Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

poniedziałek, 22 maja 2017

Nad rybnym potokiem



To brzmi bardzo łagodnie  -  potok Rybnej. W Głuszycy jego ujście do Bystrzycy ma miejsce tuż przy skrzyżowaniu z boczną drogą do Mieroszowa przez Rynnicę Leśną, Unisław Śląski. Tedy dojechać możemy też do schroniska „Andrzejówka” przy Przełęczy Trzech Dolin. Tą drogą nie radzę jednak nikomu podróżować. Jedna z najatrakcyjniejszych dróg pod względem krajobrazowym jest odnowiona tylko do połowy – na obszarze gminy Mieroszów. Z Głuszycy do tego miejsca strach jechać, bo droga w wielu miejscach nad urwiskiem sypie się i wali. Tą drogą zapomnianą przez wszystkie władze (zwłaszcza zimą) jeździmy tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność.

Kręta, górska droga na odcinku kilku kilometrów biegnie wzdłuż rzeczki o historycznej nazwie Rybna, jednym z najpiękniejszych, ale i najniebezpieczniejszych potoków górskich. O swej nieograniczonej niczym mocy dał on znać w czasie lipcowej powodzi 1997 roku. Wówczas to maleńki, wijący się wstęgą w głębokim jarze strumyczek zamienił się w potężny, rozszalały żywioł pędzącej z ogromną siłą w dół, zmiatając po drodze wszystko, co stanowiło jakąkolwiek przeszkodę. A były w tym i zabudowania gospodarskie, mosty i kładki, drzewa i krzewy. Straż pożarna z największym trudem starała się w porę usuwać tworzone przez rozszalały żywioł zapory z drzew i krzewów, kłód i desek, przedmiotów użytkowych, by uchronić przed rozlaniem się wody na zewnątrz koryta. Ten kataklizm trwał przez całą dobę z 7 na 8 lipca, ale to samo działo się z wszystkimi potokami, które zbiera w obszarze gminy główna rzeka Bystrzyca. Ona też pokazała swój „lwi pazur”, podobnie jak królowa rzek na Dolnym Śląsku  -  Odra, o czym zapewne najlepiej pamiętają starsi mieszkańcy osiedla Kazanów we Wrocławiu.

Rzeka Rybna, zwana też potocznie Rybnym Potokiem w swym środkowym i dolnym biegu stanowi naturalną granicę pomiędzy Górami Suchymi i Wałbrzyskimi. Wypływa w centrum Gór Suchych, u podnóża Hali pod Klińcem, poniżej Przełęczy Trzech Dolin, na wysokości 790 m. npm. Dalej Rybna płynie głęboką doliną rozdzielając Graniczną i Bukowiec na zachodzie z Klinem na wschodzie. Mija kamieniołomy i dociera do górnych domów w Rybnicy Leśnej. Na końcu wsi przy skrzyżowaniu dróg do Wałbrzycha, Mieroszowa i Głuszycy, skręca gwałtownie w dół, na wschód, właśnie w kierunku Głuszycy. Potok tworzy tu głęboki przełom o stromych, często skalistych zboczach, porośnięty lasami świerkowo-bukowymi.

Powyżej potoku rozpościerają się strzeliste grzbiety Jeleńca i Rogowca, gdzie znajdują się ruiny piastowskiego zamku. Tędy właśnie wzdłuż krętej rzeczki prowadzi w dół przez Rynnicę Małą wspomniana powyżej skruszała do reszty asfaltowa dróżka.

W połowie drogi warto skorzystać za smażonej rybki w Łowisku Pstrąga i zarazem pensjonacie pod nazwą „Gościniec w Dolinie Rybnej”. To niezwykle atrakcyjne miejsce pod względem historycznym i architektonicznym,  pieczołowicie odbudowane i urządzone nowocześnie, ale z zachowaniem dawnego stylu i wielu pamiątek z czasów przedwojennych.
Właściciel pensjonatu nawiązał do dawnej niemieckiej tradycji  gościnnego domu, w którym można było odpocząć i posilić się domowym jadłem i smażoną rybką, jako że w potoku rybnym można było wyłowić pstrąga i inne smakowite rybki. I tak jest do dziś.

Stąd jest najbliżej na Rogowiec, gdzie można zobaczyć ruiny średniowiecznego zamku zbudowanego za czasów księcia świdnickiego Bolka Surowego, ale także zachwycić oczy rozległą panoramą górską widoczną z karkołomnej góry.

