodziewa od tej władzy, od władzy PiS, że się na taki status zgodzi” - powiedział prezes PiS, Jarosław Kaczyński, podkreślając, że chciałby, by było to słyszane także w różnych instytucjach, także zagranicznych "które są w Warszawie". „Polska pod naszymi rządami na to się nie zgodzi. Nie zgodzimy się na upokarzanie Polaków. Sami będziemy rozwiązywali polskie sprawy i polskie spory. Potrafimy to zrobić i chcemy to zrobić, ale bez obcej interwencji (...) Niech nikt nie liczy na to, że my się cofniemy: będziemy Polskę zmieniać” - mówił lider PiS.


lekcja historii

To prawda. Nie godzimy się na upokarzanie Polaków. Czekamy na to całe wieki, czekamy od pamiętnego roku 1612, kiedy to udało się Rosjanom przepędzić Polaków z moskiewskiego Kremla, a zrobił to „rosyjski Wałęsa”, Dymitr Pożarski, na czele zbuntowanych mas ludu moskiewskiego, którym nie podobało się, że intruzi z Polski chcą na siłę ich przechrzcić z prawosławnych na rzymskokatolickich. Nie pomogło to, że podrzuciliśmy im aż dwóch Dymitrów Samozwańców, rzekomych synów Iwana Groźnego, których sławna Marynia Mniszchówna, córka wojewody sandomierskiego w słusznej sprawie bycia carową rosyjską traktowała jako dwój duch w jednym ciele. Nie spodobał się im Zygmunt III Waza, nasz kandydat na cara, tenże Zygmunt, którego kolumna zdobi dziś Plac Zamkowy w Warszawie. Solidarnie połączyła się szlachta, mieszczaństwo i chłopi podmoskiewscy w pospolitym ruszenia przeciw Polaczkom. Kreml został oblężony, trzeba więc było stąd uciekać. Zdobywca Moskwy, hetman Stanisław Żółkiewski, zrobił to wcześniej niezadowolony z aspiracji Zygmunta III Wazy, któremu nie wystarczała korona polsko- litewska i parł do tego by odzyskać szwedzką, a teraz też moskiewską. Dobrze, że przynajmniej udało się podbić Smoleńsk i włączyć go w granice Rzeczypospolitej.

Oj, były to czasy, o których słodko czytać i podziwiać siłę oręża, odwagą i mądrość dowódców, Jana Karola Chodkiewicza, Stanisława Żółkiewskiego, którzy uczynili to, co udało się uczynić tylko Napoleonowi Bonaparte – podbili Moskwę.
 
I pomyśleć sobie co by to było, gdyby Władysław, syn Zygmunta III, którego akceptowała strona rosyjska, uzyskał zgodę ojca na objecie tronu carskiego. Ale stało się inaczej, dokonano wyboru Michała Romanowa, dającego początek nowej dynastii, która przetrwała wieki. Obecni „spadkobiercy” tradycji carskiej w Rosji uznali mniej czy bardziej słusznie, by datę wypędzenia Polaków z Kremla w 1612 roku uznać za święto państwowe  - Dzień Jedności Narodowej.

I za to właśnie, że dzisiejsi Rosjanie tak się cieszą z przepędzenia Polaków z Kremla teraz wreszcie wystawimy im rachunek. Pokażemy, że taka gra z ich strony, to nie przelewki.

Zdecydowaliśmy o wzmocnieniu naszej wysuniętej obrony we wschodniej części Sojuszu – powiedział szef NATO, Stoltenberg, na konferencji prasowej po pierwszym dniu obrad ministrów obrony państw natowskich. Dodał, że cztery bataliony, które trafią do krajów bałtyckich i do Polski, będą "mocne" i "wielonarodowe".

Faktyczne bezpieczeństwo Polski uległo zasadniczej zmianie - powiedział w Brukseli szef MON Antoni Macierewicz, komentując decyzję NATO o rozmieszczeniu czterech batalionów w Polsce i krajach bałtyckich.

Co to praktycznie oznacza, ano to, że będziemy mieli coś podobnego, jak radzieckie bazy wojskowe w Legnicy, Świdnicy lub na Pomorzu Zachodnim, tylko że tym razem wielonarodowościowe, z Zachodu i skierowane głównie przeciw Wschodowi, a nie odwrotnie.

