Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

poniedziałek, 15 maja 2017

Miejsce niezwykłe - Śląska Jerozolima


 
To jest miejscowość nadzwyczajna. A stało się tak już w XVII wieku, kiedy to  niejaki Daniel Paschasius Osterberger von Osterberg (1634-1711), bogaty kupiec ostrawski, później radca cesarski, stając się jej właścicielem, postanowił uczynić tu namiastkę ziemi świętej. Jego ideą stało się odtworzenie przynajmniej części Jerozolimy, związanej z życiem Jezusa Chrystusa.

Już znacznie wcześniej, bo w 1218 roku zdarzył się tutaj cud, gdy podczas modlitwy pod figurą Matki Boskiej, umieszczonej na lipie, niejaki Jan z Raszkowa odzyskał wzrok. Odtąd drzewo z figurką stało się miejscem kultu maryjnego. W początkach XV wieku zbudowano tu pierwszy kościół, którego fundatorem był Ludwig von Pannwitz ze Starej Łomnicy. Miejsce cudami słynące przyciągało pielgrzymów z różnych stron kraju.

 Ruch husycki w XV wieku, a jeszcze bardziej wojny religijne w II połowie XVI i w początkach XVII wieku zahamowały ruch pątniczy. Dobre czasy nastały dopiero wtedy, gdy w 1674 roku wspomniany na wstępie kupiec von Osterberg zakupił dobra w Ratnie Dolnym i z dużym rozmachem przystąpił do odbudowy kościoła w sąsiedniej Albendorf.

Nie będę już dłużej trzymał Czytelników w szachu, o jaką miejscowość chodzi. Spodziewam się, że wielu już odgadło. To nasze niezwykle do dziś Wambierzyce, duża wieś nad Cedronem (ta sama nazwa rzeki, co w Krzeszowskim Betlejem, bo nawiązująca do Doliny Biblii, symbolicznego określenia miejsca przyszłego Sądu Ostatecznego), wieś mająca charakter małego miasteczka u podnóża Gór Stołowych w Kotlinie Kłodzkiej.

Otaczają ją malownicze wzgórza porośnięte częściowo lasami świerkowo-sosnowymi. Wzgórza mają nazwy związane z charakterem nadanym miejscowości przez jej fundatora von Osterberga: Syjon , Mnich, Bogatka, Toreb, Synaj, Tabor, Kalwaria, Wzgórze Kwarantanny.
Niewielkie centrum u stóp okazałej świątyni , dziś Kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, nosiło nazwę Doliny Józefata.

Wszystkie te nazwy wiążą się z  pierwotnym założeniem krajobrazowo-architektonicznym odtworzenia miejsc męki Jezusa Chrystusa, czyli kalwarii. Jeszcze za życia wspomnianego założyciela udało się oprócz rozbudowy kościoła parafialnego wiele z jego zamierzeń zrealizować. Odkryto przed kościołem źródło Marii, które stało się dodatkowym magnesem przyciągającym pielgrzymów. Wzniesiono kalwarię złożoną z kilkunastu stacji, gdzie na wzór  Oberammergau w Alpach Bawarskich odbywały się misteria pasyjne. Oprócz kaplic zbudowany został szpital i dom pustelnika. Kalwaria Wambierzycka zyskała sławę w całej Europie.

Wambierzyce stały się znaną miejscowością pielgrzymkową na Śląsku, nazywaną Śląską Jerozolimą.

niedziela, 14 maja 2017

Siódme niebo



 Sobotnie popołudnie. W domu zaległa cisza.  Domownicy wylegli za sprawunkami, wzięli ze sobą psa. Jestem sam w dużym pokoju, gdzie można pospacerować wokół stołu. Za oknem wiosenne przebłyski słońca, takie o jakich marzą poeci. Zieloniutko od świeżej trawy i liści, na grządkach pojawiły się wiosenne kwiaty. W kącie pokoju martwy ekran telewizora.

Unikam go jak ognia. Nie mogę słuchać wrzeszczących, sztucznie nadętych głosów z reklam.Nie mogę patrzeć na gęby skaczących sobie do oczu tych samych, zgranych polityków. Co się stało z tym światem polityki, w którym tak bardzo potrzeba spokoju, rozwagi, taktu i mądrości, bo przecież tam podejmowane są decyzje, od których zależy nasz los? Świat  mediów zwanych obłudnie publicznymi, świat pełnej zakłamania, upolitycznionej religii chrześcijańskiej widocznej z ekranu TV „Trwam” lub Radia „Maryja”? Mam dość. Lepiej o tym nie myśleć.