Piszę o nie do końca odbudowanej drodze, z cichą nadzieją, że może wreszcie uda się skruszyć serca jej właścicieli i przypomnieć, że stanowi ona zagrożenie w ruchu drogowym, a moim celem jest zachęcenie do zwiedzania tego zakątka ziemi wałbrzyskiej. Zwłaszcza piesza wycieczka brzegiem Rybnej lub wyznaczonymi górskimi szlakami może dostarczyć oczom takich widoków, że zastąpią one i Tatry i Alpy.  Tu trzeba być i to zobaczyć. Prowadzą tędy atrakcyjne szlaki turystyczne, czerwony z Jedliny-Zdroju i niebieski z Wałbrzycha.



niedziela, 21 maja 2017

Połóżmy tamę karierowiczom !


Zacznę od cytatu z „Pana Jowialskiego” – Aleksandra Fredry:

Małpa w kąpieli

Rada małpa, że się śmieli,
Kiedy mogła udać człeka,
Widząc panią raz w kąpieli,
Wlazła pod stół - cicho czeka.
Pani wyszła, drzwi zamknęła;
Małpa figlarz - nuż do dzieła!
Wziąwszy pański czypek ranny,
Prześcieradło
I zwierciadło -
Szust! do wanny.

Pozostawiam do swobodnej spekulacji, co się dalej stało z sympatycznym małpiątkiem, które chciało poudawać człowieka. Oczywiście nasz nieśmiertelny komediopisarz, Fredro, pokazuje z pobłażliwością w dalszej części wierszowanej bajeczki jej kłopoty, kiedy to z rur popłynął do wanny strumień gorącej wody, która przelała się na podłogę łazienki  i kończy, jak to w bajkach bywa dającym wiele do myślenia morałem:

Dalej w okno!… Brzęk! – Uciekła!
Że tylko palce popiekła,
Nader szczęśliwa.
Tak to zwykle małpom bywa.


Przypomniałem sobie tę bajeczkę po obejrzeniu na Yuo Tube dwuminutowego nagrania z meczu piłki nożnej, w czasie którego mogliśmy usłyszeć emocjonalną reakcję jednego z kibiców na to, co się działo na boisku. To był przeraźliwy słowotok wulgarnych okrzyków i złorzeczeń pod adresem sędziego i piłkarzy przeciwnej drużyny.

Można by to puścić mimo uszu, bo niestety jest to dominujący język stadionowych kiboli, ale okazuje się, że tym sfrustrowanym krzykaczem był nie kto inny, ale cieszący się zaufaniem wyborców PiS-u i poparciem nowosądeckiego Kościoła – senator RP, niejaki Stanisław Kogut.

O „czcigodnym” senatorze, zaufanym totumfackim Ojca Rydzyka, częstym gościem TV „Trwam”, czytam w internetowych goglach:

Stanisław Kogut z PiS to człowiek renesansu: potrafi merytorycznie ocenić poziom sędziowania meczu piłkarskiego ("kretynie, do budy"), zawalczyć o miejsce na multipleksie dla o. Rydzyka ("Dworak chce wyrugować katolików"), ocenić katastrofę smoleńską ("Lecha Kaczyńskiego niszczą masoni") oraz poziom debaty o in vitro, w której przekonywał, że za bezpłodność odpowiada chęć robienia karier przez kobiety, a nawet proponowal reformę prawa (razem z Episkopatem).  Kontrowersyjny senator z Podhala  w senacie jest  Krystyną Pawłowicz w spodniach.

Okazuje się, że pan senator, to absolwent szacownej zawodówki o profilu mechanicznym, z korzeniami małopolskimi. Splot tych dwóch czynników dał nam osobowość zdecydowanie ponadprzeciętną, o gruntownej wiedzy i nienagannych manierach. Być może w tej zawodówce słabo wykładano etykę, a być może przyszły pan senator częściej bywał na wagarach niż w klasie, bo gdyby się uczył czegoś innego poza obróbką skrawaniem, to pewnie by wiedział, że in vitro po to właśnie jest, by ludzie mogli mieć dzieci. 