Czy należy z tego powodu ogłaszać larum? Oczywiście, że nie. To dobrze, że rząd PiS-owski nie usiłuje wycofać się z tej drogi, zwłaszcza że wszyscy mamy świadomość zagrożeń nie tylko ze strony Putinowskiej Rosji, ale i terrorystów arabskich.

Wiadomo, z początkiem lipca ma się odbyć szczyt NATO w naszej stolicy Warszawie. Jest to skutek zabiegów dyplomatycznych byłego rządu PO, bo miał on pełną świadomość, że w dzisiejszym świecie Polska nie jest w stanie obronić sama swej suwerenności. Po to wstąpiliśmy do NATO, co było powszechnie uznane za sukces i spełnienie naszych marzeń.
W podobnym celu przystąpiliśmy do Unii Europejskiej, by przyśpieszyć rozwój gospodarczy i cywilizacyjny kraju. Nie da się osiągnąć czegoś takiego w pojedynkę, bez skorzystania  na samym początku z pomocy finansowej i gospodarczej.


Lech, Rus, Czech  -  trzej bratanki, ale wiadomo że nie gdzie indziej, tylko do Gniezna przybył w 1000 roku cesarz rzymski Otto III, aby swój diadem cesarski włożyć na skronie Bolesława Chrobrego, czyniąc go równym sobie. Teraz w 1016 lat później znów jesteśmy nominowani przez Zachód Europy wzmocniony jeszcze dodatkowo amerykańskimi posiłkami zza Oceanu do pełnienia zaszczytnej roli przedmurza Europy, chyba że wreszcie przyjdzie nam w sukurs Ukraina, a potem Białoruś. Wtedy wspólnie będziemy bronić naszych granic przed Moskalami. A przewodzić nam będzie nasz Jarosław, być może uznany kiedyś  Mądrym.
Oto spełnia się prawdziwość jego słów o suwerenności Polski, o tym, że nie będziemy niczyją kolonią,  że sami będziemy rozwiązywali  problemy obronności kraju bez pomocy z zewnątrz. Ale nie jest to pierwszy, ani jak sądzę ostatni przyklad dyrdymałów populistycznych prezesa PiS.


wtorek, 14 czerwca 2016

Wydawałoby się - błahy temat...


nasz domowy skarbeuszek



Motto:

W moim domu
nie wiem, czy wiesz,
najważniejszy jest pies

A dlaczego jest najważniejszy?
A dlatego, że jest najmniejszy
i najwierniejszy

Pies nie zdradzi i nie oszuka
zdobyć psa
to niewielka sztuka

Sztuką jest
by z każdym wiekiem
być dla niego nie psem
lecz człowiekiem !

Postanowiłem dzisiejszy post poświęcić tak błahemu tematowi, jakim jest pies. Okazuje się, że temat ten budzi coraz żywsze zainteresowanie naszych mediów, a dla wielu osób jest nadzieją, że uda nam się zmienić na lepsze stosunek człowieka do tej czworonożnej istoty. Dla wielu z nas pies bywa bliskim i darzonym sympatią towarzyszem naszego życia, jest istotą bardzo ważną. Traktujemy go po ludzku, staramy się zabezpieczyć w pełni jego potrzeby i dbać o to, by nie był niewolnikiem,  bezbronnym narzędziem w ręku swego pana.

Nie chcę nawet wspominać o bestialstwie ludzi, z jakim spotykamy się często wobec psów, kotów, czy innych zwierząt domowych. To koniecznie potrzebuje naszej reakcji i zdecydowanych rozwiązań prawnych. Coś dobrego się dzieje w naszym kraju w tym zakresie i to jest pocieszające.

Pies znalazł swoje miejsce w twórczości literackiej, jest wiele książek o przyjaźni pomiędzy psem, a człowiekiem. Są również wzruszające wiersze. Oto wybrane przeze mnie drogocenne przykłady takiej twórczości.