Na szczęście nie muszę. Mam wolną wolę. Mogę w każdej chwili sięgnąć na półkę z książkami. Tam jest świat, w którym można odetchnąć świeżym powietrzem, takim samym jak dzisiejsze ożywcze powietrze przy otwartym oknie.

Więc sięgam. Mam w ręku tomik wierszy K.I. Gałczyńskiego „Poezje”, a w nim „Siódme niebo. Z wierszy do Natalii”:

„Zima była, gdy wysiadłem z autobusu
i rzuciłem się w twoje ramiona,
i twych włosów, twych wieczornych włosów
ogarnęła mnie woń niezmożona.

Księżyc zniżył się, błysnął nad klamką,
potem odszedł i wplątał się w drzewo.
Pierścień nocy nad nami się zamknął
i otwarło się siódme niebo.


Choć godzina trochę późna,
jeszcze świecą twoje okna,
więc wołamy:  - Hola, wpuść nas,
wpuść nas pochmurnooka  -

nie będziemy spać na dachu,
otwórz drzwi i wprowadź w nocy
w twe mieszkanie pełne kwiatów,
instrumentów, świec płonących.

Przelecimy przez pokoje
wiatrem, walcem, tłumem szumnym,
ozłocimy loki twoje
dźwiękiem gitar siedmiostrunnym..”


Ty jesteś najpiękniejsze zwierzęta,
włosy twoje o świcie są modre,
tyś wysoko jak światła na okrętach,
do oddechu twojego się modlę.

Tobiem wszystkie zbudował instrumenty
wszystkie owoce zniósł, wszystkie kwiaty,
Ciebie ścigam przez wszystkie firmamenty,
wszystkie światy, wszystkie klimaty…”


Jest świat, w którym można odnaleźć to co w człowieku najcenniejsze, jest świat wolny od pruderii, fałszu obłudy, nienawiści, zła. Jest świat miłości nieskrępowanej, żarliwej, gorącej. I tak jak u mnie, pokrytego szronem czasu emeryta, jest świat dawnych, pełnych czaru wspomnień. Odnajduję w nich swoje, niestety już byłe, ale pełne nostalgii „siódme niebo”.



sobota, 13 maja 2017

Bardo - miasto cudów.


„Starożytne” Bardo już przed wojną  w 1816 roku uzyskało status miejski. Po wojnie do 1954 roku pozostawało wsią gromadzką w powiecie ząbkowickim, potem osiedlem. 1 stycznia 1969 roku stało się ponownie miastem (jednym z najmniejszych na Dolnym Śląsku).

Położone jest w przewężeniu pomiędzy stromymi grzbietami gór Brony i  Kalwarii na południu, a Różańcowej na południowym wschodzie, którędy dołem wyżłobiła swe koryto Nysa Kłodzka. Zasadnicza część miasta leży na lewym brzegu zakola rzeki i należy do wyjątkowo malowniczych pod względem krajobrazowym. Otoczenie miasta stanowią lasy świerkowo-bukowe i mieszane porastające strome zbocza. Jesienią stanowią one niezwykle barwną, urozmaiconą mozaikę. Bardo jest niewielkim ośrodkiem administracyjno-przemysłowym. Leży przy bardzo ruchliwej szosie i linii kolejowej z Wrocławia do Kłodzka. Liczy sobie niespełna 3 tysiące mieszkańców.

Miasto od dawien dawna jest miejscem pielgrzymkowym do słynnej figurki Matki Boskiej Bardzkiej, umieszczonej w kościele, a także na Kalwarię, gdzie odbywają się misteria  pasyjne. Są w Bardzie cztery zgromadzenia zakonne (1 męskie i 3 żeńskie), dom pomocy społecznej, zwany zamkiem, dom wczasów dziecięcych i inne ośrodki kolonijne. Jest duży, pięknie położony szpital. Ale najważniejszym obiektem, newralgicznym dla miasta, jest monumentalny kościół Nawiedzenia NMP wraz z barokowym klasztorem redemptorystów, największy zespół architektoniczny w centrum Barda i najcenniejszy zabytek.


