Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

piątek, 19 maja 2017

W imię "dobrej zmiany"




Każda kraj ma swoich prekursorów, ludzi którzy wyprzedzają swój czas, zapowiadają kierunki zmian, określają nowe wartości, są zwiastunami nowej epoki. Tak się działo często w przeszłości. Z dużym zafrasowaniem stwierdzam, że ten zawrotny przełom, jaki dotyka nasz kraj z chwilą zwycięstwa wyborczego PiS-u, że ten reformatorski kierunek sanacyjny, który stał się ratunkiem dla kraju popadającego w ruinę i znajdującego się na krawędzi upadku, nie zaznaczył się w naszej kulturze i literaturze pionierskimi osiągnięciami.

Myślę, że najwyższa pora, by tę porażającą lukę wypełnić. Robię to z duszą pełną jaskółczego niepokoju. Wiem, że porywam się z motyką na słońce. Ale to co chcę zaprezentować ma jeden niewątpliwy atut, to są wyłącznie parafrazy znanych powszechnie i cieszących się najwyższym uznaniem tekstów wierszy, a zarazem pieśni, które nieomal urosły do rangi hymnów patriotycznych. Czasy się zmieniają. Mam taką nadzieję, że ich autorzy żyjąc współcześnie, napisali by swoje wiersze od nowa. I byłby to tak samo jak dawniej dzieła prekursorskie.

Liczę też na to, że w skłóconym do reszty kraju wszystkie strony wojny politycznej, znajdą w tej nowej wersji tekstów wierszowanych momenty pozytywne:


Alojzy Feliński dziś - Boże zachowaj Jarka


Boże coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały
I tarczą swojej zasłaniał opieki
Od nieszczęść, które pognębić ją miały,

Przed Twe ołtarze zanosim błaganie
Kult Jarosława zachowaj nam Panie!

To on kraj wskrzesił, dotknięty upadkiem
Wskazał wątpiącym wreszcie „dobrą zmianę”,
Wszyscy jesteśmy tego dzieła świadkiem –
więc go uczcijmy białych róży dzbanem.

Łaskawy Stwórco, niech się dobro stanie
Kult Jarosława zachowaj nam Panie!


Dzięki Ci Panie, żeś  Polskę w ruinie
Uczynił krajem, w którym ludzie prości
Żyją jak w jednej serdecznej rodzinie
Pod berłem Jarka – Anioła Miłości!


Prosim Cię z serca w świętym wiejskim barze
Wznieś Jarosława na nasze ołtarze!


Kolejny hymn jest adresowany tylko i wyłącznie do Polaków w Wielkiej Brytanii, mam nadzieję że równie podnoszący na duchu:


Maria Konopnicka dziś - Rota


Nie rzucim ziemi skąd nasz funt,
Nie damy pogrześć kasy,
Polski my naród, polski lud,
Lepszy niż Anglosasy
Nie damy by nas hańbił bróg,

Tak nam dopomóż Bóg,
Tak nam dopomóż Bóg!

Do krwi ostatniej kropli z żył
Bronić będziemy michy
Aż się rozpadnie w proch i pył
Celtycki puchar pychy
Twierdzą nam będzie Jaruś druh,

Tal nam dopomóż Bóg,
Tak nam dopomóż Bóg!

Nie będzie Anglik pluł nam w twarz,
że Polska – wiejska strzecha.
Orężny stanie hufiec nasz,
By bronić imię Lecha.
Pójdziem gdy zabrzmi złoty róg,

Tak nam dopomóż Bóg,
Tak nam dopomóż gróg!


Bardzo proszę pamiętać, gdy te uwspółcześnione wersje staną się prekursorskimi tekstami
śpiewanymi na miesięcznicach smoleńskich, albo też w miejsce wojskowego apelu poległych,
zaś na brytyjskiej wyspie na spotkaniach polonijnych, że to ja jako pierwszy byłem za,
a nawet przeciw.