W omszałym sekretniku jednego z dworków ziemiańskich w I połowie XIX wieku znaleziono anonimowy wiersz. Warto go zapamiętać i przechować w sekretarzyku swego serca:

Mój Przyjaciel

Kiedy dla mnie na świecie nic już nie zostało,
co by mi drogim było, co by mię kochało;
kiedy ojciec i matka, i rodzina cała
do nadziemskich wieczności krain uleciała;
kiedy ci co się niegdyś przyjaciółmi zwali,
w innych kolejach losu zmiennymi zostali;
jeden tylko przyjaciel pozostał mi stały;
lecz nie był to już człowiek  -  był nim piesek mały.

U wielu starszych Czytelników  ten wierszyk spotka się nie tylko z pełnym zrozumieniem, ale i wzruszeniem. Jest w nim, niestety, głęboka prawda o starym człowieku, jego przemijającej roli w rodzinie, w środowisku sąsiadów, znajomych, dawnych współpracowników. Kiedy kończy się czas aktywności zawodowej, społecznej, domowej, kiedy człowiek się zestarzeje, staje się nikomu niepotrzebny. Czy może liczyć na przyjaźń jakiejś bliskiej istoty?

Miłośnikom czworonogów, do których sam się zaliczam, dedykuję kolejną prawdziwą perełkę, wiersz napisany z talentem i subtelną dozą optymizmu, chociaż jest to rodzaj trenu, tkliwe epitafium na cześć utraconego psa, przyjaciela domu:

„To tylko pies, tak mówisz, tylko pies,
a ja ci powiem,
że pies to czasem więcej jest jak człowiek.
On nie ma duszy, mówisz…

Popatrz jeszcze raz,
psia dusza większa jest od psa.
My mamy duszę kieszonkową,
maleńka dusza, wielki człowiek.
Psia dusza się nie mieści w psie
i kiedy się uśmiechasz do niej
ona się huśta na ogonie.

A kiedy się pożegnać trzeba
i psu czas iść do psiego nieba,
to niedaleko pies wyrusza,
przecież przy tobie jest psie niebo,
z tobą zostaje jego dusza!”

Wiersz ten znalazłem w internetowym blogu Wirtualnej Polski pod hasłem: „Jak się żyje (nie) przeciętnej trzydziestce”. O jego autorce wiem tylko, że jest z zawodu nauczycielką angielskiego, ma męża, dwoje dzieci, mieszka w domku jednorodzinnym. Od czasu do czasu dzieli się w blogu swoimi osobistymi refleksjami. Po tym wierszu nie mam wątpliwości, że jest kobietą nieprzeciętną A piszę o niej nie tylko zachwycony wierszem, tak bliskim mojemu sercu, ale także by zachęcić zwłaszcza młodych. Zakładajcie blogi, piszcie wiersze, dzielcie się sekretami, utrwalajcie na gorąco swoje przemyślenia i refleksje. To będzie prawdziwy skarb po latach, jeszcze cenniejszy niż klisza foto. A ponadto można się nim podzielić z innymi i w ten sposób czynić życie piękniejszym i pożyteczniejszym. 
           
A teraz na koniec klasyczny przykład wiersza, który wprawdzie dotyczy poważnych spraw egzystencjonalnych, ale kończy się zaskakującą pointą:

Czemu zanadto w jednej osobie?
Tej a nie innej? I co ja tu robię?
W dzień co jest wtorkiem? W domu nie gnieździe?
W skórze nie łusce ? Z twarzą nie liściem ?
Dlaczego tylko raz osobiście?
Właśnie na ziemi przy małej gwieździe?
Po tylu erach nieobecności?
Za wszystkie czasy i wszystkie glony?
Za jamochłony i nieboskłony?
Akurat teraz? Do krwi i kości?
Sama u siebie z sobą? Czemu
nie obok ani sto lat temu
siedzę i patrzę w ciemny kąt
-  tak jak z wzniesionym nagle łbem
patrzy warczące zwane psem?

Te wydawałoby się nadzwyczaj proste, a jakże głębokie pytanie o sens życia zadawała sobie nie kto inny, tylko nasza Noblistka, Wisława Szymborska, w wierszu p.t. „Zdziwienie”.

 Jeśli udało mi się oderwać choć parę osób od codziennych obowiązków i zachęcić do  refleksji, to myślę, że warto było tych parę strof przytoczyć, bo przecież potrzebujemy też czegoś od serca. Okazuje się, że temat psa nie jest tak zupełnie mało poważnym, błahym.