Bardo należy do najstarszych miejscowości w tej części Sudetów. Historia Barda, to zarazem miniatura dziejów całego Dolnego Śląska, w której jak w soczewce odbijają się wszystkie najważniejsze wydarzenia historyczne. Zaważyło na tym strategiczne położenie Barda na słynnym „szlaku bursztynowym”. Ożywiony ruch odbywał się tędy już w I-II w. n.e. Na przełomie IX i X wieku na terenie Barda istniał gród plemienny Ślężan, zniszczony dwukrotnie podczas najazdów książąt czeskich Brzetysława I (w 1039 r.) i Brzetysława II ( w 1096 r.). Przy tej okazji nazwa grodu – Brido - została wzmiankowana w słynnej kronice Kosmasa. Istnieją przypuszczenia, że przejeżdżał tędy biskup Bambergu, późniejszy św. Otto, a także św. Wojciech Sławnikowic w swej wyprawie na Prusy.  Dopiero w 1137 Bardo powróciło do Polski i stało się grodem granicznym położonym przy ruchliwej drodze handlowej, zwaną „Drogą Królewską”, łączącą Wrocław z Pragą.


Podobnie jak w Krzeszowie „kołem zamachowym” rozwoju osady stali się cystersi z Lubiąża, którzy przejęli całe dobra kamienieckie i znacznie rozbudowali klasztor w Kamieńcu Ząbkowickim. W 1299 roku nabyli oni od wójta Ząbkowic całą osadę położoną na tzw. Górze Zamkowej, stając się posiadaczami Barda aż do kasacji zakonu w 1810 roku. Zakonnicy wybudowali tu w XIV wieku klasztor i kościół przyklasztorny. Podobnie jak w Wambierzycach już od 1270 roku szerzył się w Bardzie kult maryjny związany z cudowną figurą Matki Boskiej. Bardo rozwijało się dzięki korzystnemu położeniu przy trakcie handlowym, dla  pielgrzymów wybudowano w mieście pierwsze gospody.

W średniowieczu miasto rozwijało się dzięki korzystnemu położeniu na szlaku handlowym i coraz liczniej przybywającym tu pątnikom. Ale to położenie miało też złe strony. Bardo było celem łupieżczych napadów i zniszczeń we wszystkich przetaczających się przez Śląsk zawieruchach wojennych. Tak było w czasie wojen husyckich w 1425 roku, kiedy husyci zniszczyli obydwa kościoły („czeski” i „niemiecki”), a także zamek na zboczu Kalwarii. Figurkę Matki Boskiej udało się uratować. Kolejne rabunki i zniszczenia miały miejsce jeszcze kilka razy w czasie przemarszu husytów. To samo spotkało Bardo w czasie walk o tron czeski pomiędzy Jerzym z Podiebradu, a Maciejem Korwinem w 1457 roku. Podobnie splądrowano świeżo odbudowane oba kościoły.

Bardo znalazło się pod panowaniem czeskim w granicach hrabstwa kłodzkiego i był to korzystny okres dla rozwoju cieszącego się rosnącą popularnością ośrodka kultu maryjnego. Początek kultowi dało cudowne objawienie w 1400 roku Matki Boskiej, która pozostawiła na szczytowej skałce ślady swych stóp. Stąd chyba mówi się o Bardzie do dziś jako mieście cudów. Ciekawostką jest to, że pierwsze coroczne pielgrzymki do tego miejsca od 1472 roku organizowali duchowni z odległego miasta na Opolszczyźnie  -  Głuchołaz.
Pod koniec XV i w  XVI wieku w Bardzie  miały miejsce ponowne pożary kościołów, powodzie i inne kataklizmy. Ruch pielgrzymkowy podupadł na tyle, że trzeba było figurkę MB przenieść do Kamieńca Ząbkowickiego.

Na początku XVII wieku kościół w Bardzie przejęli jezuici z Kłodzka, którzy w 1606 roku uroczyście wprowadzili do kościoła odzyskaną, cudami słynącą figurkę MB.

Kolejny czas łupieży i zniszczeń miał miejsce w czasie wojny 30-letniej w I połowie XIX wieku. Dopiero po ustaniu działań wojennych cystersi przystąpili do odbudowy kościołów, a  kontrreformacja sprzyjała ponownemu rozkwitowi ruchu pielgrzymkowego. Szczególnym powodzeniem cieszyła się Kalwaria, na którą prowadziły trzy drogi („Biała Droga”, „Czeska Ścieżka”, „Polska Droga Krzyżowa”).