Fot. Zbigniew Dawidowicz

czwartek, 18 maja 2017

Polsko-czeska Ścinawka


Rynek w czeskim Bromowie

Czytam ponownie „Narrenturm” Andrzeja Sapkowskiego. To pierwsza część trylogii mocno związanej z historią Dolnego Śląska w burzliwych latach wojen husyckich. Żaden podręcznik historii nie potrafi tak przybliżyć odległych czasów z końca średniowiecza jak z pozoru beletrystyczna fabuła, osadzona jednak gruntownie w realiach historycznych, znajomością których emanuje i imponuje autor powieści. Pierwszy raz połknąłem „Narrenturm’ i „Bożych wojowników” jednym tchem. Dopiero po pewnym czasie udało mi się dotrzeć do trzeciej części trylogii -  „Lux perpetua”. Przez jakiś czas byłem oszołomiony i zadawałem sobie pytanie, skąd się biorą tacy znakomici pisarze ? Byłem wtedy na gorąco pod wrażeniem dzieł historycznych Normana Daviesa i Pawła Jasienicy. Teraz doszlusował do nich historyk-powieściopisarz, Andrzej Sapkowski. Zdecydowałem wówczas, że do jego trylogii muszę powrócić na spokojnie, bo jest w tych książkach niezmierna ilość interesujących szczegółów, są fragmenty tak znakomite, że warto je utrwalić w pamięci. A ponadto rzecz rozgrywa się w najbliższym obszarze mojego Śląska. Sam bohater książki wywodzi się z Bielawy, a tytułowy „Narrenturm”, to właśnie nazwa położonej we Frankenstein, czyli Ząbkowicach Śląskich ówczesnej Wieży Błaznów, czy też szpitala obłąkanych, a w gruncie rzeczy zwykłej turmy dla innowierców. Czytam więc sobie  powtórnie pierwszą część trylogii, powoli, z przerwami i co rusz znajduję coś, co rozpala wyobraźnię.

No dobrze, ale co ma wspólnego z książką wymieniona w tytule Ścinawka, skąd moje  zainteresowanie, jak się okazuje dość niezwykłą rzeką, bo łączącą w sposób szczególny, sąsiadujących ze sobą Polaków i Czechów.

Otóż nad Ścinawkę  z Ząbkowic przez Przełęcz Srebrną dotarł główny bohater „Narrenturm”, Reynevan wraz ze swoimi kompanami. Zmierzali do czeskiego Broumova, a dalej do Hradca Kralove, by tam schronić się pod skrzydłami husytów przed fałszywymi oskarżeniami chrześcijańskich prześladowców. Ale po drodze uciekinierzy zboczyli w kierunku Gór Stołowych i stali się mimowolnymi obserwatorami płonącego miasteczka Radkowa. Podpalili je husyci, bo tak czynili z kolejno napotykanymi śląskimi miastami i wsiami. Była to wyprawa odwetowa jako zemsta za jesienną rejzę na Nachod i Trutnow, za rzezie jakich wojska wrocławskiego biskupa Konrada i Puty z Czastlovic dopuściły się pod Vizmbrukiem i we wsiach nad rzeką Metują.

Niestety, były to czasy najokrutniejszych, jakie można sobie wyobrazić, wojen religijnych, a rzeka Ścinawka nie łączyła, jak to ma miejsce obecnie, ale dzieliła Polaków i Czechów, zresztą podzielonych też pomiędzy sobą w zależności od przyjętej religii.

Pozostawię jednak groźne czasy wojen husyckich do oddzielnego, samodzielnego roztrząsania przez miłośników historii, by skupić uwagę na rzece - Ścinawce Jest ona co do wielkości drugą po Bystrzycy rzeką w Górach Kamiennych. Podkreślam słowo rzeka, bo leży nad nią także rozległa wieś o tej samej nazwie – Ścinawka.

Ścinawka, licząca sobie 62 km. długości, to lewy dopływ Nysy Kłodzkiej. Jest jedyną rzeką w Sudetach, której górny i dolny bieg znajduje się w Polsce, a środkowy w Czechach. Wypływa spod Borowej w Górach Wałbrzyskich na wysokości 720 m. npm. Dalej biegnie przez Unisław Śląski rozdzielając Pasmo Lesistej od Gór Suchych, a dalej pod Mieroszowem przekracza granicę państwową pomiędzy Golińskiem, a Starostinem. Omija Broumov, aby pomiędzy Otovicami, a Tłumaczowem ponownie znaleźć się w Polsce. Za Ścinawką Średnią rzeka dociera do Kotliny Kłodzkiej, by poniżej Ścinawicy na północ od Kłodzka połączyć się z Nysą Kłodzką.

Ścinawka jest typową rzeką górską, w części górnej przyjmuje wody szeregu potoków, odwadniając znaczny obszar Sudetów. Nic więc dziwnego, że okresowe, gwałtowne wezbrania wód są przyczyną katastrofalnych powodzi.