Senator Stanisław Kogut zwykł mawiać: „Jestem katolikiem i mam kręgosłup”. Niestety ten kręgosłup podtrzymuje jedynie pustą czaszkę. Gdyby na górze miła dekiel, byłaby zwykłym zbiornikiem na deszczówkę. 

Pomyśleć, że kiedyś słowo „senator” oznaczało człowieka statecznego, mądrego, prawego o dużej godności osobistej, człowieka, który miał za sobą osiągnięcia w pracy dla dobra wspólnego,  był autentycznym autorytetem w swoim środowisku.

Piszę o tym wszystkim nie dlatego, by atakować PiS, bo takich przypadków w naszym parlamencie mamy znacznie więcej i to we wszystkich ugrupowaniach partyjnych. Niestety, „Kariera Nikodema Dyzmy” Tadeusza Dołęgi- Mostowicza niczego nas nie nauczyła, wręcz odwrotnie. I to jest znacznie groźniejsze, niż incydent z małpą w kąpieli, bo ona tylko popiekła sobie palce, a konsekwencje takich karier jak senatora Koguta i jemu podobnych mogą się okazać znacznie bardziej bolesne, bo dotkną wielu obywateli, a mogą zadecydować o losach całego państwa. 

Ale to w dużej mierze skutek niedoskonałości naszej upartyjnionej ordynacji wyborczej.  Ogranicza ona wyraźnie możliwość kandydowania ludzi niezależnych od układów partyjnych. Niestety, ani w poprzednim, ani w obecnym parlamencie nie było i nie ma takiej siły, aby „ruszyć z posad bryłę” prawa wyborczego. Domyślamy się chyba wszyscy dlaczego? Bo obecna ordynacja pozwala partiom czerpać z budżetu państwa niebagatelne fundusze na przeprowadzenie akcji wyborczych i ułatwia uległym parlamentarzystom ponowny wybór nawet przez kilka kadencji. Między innymi skutkiem tego karierowicze mają się dobrze.

Wiem, że na ten temat napisano już wiele, ale to nie powód, by przechodzić nad tym do porządku dziennego. Trzeba dokonać gruntownych zmian w naszej demokracji, od tego zależy nasza przyszłość.

piątek, 19 maja 2017

W imię "dobrej zmiany"




Każda kraj ma swoich prekursorów, ludzi którzy wyprzedzają swój czas, zapowiadają kierunki zmian, określają nowe wartości, są zwiastunami nowej epoki. Tak się działo często w przeszłości. Z dużym zafrasowaniem stwierdzam, że ten zawrotny przełom, jaki dotyka nasz kraj z chwilą zwycięstwa wyborczego PiS-u, że ten reformatorski kierunek sanacyjny, który stał się ratunkiem dla kraju popadającego w ruinę i znajdującego się na krawędzi upadku, nie zaznaczył się w naszej kulturze i literaturze pionierskimi osiągnięciami.

Myślę, że najwyższa pora, by tę porażającą lukę wypełnić. Robię to z duszą pełną jaskółczego niepokoju. Wiem, że porywam się z motyką na słońce. Ale to co chcę zaprezentować ma jeden niewątpliwy atut, to są wyłącznie parafrazy znanych powszechnie i cieszących się najwyższym uznaniem tekstów wierszy, a zarazem pieśni, które nieomal urosły do rangi hymnów patriotycznych. Czasy się zmieniają. Mam taką nadzieję, że ich autorzy żyjąc współcześnie, napisali by swoje wiersze od nowa. I byłby to tak samo jak dawniej dzieła prekursorskie.

Liczę też na to, że w skłóconym do reszty kraju wszystkie strony wojny politycznej, znajdą w tej nowej wersji tekstów wierszowanych momenty pozytywne:


Alojzy Feliński dziś - Boże zachowaj Jarka


Boże coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały
I tarczą swojej zasłaniał opieki
Od nieszczęść, które pognębić ją miały,

Przed Twe ołtarze zanosim błaganie
Kult Jarosława zachowaj nam Panie!

To on kraj wskrzesił, dotknięty upadkiem
Wskazał wątpiącym wreszcie „dobrą zmianę”,
Wszyscy jesteśmy tego dzieła świadkiem –
więc go uczcijmy białych róży dzbanem.

Łaskawy Stwórco, niech się dobro stanie
Kult Jarosława zachowaj nam Panie!