W 1686-1704 z inicjatywy opata Augustyna Neudecka z Kamieńca Ząbkowickiego i opata Bernarda Rosy z Krzeszowa, wzniesiono  nową okazałą świątynię i ukończono budowę klasztoru. Przy wystroju kościoła zatrudnieni byli m. in. artyści z pracowni Michała Willmanna. W XVIII wieku ruch pielgrzymkowy osiągnął niebywałą siłę. W czasie wojen śląskich pomiędzy Austrią i Prusami Bardo stało się znów teatrem działań wojennych, ale nie spowodowały one tak wielkich strat jak to miało miejsce w przeszłości. Zespół cysterski budził podziw i cieszył się rosnącą sławą. Przyciągały wiernych wspaniałe organy i kaplica na Kalwarii. W 1777 roku przebudowano kamienny most nad Nysą Kłodzką, co usprawniło ruch pojazdów.

W 1810 roku sekularyzacja dóbr klasztornych przerwała okres prosperity miejsca świętego. Usunięto zakonników, zamieniając klasztor na szpital i szkołę .Ale nie zahamowało  to na dłużej ruchu pielgrzymkowego, który nadal trwał, a miasto leczyło rany i kwitło, m. in. skutkiem rozwoju uzdrowisk kłodzkich, do których prowadziła z Dolnego Śląska droga przez Bardo. W 1815 roku przebywał w Bardzie znany podróżnik i badacz, J. Morawski, który nazwał je „Małą Częstochową”. Przejezdnym gościem Barda był również Fryderyk Chopin.

Wyraźny rozwój ruchu turystycznego był skutkiem doprowadzenia w latach 1871 – 75 linii kolejowej z Wrocławia przez Kamieniec Ząbkowicki do Kłodzka. Budowa linii kolejowej wiązała się z wykonaniem tunelu długości 270 m. pod Górą Tunelową, co znacznie uatrakcyjniło przejazdy pociągiem. Przy budowie tunelu i mostu kolejowego przez rzekę pracowało wielu fachowców, m. in. z Włoch. Trzeba było ich zakwaterować. W Bardzie  funkcjonowało 6 większych gospód-hoteli, a kroniki zanotowały ok. 80 tys. pielgrzymów rocznie.
W 1900 roku klasztor przejęli redemptoryści, którzy dbali o rozwój Barda jako ośrodka kultowego. Zagospodarowali także górę Różańcową wznosząc tam 13 kaplic i wytyczając trasę procesyjną.

W okresie I wojny światowej w klasztorze mieścił się szpital wojskowy, później w części klasztoru urządzono pokoje gościnne. W 1916 r. w Bardzie osiedliły się ss. urszulanki, a w 1919 r. ss. marianki. W 1924 r. było w Bardzie 6 hoteli, 10 gospód, pensjonaty, schroniska młodzieżowe, restauracje, poczta, apteka, szkoła i szpital. Ok. 1930 r. wzniesiono ogromny gmach szpitala, górujący nad miastem, a liczba pątników odwiedzających co roku miasteczko wzrosła do 150 tys.

II wojna światowa nie przyniosła miastu zniszczeń, jedynie wycofujące się wojska nienieckie wysadziły most. Wojska radzieckie wkroczyły do miasta 8 maja 1945 roku.

Bardo utraciło prawa miejskie i chyba z tego powodu, że od wieków pełniło rolę ośrodka kulowego, a zarazem siedziby licznych zakonów, przez wiele lat PRL-u przeżywało okres stagnacji. Dopiero odzyskanie praw miejskich w 1969 roku spowodowało, że w miasteczku pojawiły się nowe inwestycje i nastąpił przełom  w dziedzinie turystyki i wypoczynku. Z nową siłą począł się rozwijać ruch pielgrzymkowy. Moc cudami słynących miejsc i piękno architektury zespołu klasztornego z kościołem NMP wyniesionym przez papieża do stopnia Bazyliki Mniejszej przyczyniają się do tego, że Bardo znów, jak to dawniej bywało, powraca do roli jednego z bezcennych „klejnotów” Dolnego Śląska.