Dolina Ścinawki od dawien dawna stanowiła trasę szlaku handlowego, łączącego Kłodzko z Kamienną i Jelenią Górą., z odgałęzieniem do Czech. W środkowym i dolnym biegu już w czasach średniowiecza ukształtowały się liczne wsie łańcuchowe i mniej liczne miasteczka, z których polski Mieroszów i czeski Bruomov należą do największych. Dodam  jeszcze, że płynie ona przepięknym przełomem przez Góry Kamienne - "krainę pstrąga i lipienia". Rzeka w dolnym biegu nadaje się do spływów kajakowych, ma charakter nizinny. Na odcinku od Ścinawki Średniej do ujścia do Nysy Kłodzkiej (ok.25km) możemy podziwiać wszystko co oferuje Ziemia Kłodzka, od rozległych, zielonych łąk, przez urocze zakola w lasach, aż po skaliste zbocza. Na wysokości Bierkowic jest wiele żeremi, zachowując się cicho można liczyć na spotkanie z bobrem. Rzeka jest spławna od wiosny, ale przy małych opadach deszczu może być problem. Kajakiem można popłynąć Nysą Kłodzką, Białą Lądecką i Ścinawką, docierając do  Dzikiej Orlicy. Polecam choćby przejazd autem tą wspaniałą doliną, między G. Bystrzyckimi i G. Orlickimi.  Polecam także spływ pontonowy najpiękniejszym przełomem w Polsce - Przełomem Bardzkim - Cudem Sudetów. Trasa spływu ma 15km,trwa do 3,5godz .Cały sprzęt, instruktora i przejazd na miejsce startu w Bardzie zapewnia organizator. Wiek nie gra roli.

Wzdłuż Ścinawki prowadzi piękna krajobrazowo droga z Wałbrzycha przez Unisław Śląski, Kowalową do Mieroszowa i przejścia granicznego w Golińsku. Rzeka jest miejscem, które przecinają liczne szlaki turystyczne zarówno w Polsce jak i Czechach. Obecnie nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrać się samochodem na weekendową wycieczkę wzdłuż Ścinawki, zatrzymać się  po drodze w pięknym Broumowie, a dalej z Tłumaczowa powrócić przez Radków, Ścinawkę, Włodowice, Nową Rudę, Głuszycę do Wałbrzycha. Przy dobrej pogodzie będzie to wycieczka zagraniczna pełna wrażeń. Warto przy tym pamiętać o łączących Polaków i Czechów wspólnych więzach sąsiedzkiej zażyłości, a w wielu momentach, podobnie jak dzisiaj przyjaźni i sympatii. Rzeka Ścinawka jest tego dowodem, że przyroda nie zna granic.

środa, 17 maja 2017

Po drodze z Wałbrzycha do Przełęczy Trzech Dolin


Schronosko "Andrzejówka"

Z Wałbrzycha jedziemy tu przez Podgórze do  Rybnicy, by na skrzyżowaniu dróg do Głuszycy i Unisławia Ślaskiego podążyć dalej prostą drogą przez wieś. Napotykamy po drodze rozsiane wokół zabudowania gospodarcze  Rybnicy Leśnej. Wizytówką jej był słynny „Darz Bór”, restauracja pamiętająca czasy głębokiego PRL-u i pełniąca wówczas szczególną rolę miejsca rozrywkowego wszelakiego autoramentu bonzów partyjnych i władz. Dyskretny lokal, gdzie można było dobrze wypić i zjeść w oddaleniu od niepożądanych obserwatorów był dobrym „azylem” i pozwalał czuć się swobodnie. Gdyby jego mury potrafiły mówić, można byłoby z tych relacji napisać dobrą, sensacyjną książkę. Obecnie odremontowany obiekt z pokojami gościnnymi i stylowym wystrojem wnętrz jest miejscem wypoczynkowym dla osób poszukujących spokoju i ciszy.

Warto się tu zatrzymać, by pokusić się na pieszą wycieczkę w górę wsi w kierunku  jednego z najbardziej atrakcyjnych miejsc w Górach Suchych, jakim jest Przełęcz Trzech Dolin ze schroniskiem górskim „Andrzejówka”.

Pierwsza wzmianka o Rybnicy pochodzi z  1305 roku. Warto zwrócić uwagę na pięknie brzmiącą nazwę wsi - Reimswalde villa advocatis, zmienioną później na Reibnitzwaldau, Raimswaldau, a od 1945 roku na Rybnicę Leśną. W 1975 roku wieś administracyjne weszła w skład gminy Mieroszów.