Dzięki Ci Panie, żeś  Polskę w ruinie
Uczynił krajem, w którym ludzie prości
Żyją jak w jednej serdecznej rodzinie
Pod berłem Jarka – Anioła Miłości!


Prosim Cię z serca w świętym wiejskim barze
Wznieś Jarosława na nasze ołtarze!


Kolejny hymn jest adresowany tylko i wyłącznie do Polaków w Wielkiej Brytanii, mam nadzieję że równie podnoszący na duchu:


Maria Konopnicka dziś - Rota


Nie rzucim ziemi skąd nasz funt,
Nie damy pogrześć kasy,
Polski my naród, polski lud,
Lepszy niż Anglosasy
Nie damy by nas hańbił bróg,

Tak nam dopomóż Bóg,
Tak nam dopomóż Bóg!

Do krwi ostatniej kropli z żył
Bronić będziemy michy
Aż się rozpadnie w proch i pył
Celtycki puchar pychy
Twierdzą nam będzie Jaruś druh,

Tal nam dopomóż Bóg,
Tak nam dopomóż Bóg!

Nie będzie Anglik pluł nam w twarz,
że Polska – wiejska strzecha.
Orężny stanie hufiec nasz,
By bronić imię Lecha.
Pójdziem gdy zabrzmi złoty róg,

Tak nam dopomóż Bóg,
Tak nam dopomóż gróg!


Bardzo proszę pamiętać, gdy te uwspółcześnione wersje staną się prekursorskimi tekstami
śpiewanymi na miesięcznicach smoleńskich, albo też w miejsce wojskowego apelu poległych,
zaś na brytyjskiej wyspie na spotkaniach polonijnych, że to ja jako pierwszy byłem za,
a nawet przeciw.

Fot. Zbigniew Dawidowicz

czwartek, 18 maja 2017

Polsko-czeska Ścinawka


Rynek w czeskim Bromowie

Czytam ponownie „Narrenturm” Andrzeja Sapkowskiego. To pierwsza część trylogii mocno związanej z historią Dolnego Śląska w burzliwych latach wojen husyckich. Żaden podręcznik historii nie potrafi tak przybliżyć odległych czasów z końca średniowiecza jak z pozoru beletrystyczna fabuła, osadzona jednak gruntownie w realiach historycznych, znajomością których emanuje i imponuje autor powieści. Pierwszy raz połknąłem „Narrenturm’ i „Bożych wojowników” jednym tchem. Dopiero po pewnym czasie udało mi się dotrzeć do trzeciej części trylogii -  „Lux perpetua”. Przez jakiś czas byłem oszołomiony i zadawałem sobie pytanie, skąd się biorą tacy znakomici pisarze ? Byłem wtedy na gorąco pod wrażeniem dzieł historycznych Normana Daviesa i Pawła Jasienicy. Teraz doszlusował do nich historyk-powieściopisarz, Andrzej Sapkowski. Zdecydowałem wówczas, że do jego trylogii muszę powrócić na spokojnie, bo jest w tych książkach niezmierna ilość interesujących szczegółów, są fragmenty tak znakomite, że warto je utrwalić w pamięci. A ponadto rzecz rozgrywa się w najbliższym obszarze mojego Śląska. Sam bohater książki wywodzi się z Bielawy, a tytułowy „Narrenturm”, to właśnie nazwa położonej we Frankenstein, czyli Ząbkowicach Śląskich ówczesnej Wieży Błaznów, czy też szpitala obłąkanych, a w gruncie rzeczy zwykłej turmy dla innowierców. Czytam więc sobie  powtórnie pierwszą część trylogii, powoli, z przerwami i co rusz znajduję coś, co rozpala wyobraźnię.

No dobrze, ale co ma wspólnego z książką wymieniona w tytule Ścinawka, skąd moje  zainteresowanie, jak się okazuje dość niezwykłą rzeką, bo łączącą w sposób szczególny, sąsiadujących ze sobą Polaków i Czechów.