Bardo przyciąga turystów również niezwykłą urodą ruchomej szopki, którą zachwyca się powieściopisarka Olga Tokarczuk. I  właśnie dla tej szoki warto też tu przyjechać, do czego gorąco zachęcam .



piątek, 12 maja 2017

W cieniu innych klejnotów Dolnego Ślaska



Malownicze miasteczko otwierające drogę z Wrocławia przez Łagiewniki, Niemczę, Ząbkowice Śląskie w Kotlinę Kłodzką i Sudety, położone na wzgórzach nad zakolami głębokiego przełomu Nysy Kłodzkiej, jest już od dawna miejscem pielgrzymek, wycieczek autokarowych, indywidualnych wypraw turystów pieszych, zmotoryzowanych lub kolejowych. Jest to jedno z najstarszych miasteczek na Dolnym Śląsku, posiadające udokumentowany swój rodowód słowiański i piastowski, urzekające pięknem krajobrazów, bogactwem zabytkowych budowli i  obiektów kultu maryjnego, miasteczko, które można uznać za swego rodzaju alter ego Wambierzyc. To swego rodzaju rezerwat kulturalno – krajobrazowy. Niezależnie od atrakcyjnego układu urbanistycznego miasta, w którym centralne miejsce zajmuje monumentalny, barokowy kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, mamy tu majestatyczny, wzniesiony na wysokim wzgórzu zamek liczne zespoły klasztorne, kaplice, stacje Męki Pańskiej na górze Kalwarii i Różańcowej, rozległe, dwuczłonowe grodzisko, położone w zakolu Nysy Kłodzkiej i jeszcze inne zabytki.

Oczywiście do Warty Śląskiej, jak nazwano to miasto zaraz po wojnie, a następnie Barda Śląskiego, obecnie zaś tylko Barda, przybywają coraz liczniej turyści i pątnicy, ale miasto miało czas zastoju w PRL-u, zamiast się rozwijać z trudem ratowało się przed całkowitym zubożeniem i  zabiegało o pomoc w ratowaniu zabytków i promocję turystyczną.

Nie zapomnę wrażenia z któregoś słonecznego, jesiennego exodusu moim niezawodnym „maluchem”, gdy znalazłem się na drodze z Ząbkowic Śląskich do Kłodzka. To było po południu,  teren równinny, pola uprzątnięte przed zimą, wstążka drogi prościutka, gdzieniegdzie połyskujące w słońcu kępy drzew i krzewów. I nagle pojawiła się przed oczami ściana wznoszących się pod niebo gór i lasów. W mgnieniu oka zostałem wchłonięty w ich ramiona, znalazłem się w głębokim jarze nad bystrą, szeroką wstęgą płynącej rzeki, pojawiły się porozrzucane gdzie się tylko dało kolorowe domostwa, tonące w poszyciu krzewów i kwiatów. Po obydwu stronach drogi wyrastały niebosiężne, różnokolorowe wzgórza, jechałem przez wysoki most nad rzeką, mijając zabudowania kaskadowo pnące się wzwyż. To było coś, czego nie potrafię opisać, takie wrażenie jakbym znalazł się w świecie fantasmagorii. Nic dziwnego, że już w XVIII wieku nazywano to miejsce  -  „złotą bramą hrabstwa kłodzkiego”.

Bardo Śląskie, znane mi było od dziecka, bo przypominam sobie, że z matką i starszym bratem byliśmy tutaj niejeden raz na Kalwarii. Ale wtedy nie robiło to na mnie takiego wrażenia. Zapamiętałem, że bolały mnie nogi i chciało mi się pić, bo trzeba było się wspinać pod górkę w tłumie pielgrzymów, a po drodze nie było nawet kulawego sprzedawcy z saturatorem. Gdy podrosłem był taki czas, że jeździłem pociągiem romantyczną trasą z Kamieńca Ząbkowickiego przez Bardo do Kłodzka. Mogłem wtedy podziwiać w Bardzie przez okno wysoką górę, gdzie znajdowała się kaplica na końcu drogi krzyżowej. Teraz po latach zobaczyłem to miasto innymi oczami. Dostrzegłem urzekające piękno położenia, krajobrazów, wkomponowanych w przyrodę iście wysokogórską, alpejską zabudowań sakralnych i świeckich. Genialny chirurg przeciął skalpelem masyw Gór Bardzkich, ale przyrząd zawirował mu w ręce, więc powstało zakole, wypełnione przez rzekę i drogę, a wokoło po obu jej stronach od dołu do góry urosło miasto. To jest cudowne miejsce, nie dziwię się, że dzieją się tam cuda, że cudami słynący obraz Matki Boskiej Bardzkiej przyciąga tłumy pielgrzymów.