Pięknie położona wieś ciągnie się ok. 3.5 km wzdłuż górnego biegu Rybnej, aż po Przełęcz Trzech Dolin, gdzie zbudowane zostało w 1933 roku słynne schronisko „Andrzejówka”. Inwestorem schroniska było wałbrzyskie towarzystwo turystyczne Waldenburger Gebirgsverein, założone w 1895 roku, a inicjatorem budowy, ówczesny prezes towarzystwa, aptekarz Andreas Bock, od imienia którego nazwano je „Andreasbaude”. Projektantem był wałbrzyski architekt F.W. Kronke, a środki finansowe pochodziły z datek wielu darczyńców. Przez kilka lat do wybuchu wojny w 1939 roku „Andrzejówka” była największą górską atrakcją Wałbrzycha i corocznie odwiedzało ją tysiące gości. Położona w newralgicznym miejscu Przełęczy Trzech Dolin, u stóp Waligóry potrafi zachwycić architekturą zewnętrzną i urzekającymi krajobrazami górskimi. Jest miejscem wypadowym dla pieszych wycieczek w góry.

Tak więc już ponad 80 lat temu niemiecki przemysłowy Wałbrzych dostrzegał bezcenne walory pobliskich gór i podejmował ważne działania, aby je wypromować w celach turystycznych. Dziś  od dłuższego czasu „Andrzejówka” została pozostawiona samej sobie boryka się z różnorodnymi trudnościami. Nie jest w stanie pozyskać środków finansowych na odbudowę i modernizację, zwłaszcza że brakuje imprez w rodzaju głośnego na całą Polskę Biegu Gwarków, organizowanego w latach 70-tych i 80-tych przez górnictwo Górnego i Dolnego Śląska, a także innych imprez turystycznych przyczyniających się do prężnego rozwoju turystyki. Nie zapewnia ich obecny właściciel jeleniogórska Spółka „Hotele i Schroniska Sudeckie PTTK”, ani też mała gmina Mieroszów, ani duży Wałbrzych, a schronisko potrzebuje jak dawniej środków finansowych i sponsorów. Dobrze, że od paru lat ma „Andrzejówka” przedsiębiorczego gospodarza, który uczynił ją głównie pracą własnych rąk jednym z najlepszych schronisk turystycznych w kraju.  

Przy schronisku jest największy w Górach Kamiennych węzeł szlaków turystycznych (czerwony, zielony, niebieski, żółty), zbiegają się one ze wszystkich stron u stóp Waligóry (936 m), najwyższego szczytu w Górach Suchych, a zarazem w całych Kamiennych i jednym z najwyższych w Sudetach Środkowych .

Obok ważnej roli w ruchu turystycznym warto zwrócić uwag na znaczenie „Andrzejówki” jako ośrodka narciarstwa biegowego i zjazdowego. Nowoczesne wyciągi narciarskie przyciągają zimą amatorów białego szaleństwa, głównie z Wałbrzycha.

Sama Rybnica Lęśna jest dzisiaj wsią rolniczo-przemysłowo-letniskową. Powstała jako jedna z pierwszych wsi w okolicy na pewno przed XIII wiekiem, znajdując się na trakcie handlowym, zwanym Wysoką Drogą, prowadzącym z Czech przez Mieroszów, a następnie doliną Ścinawki, Sokołowca, Przełęczą Trzech Dolin i doliną Rybnej u stóp zamku Rogowiec, dalej doliną Bystrzycy aż do Świdnicy. Od początku była związana z zamkiem Rogowiec, mogła nawet być jego wsią służebną. Wraz ze zburzeniem zamku w 1497 roku jej rola zmalała. Dopiero działalność gospodarcza rodziny von Hochbergów, panów na zamku Książ, właścicieli tych terenów ożywiła wieś. Założono tu kopalnie rud srebra. Wśród mieszkańców przeważali ewangelicy. To właśnie oni wznieśli drewniany kościół w 1608 roku, najcenniejszy zabytek architektury sakralnej w tej okolicy. Warto się zatrzymać w tym kościółku by obejrzeć nie tylko konstrukcję zewnętrzną, ale też b. cenne i bogate wyposażenie wnętrza kościoła, położonego w centralnej części wsi na niewielkim wzgórzu nad potokiem Rybnej.