Otóż nad Ścinawkę  z Ząbkowic przez Przełęcz Srebrną dotarł główny bohater „Narrenturm”, Reynevan wraz ze swoimi kompanami. Zmierzali do czeskiego Broumova, a dalej do Hradca Kralove, by tam schronić się pod skrzydłami husytów przed fałszywymi oskarżeniami chrześcijańskich prześladowców. Ale po drodze uciekinierzy zboczyli w kierunku Gór Stołowych i stali się mimowolnymi obserwatorami płonącego miasteczka Radkowa. Podpalili je husyci, bo tak czynili z kolejno napotykanymi śląskimi miastami i wsiami. Była to wyprawa odwetowa jako zemsta za jesienną rejzę na Nachod i Trutnow, za rzezie jakich wojska wrocławskiego biskupa Konrada i Puty z Czastlovic dopuściły się pod Vizmbrukiem i we wsiach nad rzeką Metują.

Niestety, były to czasy najokrutniejszych, jakie można sobie wyobrazić, wojen religijnych, a rzeka Ścinawka nie łączyła, jak to ma miejsce obecnie, ale dzieliła Polaków i Czechów, zresztą podzielonych też pomiędzy sobą w zależności od przyjętej religii.

Pozostawię jednak groźne czasy wojen husyckich do oddzielnego, samodzielnego roztrząsania przez miłośników historii, by skupić uwagę na rzece - Ścinawce Jest ona co do wielkości drugą po Bystrzycy rzeką w Górach Kamiennych. Podkreślam słowo rzeka, bo leży nad nią także rozległa wieś o tej samej nazwie – Ścinawka.

Ścinawka, licząca sobie 62 km. długości, to lewy dopływ Nysy Kłodzkiej. Jest jedyną rzeką w Sudetach, której górny i dolny bieg znajduje się w Polsce, a środkowy w Czechach. Wypływa spod Borowej w Górach Wałbrzyskich na wysokości 720 m. npm. Dalej biegnie przez Unisław Śląski rozdzielając Pasmo Lesistej od Gór Suchych, a dalej pod Mieroszowem przekracza granicę państwową pomiędzy Golińskiem, a Starostinem. Omija Broumov, aby pomiędzy Otovicami, a Tłumaczowem ponownie znaleźć się w Polsce. Za Ścinawką Średnią rzeka dociera do Kotliny Kłodzkiej, by poniżej Ścinawicy na północ od Kłodzka połączyć się z Nysą Kłodzką.

Ścinawka jest typową rzeką górską, w części górnej przyjmuje wody szeregu potoków, odwadniając znaczny obszar Sudetów. Nic więc dziwnego, że okresowe, gwałtowne wezbrania wód są przyczyną katastrofalnych powodzi.

Dolina Ścinawki od dawien dawna stanowiła trasę szlaku handlowego, łączącego Kłodzko z Kamienną i Jelenią Górą., z odgałęzieniem do Czech. W środkowym i dolnym biegu już w czasach średniowiecza ukształtowały się liczne wsie łańcuchowe i mniej liczne miasteczka, z których polski Mieroszów i czeski Bruomov należą do największych. Dodam  jeszcze, że płynie ona przepięknym przełomem przez Góry Kamienne - "krainę pstrąga i lipienia". Rzeka w dolnym biegu nadaje się do spływów kajakowych, ma charakter nizinny. Na odcinku od Ścinawki Średniej do ujścia do Nysy Kłodzkiej (ok.25km) możemy podziwiać wszystko co oferuje Ziemia Kłodzka, od rozległych, zielonych łąk, przez urocze zakola w lasach, aż po skaliste zbocza. Na wysokości Bierkowic jest wiele żeremi, zachowując się cicho można liczyć na spotkanie z bobrem. Rzeka jest spławna od wiosny, ale przy małych opadach deszczu może być problem. Kajakiem można popłynąć Nysą Kłodzką, Białą Lądecką i Ścinawką, docierając do  Dzikiej Orlicy. Polecam choćby przejazd autem tą wspaniałą doliną, między G. Bystrzyckimi i G. Orlickimi.  Polecam także spływ pontonowy najpiękniejszym przełomem w Polsce - Przełomem Bardzkim - Cudem Sudetów. Trasa spływu ma 15km,trwa do 3,5godz .Cały sprzęt, instruktora i przejazd na miejsce startu w Bardzie zapewnia organizator. Wiek nie gra roli.