I jeszcze jedna paralela mi się nasuwa, ale to głównie z powodu esowatych zakrętów jakimi płynie tutaj Nysa Kłodzka. Podobne widziałem w czeskim Krumlovie, średniowiecznym miasteczku nad wijącą się w tym miejscu jak wąż Wełtawą. Ale Krumlov, to sztuka dla sztuki, to perła w koronie czeskich zabytkowych miast, zachowana przez całe stulecia w nienaruszalnym kształcie, zadbana z czeską pedanterią i perfekcją po to, by ściągać tu turystów z całego świata , by mieli co podziwiać i  mogli mile spędzić czas.

Bardo, małe miasteczko zagubione w głębokim kanionie, ma jeszcze przed sobą daleką drogę, by sprostać wymogom dzisiejszej turystyki zagranicznej. Ale w kraju jest znane jako miejsce pielgrzymek, funkcjonuje na rynku turystycznym, rozwija się i pięknieje. Nie tak dawno znalazło się w granicach administracyjnych województwa wałbrzyskiego, ale nie trwało to zbyt długo i nie przyniosło spodziewanego renesansu. Dziś w gąszczu atrakcji turystycznych Dolnego Śląska jeszcze trudniej się wypromować.

Zadaję sobie pytanie, ilu Wałbrzyszan tam pielgrzymuje lub jeździ w celach turystycznych? To przecież niedaleko. Ilu zna i docenia Bardo, ilu dostrzegło wyjątkowość położenia i niezwykłość tego miejsca?

To jeszcze nie koniec mojego pisania o Bardzie. W kolejnym poście postaram się pokazać bogactwo historii i walory współczesne tego nadzwyczajnego miasteczka. Może uda mi się zachęcić do jego bliższego poznania. Ale żeby bliżej poznać, trzeba tam się wybrać na wycieczkę..

czwartek, 11 maja 2017

Z ułańską fantazją


Pomnik Ułanów Nadwiślańskich


Dziś chcę opowiedzieć o jednym z pierwszych wybitnych Polaków, którego los wiąże się nierozerwalnie z uzdrowiskiem Szczawno-Zdrój.  Znalazł się on w szczawieńskim zdroju  w latach 20-tych XIX wieku, kiedy to odnotowujemy pierwszą falę  przybywających tu kuracjuszy z Polski. Niestety  jego życie trwało zbyt krótko, bo dane mu było korzystać z doczesności tylko 43 lata.

Zacznę od wierszowanej inskrypcji z cokołu jego nagrobku:

Jeżeli los w to miejsce
sprowadzi Polaka
Niech czułą łzę uroni
na grobie rodaka
Co cnoty i Ojczyzny
miłość w serce wszczepił
I dla Niej sił starganych
tutaj nie pokrzepił

A dalej:

Benedykt Józef Łączyński

Generał Brygady Wojsk Polskich
Krzyża Wojskowego Polskiego
Kawaler Legii Honorowej
Oficer Orderu Obojga Sycylii, Komandor

Umarł używając wód w Salzbrunn  7 sierpnia 1820 roku. Żył 43 lata

Nagrobek Benedykta Łączyńskiego

 To wszystko wygrawerowane pięknymi literami  na piedestale z piaskowca w kształcie piramidy z cokołem z białego marmuru postawionym nad grobem, gdzie złożone zostały prochy zmarłego w Szczawnie-Zdroju na kamicę nerkową, przybyłego tu w ciężkim stanie z Wrocławia polskiego kościuszkowca i legionisty, a następnie uczestnika niemal wszystkich wojen napoleońskich.
Monument generała na cmentarzu przy kościele parafialnym pod wezwaniem Świętej Anny w  Szczawienku, obecnej dzielnicy Wałbrzycha,  jest do dziś uważany jako najbardziej warty uwagi  nagrobny pomnik napoleoński na terenie Śląska.

Kim był generał Benedykt Józef Łączyński, dlaczego winniśmy czcić jego pamięć i traktować grób generała z zabytkowym pomnikiem jako miejsce pamięci narodowej ? Co sprawiło, że jego mogiła znalazła się na małym cmentarzu przykościelnym należącym wtedy do Szczawnie-Zdroju.?