We wsi zachowało się sporo domów mieszkalnych i gospodarczych o rozmaitej architekturze. Mogłyby one spełniać rolę gospodarstw agroturystycznych, przyciągać letników, a zimową porą amatorów narciarstwa, gdyby nie to, że większość z nich jest położona przy drodze, którą przetaczają się od rana do wieczora duże ciężarówki wypełnione urobkiem z pobliskich kamieniołomów. Kopalnia Skalnych Surowców Drogowych eksploatuje jedno z największych złóż melafiru w Sudetach. Kamień jest na miejscu przerabiany na grys i tłuczeń, a następnie transportowany samochodami ciężarowymi na stację Wałbrzych Główny. Kopalnia znajdująca się tu przy drodze na „Andrzejówkę” w górnej części wsi, budzi wśród turystów i wycieczkowiczów najgorsze emocje. Ogromne, skalne wyrobisko, pochłaniające już co najmniej pół góry Bukowiec, niegdyś porosłej lasem i bogatą roślinnością,  to zaiste krajobraz księżycowy. Wczesną wiosną i jesienią, kiedy padają intensywne deszcze droga przez wieś wygląda jak błotna rzeka. Kamieniołom jest prawdziwą zmorą wsi. Jego położenie w jednym z najpiękniejszych miejsc Sudetów Środkowych, to osobny temat, który powinien stać się najważniejszym w środowiskach inteligencji dużego miasta Wałbrzycha.

Czy uda się uratować Rynnicę Leśną, jej krajobrazy i przyrodę, czy uda się ochronić naturę najważniejszych miejsc Gór Suchych przed złowrogą interwencją człowieka, oto jest pytanie, które warto zadać politykom samorządowym. Chrońmy skarby natury, ich walorów nie zastąpi nic, były one i są potrzebne człowiekowi jak tlen.



wtorek, 16 maja 2017

Świat - wielkie dziwowisko




Od urodzin naszych wszystko – dom, kościół, szkoła, każą nam przywiązywać się do życia, cieszyć się że żyjemy, traktować to jako dar płynący z nieba. Co to jest to niebo – czysta abstrakcja, chyba że uwierzymy w to, co mówią o niebie ci, co je wymyślili. To jest raj, kraina wiecznej szczęśliwości. Rodzi się wobec tego pytanie, co to jest szczęście? Mogą na to pytanie odpowiedzieć ci, co wygrali miliona w totolotka. Im się wtedy wydaje, że osiągnęli zenity szczęścia. Tylko że to szczęście ostatecznie kończy się tak samo jak u wszystkich innych ludzi znacznie mniej szczęśliwych – na cmentarzu. Ale w mogile złożone jest tylko ciało człowieka, zaś jego dusza według religii ulatuje w kosmos  i albo trafia do raju, albo do czyśca, a najczęściej  do piekła. W piekle jest miejsce dla tych dusz, co w życiu grzeszyły myślą, mową i uczynkiem. Nie znam takich dusz, które byłyby wolne od tego grzechu, ale  to nie jest moja sprawa, by orzekać, tak jak to zrobił Dante w „Boskiej komedii”, kto sobie zasłużył na niebo, a kto na piekło.

Okazuje się, że są  ludzie na ziemi, którzy mają takie kompetencje. Oni właśnie orzekają, kto jest świętym, a dusze świętych trafiają po śmierci od razu do nieba. Nie potrzebny jest w tej sytuacji Sąd Ostateczny, w domyśle Niebiański Trybunał. U nas w PiS-owskiej Polsce, gdzie trybunały i sądy staną się niedługo tylko atrapą, a o wszystkim stanowić będzie uznany przez hierarchów Kościoła namiestnik Chrystusa, błogosławiony Jarosław Wszechwładny, ta furtka w nominowaniu świętych jest szczególnie spektakularna.
  
Nie zdziwiłem się wcale tym, co przeczytałem i zobaczyłem na obrazku w facebooku, że przy mogile Świętych Marii i Lecha Kaczyńskich w Krakowie, oddawał hołdy „poległym” w katastrofie lotniczej, kolejny predysponowany do  najwyższych zaszczytów nie tylko ziemskich, ale i niebiańskich, niejaki Andrzej, zwany Klęczonem. Jeśli się temu wydarzeniu dziwisz, to powiem, że towarzyszył im w tej ceremonii sam kardynał Dziwisz.

Okazuje się, że mamy kolejnych świętych. Przez kogo namaszczonych, można się domyślić.