Wzdłuż Ścinawki prowadzi piękna krajobrazowo droga z Wałbrzycha przez Unisław Śląski, Kowalową do Mieroszowa i przejścia granicznego w Golińsku. Rzeka jest miejscem, które przecinają liczne szlaki turystyczne zarówno w Polsce jak i Czechach. Obecnie nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrać się samochodem na weekendową wycieczkę wzdłuż Ścinawki, zatrzymać się  po drodze w pięknym Broumowie, a dalej z Tłumaczowa powrócić przez Radków, Ścinawkę, Włodowice, Nową Rudę, Głuszycę do Wałbrzycha. Przy dobrej pogodzie będzie to wycieczka zagraniczna pełna wrażeń. Warto przy tym pamiętać o łączących Polaków i Czechów wspólnych więzach sąsiedzkiej zażyłości, a w wielu momentach, podobnie jak dzisiaj przyjaźni i sympatii. Rzeka Ścinawka jest tego dowodem, że przyroda nie zna granic.

środa, 17 maja 2017

Po drodze z Wałbrzycha do Przełęczy Trzech Dolin


Schronosko "Andrzejówka"

Z Wałbrzycha jedziemy tu przez Podgórze do  Rybnicy, by na skrzyżowaniu dróg do Głuszycy i Unisławia Ślaskiego podążyć dalej prostą drogą przez wieś. Napotykamy po drodze rozsiane wokół zabudowania gospodarcze  Rybnicy Leśnej. Wizytówką jej był słynny „Darz Bór”, restauracja pamiętająca czasy głębokiego PRL-u i pełniąca wówczas szczególną rolę miejsca rozrywkowego wszelakiego autoramentu bonzów partyjnych i władz. Dyskretny lokal, gdzie można było dobrze wypić i zjeść w oddaleniu od niepożądanych obserwatorów był dobrym „azylem” i pozwalał czuć się swobodnie. Gdyby jego mury potrafiły mówić, można byłoby z tych relacji napisać dobrą, sensacyjną książkę. Obecnie odremontowany obiekt z pokojami gościnnymi i stylowym wystrojem wnętrz jest miejscem wypoczynkowym dla osób poszukujących spokoju i ciszy.

Warto się tu zatrzymać, by pokusić się na pieszą wycieczkę w górę wsi w kierunku  jednego z najbardziej atrakcyjnych miejsc w Górach Suchych, jakim jest Przełęcz Trzech Dolin ze schroniskiem górskim „Andrzejówka”.

Pierwsza wzmianka o Rybnicy pochodzi z  1305 roku. Warto zwrócić uwagę na pięknie brzmiącą nazwę wsi - Reimswalde villa advocatis, zmienioną później na Reibnitzwaldau, Raimswaldau, a od 1945 roku na Rybnicę Leśną. W 1975 roku wieś administracyjne weszła w skład gminy Mieroszów.

Pięknie położona wieś ciągnie się ok. 3.5 km wzdłuż górnego biegu Rybnej, aż po Przełęcz Trzech Dolin, gdzie zbudowane zostało w 1933 roku słynne schronisko „Andrzejówka”. Inwestorem schroniska było wałbrzyskie towarzystwo turystyczne Waldenburger Gebirgsverein, założone w 1895 roku, a inicjatorem budowy, ówczesny prezes towarzystwa, aptekarz Andreas Bock, od imienia którego nazwano je „Andreasbaude”. Projektantem był wałbrzyski architekt F.W. Kronke, a środki finansowe pochodziły z datek wielu darczyńców. Przez kilka lat do wybuchu wojny w 1939 roku „Andrzejówka” była największą górską atrakcją Wałbrzycha i corocznie odwiedzało ją tysiące gości. Położona w newralgicznym miejscu Przełęczy Trzech Dolin, u stóp Waligóry potrafi zachwycić architekturą zewnętrzną i urzekającymi krajobrazami górskimi. Jest miejscem wypadowym dla pieszych wycieczek w góry.

Tak więc już ponad 80 lat temu niemiecki przemysłowy Wałbrzych dostrzegał bezcenne walory pobliskich gór i podejmował ważne działania, aby je wypromować w celach turystycznych. Dziś  od dłuższego czasu „Andrzejówka” została pozostawiona samej sobie boryka się z różnorodnymi trudnościami. Nie jest w stanie pozyskać środków finansowych na odbudowę i modernizację, zwłaszcza że brakuje imprez w rodzaju głośnego na całą Polskę Biegu Gwarków, organizowanego w latach 70-tych i 80-tych przez górnictwo Górnego i Dolnego Śląska, a także innych imprez turystycznych przyczyniających się do prężnego rozwoju turystyki. Nie zapewnia ich obecny właściciel jeleniogórska Spółka „Hotele i Schroniska Sudeckie PTTK”, ani też mała gmina Mieroszów, ani duży Wałbrzych, a schronisko potrzebuje jak dawniej środków finansowych i sponsorów. Dobrze, że od paru lat ma „Andrzejówka” przedsiębiorczego gospodarza, który uczynił ją głównie pracą własnych rąk jednym z najlepszych schronisk turystycznych w kraju.  