Poznajmy najważniejsze fakty z jego niezwykle bujnej biografii.

Urodził się w 1777 roku w Kiernozi k. Łowicza jako najstarszy syn Macieja i Ewy z Zaborowskich. W wojsku polskim  służył od 17 lat, poczynając od insurekcji kościuszkowskiej, w której dosłużył stopnia  porucznika. W lipcu 1797  w Mediolanie nominowany został przez Jana Henryka Dąbrowskiego na porucznika V batalionu Legionów Polskich. Zasłużył się pod Cortoną i w otwarciu przłęczy apenińskich. Był dwukrotnie ranny w kolejnych bitwach legionów polskich u boku Napoleona. Wrzesień 1799 r. przyniósł mu awans na kapitana . W 1801 r. brał udział w oblężeniu Peschiery.
W kolejnych latach awansował na podpułkownika. W 1807 r. odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Legii Honorowej. W dwa lata później uczestniczył w  bitwie pod Raszynem podczas wojny z Austriakami za co otrzymał Order Virtuti Militari. W lutym 1812 r. z powodu złego stanu zdrowia złożył dymisję. Wraz z dymisją otrzymał  awans na generała brygady.

W kampanii rosyjskiej Napoleona w grudniu 1812 r. powrócił do czynnej służby w charakterze organizatora jednostek zapasowych. Nie wyobrażał sobie pozostawania w stanie spoczynku, kiedy rozgrywały się tak ważne wydarzenia. Wykazał się wówczas sprawnością w werbowaniu ochotników do wojska. Mianowany przez księcia Józefa Poniatowskiego w lutym 1813 r. objął dowództwo jazdy w zgrupowaniu gen. Edwarda Żółtowskiego. Upadek Księstwa Warszawskiego sprawił, że przeszedł na służbę francuską. Ranny pod Lützen, został odznaczony Krzyżem Oficerskim Legii Honorowej.

25 marca 1814 r. w starciu pod La Fere Champenoise jest ponownie ranny i dostaje się do niewoli pruskiej. Dopiero interwencja cara Aleksandra I powoduje jego zwolnienie. Bierze więc dymisję ze służby francuskiej, ale nie na długo. Sto dni Napoleona spędza w Paryżu, gdzie jest odpowiedzialnym za powrót polskich żołnierzy do kraju. Wykonując ten rozkaz w 1816 poważnie rozchorował się na płuca i uzyskał dymisję. Leczył się we Wrocławiu. Lekarze zalecili mu jednak wyjazd do sanatorium. Udał się do pobliskiego Satzbrunn
Tu nie udało się już go uratować, zmarł na kamicę nerkową 7 sierpnia 1820.

Jak dziwne są zrządzenie losu. Jeszcze dobrze nie ostygła ułańska lanca, jeszcze nie umarły do końca nadzieje na niepodległość a tu nagła śmierć, a w jej konsekwencji pochowanie wielkiego legionisty na obcej (przynajmniej w tym czasie) ziemi, zamiast w panteonie zasłużonych dla ojczyzny. Zaiste, niezbadane są wyroki niebios.


Nagrobek wielkiego Polaka, generała Łączyńskiegp, to nie jest jedyny ślad związku tych ziem z historią polskich legionów i cesarzem Francuzów, Napoleonem Bonaparte. Niespełna dwa kilometry od centrum uzdrowiska po drodze ze Szczawna-Zdrój do  wsi Struga w gminie Stare Bogaczowice napotykamy kolejny obelisk na cokole z wygrawerowanym orłem polskim i tablicą pamiątkową następującej treści:

„Na tych polach polscy ułani Legii Włoskiej
Stoczyli 15 maja 1807 roku zwycięską bitwę z Prusakami”

Pomnik ufundowało rzemiosło wałbrzyskie w 1960 roku. Bitwę na podstawie pamiętników Wojciecha Dobieckiego opisał Stefan Żeromski w trzecim tomie „Popiołów” w rozdziale zatytułowanym „Szlak cesarski”.

Skąd się wzięli Polscy Legioniści tu właśnie na  Dolnym Śląsku i dlaczego walczyli z wojskami pruskimi? Co spowodowało, że na cześć tej bitwy wystawiony został po wojnie
przez władze wałbrzyskie pamiątkowy pomnik ?