Czytam w „Księgach Jakubowych” Olgi Tokarczuk fragment ostatniego listu Elżbiety Drużbackiej ( pisarki i poetki) z klasztoru Bernardynek w Tarnowie do zaprzyjaźnionego z nią księdza kanonika Benedykta Chmielowskiego w Firlejowie. W liście szukała ona odpowiedzi na pytania o sens życia: „dlaczego? i w jakim celu?”:

„A przecież nie mogę powstrzymać się, by ich nie stawiać. Więc odpowiadam sobie, że Pan Bóg chce nas stworzonych i grzeszących ze stworzeniem, właśnie przez stworzenie ukarać. Sam zaś ręce umywa, by dobroć swoją ochronić w naszych oczach. Szuka sposobów naturalnych do wygubienia nas pośrednio, przez jakąś rzecz naturalną, aby lżejsze było uderzenie, niż gdyby sam uderzył, bo tego byśmy zrozumieć nie mogli.
Mógł przecież Bóg Naamona z Tradu uleczyć jednym słowem, ale kazał mu iść się kąpać w  rzece Jordan. Mógł ślepego uzdrowić swoją wszechwładnością, ale przecie ślinę z błotem mieszał i kładł mu na oczy. Mógł każdego od razu uzdrowić, a stworzył aptekę, medyka, zioła lecznicze. Jego świat to wielkie dziwowisko”.

Od listu Drużbackiej minęły wieki, a świat jak był, tak pozostaje wielkim dziwowiskiem. Dziś mamy je przed oczyma w całej swej okazałości u nas w Polsce Scena polityczna stanowi teatr, w którym rozgrywa się mrożąca krew w żyłach sztuka „science fiction”, jakiej nie można było sobie wcześniej wyobrazić. Miliony Polaków oglądają ten spektakl z rozłożonymi bezradnie rękami. Jak to mogło się stać, jak to jest możliwe? Jeszcze dobrze nie okrzepliśmy po latach zniewolenia w PRL-u i znów wracamy do tego samego. W PRL-u rządząca partia czerpała podbudowę ideologiczną z marksizmu- leninizmu, a wszystko co się działo miało na celu dobro ludu pracującego miast i wsi. Jak faktycznie było i jak to się skończyło pamiętamy.

Wielki, spontaniczny protest pod sztandarem „Solidarności” przyniósł zwycięstwo. Naród polski uwierzył, że to co najgorsze mamy już za sobą. Nie trzeba było długo czekać,  wracamy znów do tego samego. W Rzeczpospolitej PiS-owskiej  to wszystko, co się dzieje ma podbudowę ideologiczną wziętą z ewangelii, skutkiem tego znajduje uznanie hierarchii kościelnej. Cel pozostał ten sam – dobro ludu. Hasła są te same i tak samo kłamliwe. W obu przypadkach celem monopartii (dawniej PZPR, a obecnie PiS) była i jest troska tylko o jedno, jak nie stracić władzy i utrzymać naród w posłuszeństwie. Dziś staje się to łatwiejsze w kraju, gdzie mamy fikcyjną demokrację, a miliony wiernych ufa wszystkiemu, co powiedzą księża.

Czytam z zainteresowaniem w „Newsweeku” felieton Zbigniewa Hołdysa pt. „Panteon czeka”, a w nim taka refleksja:

„I oto teraz w Polsce, za mojego życia po raz trzeci już, dzieją się rzeczy, które na zdrowy rozum nie powinny mieć miejsca, a jednak mają. Wmawia się nam, że dopiero teraz jest dobrze, bo niszczy się niewinnych ludzi i więzi społeczne, a kłamstwo tak oczywiste, że nawet pies je rozumie, nazywa się prawdą. Wywracanie prawd powszechnie znanych i udowodnionych, nazywanie bohaterów zdrajcami, tchórzliwych kumpli bohaterami – to właśnie trwa na naszych oczach…

Kreatorem sytuacji jest niewysoki człowieczek z widocznymi objawami pogłębiającej się paranoi. Opowiada milionom wciąż żyjących jeszcze ludzi, że to w czym brali udział – ruch „Solidarności – wyglądało zupełnie inaczej. Nie istniał Lech Wałęsa. Całą wojnę z komuną prowadził w pojedynkę bohaterski brat małego człowieczka, Lech Kaczyński, choć nikt go wówczas na oczy nie widział. To on wedle nowej doktryny doprowadził do zwycięstwa nad komunizmem – dlatego w każdym mieście powinien stać jego pomnik”…

Teraz rozumiem skąd się wziął nagrobek Świętych Marii i Lecha w świętym mieście Krakowie.

 I nie ma się czemu dziwić, skoro świat, to wielkie dziwowisko !