Przy schronisku jest największy w Górach Kamiennych węzeł szlaków turystycznych (czerwony, zielony, niebieski, żółty), zbiegają się one ze wszystkich stron u stóp Waligóry (936 m), najwyższego szczytu w Górach Suchych, a zarazem w całych Kamiennych i jednym z najwyższych w Sudetach Środkowych .

Obok ważnej roli w ruchu turystycznym warto zwrócić uwag na znaczenie „Andrzejówki” jako ośrodka narciarstwa biegowego i zjazdowego. Nowoczesne wyciągi narciarskie przyciągają zimą amatorów białego szaleństwa, głównie z Wałbrzycha.

Sama Rybnica Lęśna jest dzisiaj wsią rolniczo-przemysłowo-letniskową. Powstała jako jedna z pierwszych wsi w okolicy na pewno przed XIII wiekiem, znajdując się na trakcie handlowym, zwanym Wysoką Drogą, prowadzącym z Czech przez Mieroszów, a następnie doliną Ścinawki, Sokołowca, Przełęczą Trzech Dolin i doliną Rybnej u stóp zamku Rogowiec, dalej doliną Bystrzycy aż do Świdnicy. Od początku była związana z zamkiem Rogowiec, mogła nawet być jego wsią służebną. Wraz ze zburzeniem zamku w 1497 roku jej rola zmalała. Dopiero działalność gospodarcza rodziny von Hochbergów, panów na zamku Książ, właścicieli tych terenów ożywiła wieś. Założono tu kopalnie rud srebra. Wśród mieszkańców przeważali ewangelicy. To właśnie oni wznieśli drewniany kościół w 1608 roku, najcenniejszy zabytek architektury sakralnej w tej okolicy. Warto się zatrzymać w tym kościółku by obejrzeć nie tylko konstrukcję zewnętrzną, ale też b. cenne i bogate wyposażenie wnętrza kościoła, położonego w centralnej części wsi na niewielkim wzgórzu nad potokiem Rybnej.

We wsi zachowało się sporo domów mieszkalnych i gospodarczych o rozmaitej architekturze. Mogłyby one spełniać rolę gospodarstw agroturystycznych, przyciągać letników, a zimową porą amatorów narciarstwa, gdyby nie to, że większość z nich jest położona przy drodze, którą przetaczają się od rana do wieczora duże ciężarówki wypełnione urobkiem z pobliskich kamieniołomów. Kopalnia Skalnych Surowców Drogowych eksploatuje jedno z największych złóż melafiru w Sudetach. Kamień jest na miejscu przerabiany na grys i tłuczeń, a następnie transportowany samochodami ciężarowymi na stację Wałbrzych Główny. Kopalnia znajdująca się tu przy drodze na „Andrzejówkę” w górnej części wsi, budzi wśród turystów i wycieczkowiczów najgorsze emocje. Ogromne, skalne wyrobisko, pochłaniające już co najmniej pół góry Bukowiec, niegdyś porosłej lasem i bogatą roślinnością,  to zaiste krajobraz księżycowy. Wczesną wiosną i jesienią, kiedy padają intensywne deszcze droga przez wieś wygląda jak błotna rzeka. Kamieniołom jest prawdziwą zmorą wsi. Jego położenie w jednym z najpiękniejszych miejsc Sudetów Środkowych, to osobny temat, który powinien stać się najważniejszym w środowiskach inteligencji dużego miasta Wałbrzycha.

Czy uda się uratować Rynnicę Leśną, jej krajobrazy i przyrodę, czy uda się ochronić naturę najważniejszych miejsc Gór Suchych przed złowrogą interwencją człowieka, oto jest pytanie, które warto zadać politykom samorządowym. Chrońmy skarby natury, ich walorów nie zastąpi nic, były one i są potrzebne człowiekowi jak tlen.