Każdy Polak zna przynajmniej  słowa refrenu naszego hymnu narodowego: „Marsz, marsz Dąbrowski z ziemi włoskiej do Polski, za twoim przewodem, złączym się z narodem.” Wiemy, że chodziło o Legiony Polskie we Włoszech utworzone tam w  styczniu1797 roku po upadku niepodległości przez Polskę pod dowództwem generała Henryka Dąbrowskiego. Lepiej zorientowani w historii wiedzą też, że Legiony powstały z woli młodego generała, Napoleona Bonaparte, po zwycięskiej wojnie z  Austrią w północnych Włoszech, w wyniku której powstała podporządkowana Francji Republika Lombardzka. Tam właśnie na emigracji przebywało wielu żołnierzy polskich, byłych kościuszkowców, jeszcze więcej przywędrowało z ziem polskich na wieść o utworzeniu Legionów. Już wkrótce liczyły one 7 tysięcy żołnierzy.

Zanim jednak  mogli oni pomaszerować do Polski, musieli sprawdzić się w  wojnach prowadzonych przez Napoleona w całej Europie. Trwało to kilka lat. Dopiero w 1805 roku Napoleon już jako cesarz odniósł kolejny trumf nad Austrią (zwycięska bitwa pod Ulm, zdobycie Wiednia,  i decydująca bitwa pod Austerlitz (Sławkowo) niedaleko Brna), a następnie w 1806 roku zadał klęskę Prusom pod Jeną i Auerstadt , wkraczając do Berlina.  W wojnach tych klęskę ponieśli dwaj zaborcy Polski, stało się jasne, że dla Polaków zaświtała jutrzenka wolności.  Droga na Śląsk stanęła przed korpusami napoleońskimi otworem. Ale Prusacy stawiali jeszcze opór, broniąc poszczególnych miast na Dolnym Śląsku.


Do bitwy w okolicach Strugi. Doszło 15 maja 1807 r. Stanęły naprzeciw siebie wojska pruskie pod dowództwem mjr. Losthina oraz siły koalicji napoleońskiej, w których główną rolę odegrali polscy ułani, lansjerzy z pułku Legii Nadwiślańskiej. Siły pruskie, osłabione dzień wcześniej w walkach pod Kątami Wrocławskimi, liczyły ok. 1000 żołnierzy i najprawdopodobniej 4 działa. Wojska napoleońskie zbliżały się od strony Szczawienka i Lasów Książańskich, natomiast kolumny pruskie wychodziły ze wsi Struga i poruszały się drogą w kierunku Szczawna. Dzięki szarży ułańskiej legionistów polskich siły Losthina zostały doszczętnie rozbite, a żołnierze pruscy salwowali się ucieczką, pozostawiając na polu bitwy około 100 zabitych. Do niewoli dostał się sam mjr Losthin, a poza nim jeszcze 13 oficerów i około 300 szeregowców. Ponadto zdobyto znaczną część taborów pruskich, dużą ilość uzbrojenia (w tym działa) oraz odbito wziętych do niewoli pod Kątami Wrocławskimi żołnierzy bawarskich. Straty polskie wynosiły kilkunastu zabitych i ciężko rannych

Po zakończeniu bitwy nastąpił triumfalny wjazd Polaków do Wrocławia. Za udział w bitwie 40 polskich lansjerów otrzymało 29 maja 1808 roku Krzyże Legii Honorowej. 
Na Czerwonym Wzgórzu, między Strugą a Szczawnem,  jak już było powiedziane, postawiono w 1960 r. pomnik Ułanów Legii Nadwiślańskiej. Bitwa stanowiła wymowny przykład tego, że już w 1807 r. polscy legioniści walczyli  o Polskę na "rdzennie piastowskim" Śląsku.

Byłoby dobrze, gdybyśmy niezależnie od corocznie organizowanych przez władze miejskie Szczawna-Zdroju uroczystości honorowego przemarszu pod pomnik, składania wieńców i kwiatów, pamiętali na co dzień, jak ważną była i jest  wolność i niepodległość kraju, jak wiele ofiar kosztowało jej odzyskanie, jak bardzo należy cenić poświęcenie i odwagę takich Polaków jak generał Benedykt Łączyński, albo dzielnych żołnierzy Legionów Polskich we Włoszech, o których śpiewamy z dumą i wzruszeniem w naszym hymnie narodowym.