tak mile widziany gołąbek pokoju |
Przez kilka dni nie
mówiło się o niczym innym więcej jak o świętach. Nawet polityka zeszła na plan
dalszy, a przemawiającego po raz pierwszy od lat ludzkim głosem Prezesa nikt o
zdrowych zmysłach nie potraktował poważnie. Nawet jego najbliższe chorągiewki
(prezydent i premier) nie potrafiły się ustrzec w życzeniach świątecznych do narodu
złośliwej nuty pogardy dla ludzi myślących inaczej niż oni sami.
Święta stały się więc
znakomitą odskocznią od niezbyt różowej rzeczywistości dnia powszedniego. Ale
święta wielkanocne, to najwyżej tydzień przygotowań, robienia porządków,
zakupów, uczestnictwa w obrzędach kościelnych i na koniec dwa dni prawdziwego
świętowania. W naszej tradycji staropolskiej sprowadza się ono głównie do
przyjemności korzystania z obfitego stołu. Dobrze, że w tym roku nie zawiodła nas pogoda, a
ożywcze ciepło promieniującego na niebie słońca spowodowało, iż wyruszyliśmy
całymi rodzinami na spacery.
No i stało się to co
zwykle następuje – święta, święta i po świętach.
Dobrze, że jak to
napisała w najlepszym swoim wierszu nasza noblistka Wisława Szymborska – „nic
dwa razy się nie zdarza”. Oznacza to, że za rok kolejne święta wielkanocne już
będą inne. Żyjmy nadzieją, że po PiS-owskiej „dobrej zmianie” zaaplikowanej nam
przez żądnych nieograniczonej władzy
polityków pozostanie już tylko niemiłe
wspomnienie.
A ja na osłodę
przypominam wiersz Szymborskiej w całej swej prostocie, by w ten sposób
przenieść się razem z moimi Czytelnikami od upolitycznionego świata zakłamania
i obłudy, w krainę nieskazitelnej poezji:
Nic dwa razy
się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.
Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.
Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.
Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?
Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.
Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.
Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.
Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.
Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?
Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.
Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.
Gdybyż po świętach zaiste miał miejsce cud i stało się
to do czego zachęca w wierszu Wisława Szymborska: „spróbujemy szukać zgody”, gdyby
i prezes PiS-u, i wiecznie uśmiechnięty prezydenciunio, i przyboczna prezesa,
premier rządu, o której dowcipnie napisał jeden z komentatorów na facebooku, że
pasuje jak ulał do dawno napisanej przez Sztaundyrgera fraszki : „Aby równowaga
nie była zwichnięta, łamiąc konstytucję – spuszczała oczęta !”, gdyby więc cała
„trójca święta” wyciągnęła rękę do zgody, uznając za ważne wyroki Trybunału
Konstytucyjnego, być może byłby to dobry krok do kompromisu.
Oczywiście mam pełną świadomość, że to co piękne i
wartościowe w poezji nie dociera do polityków. Oni żyją w innym świecie. Dla nich
ideą jest władza, najlepiej dyktatorska. Gotowi są na największe bezeceństwa, by ją zdobyć, a
potem utrzymać. Dobro ogółu społeczeństwa, dobro narodu i państwa, to tylko
szumne hasła do tego, by ludziom zamknąć gęby.
To do nich pisał
JulianTuwim w okresie międzywojennym w wierszu „Dziesięciolecie” z
tomiku „Rzecz czarnoleska”, o dziwo jakże znów dziś aktualnym:
„Było wam panowie, witrażowo i seledynowo,
Było „jakoś dziwnie” w „osmętach” i „tęsknicach”,
Jak pięścią między oczy uderzyło Słowo
I poszli starzy zrzędzić po kawiarniach i ulicach…
Jeszcze by dziś ze słówek pitrasili swojskie
Malowanki, kilimki i freblowskie wzorki,
Kwiląc „wiązaną mową”, że to „takie polskie”
I kwitłyby rodzime poetyckie Tworki.
Trzaskiem strof pękających walić w tych matołów
I gradem strzał skrzydlatych prażyć w ich kilimy!
A na strzałach osadzać świszczące wesoło
Ostrza słów rozpalonych, pałające rymy !
Tak się przyszłość buduje – muskularną mową.
Tak się życie pcha naprzód – śpiewną robocizną.
Młodości, daj nam skrzydła! Boże, ześlij słowo!
W pęd sławy, w dzieje swoje, porwij nas ojczyzno!
Powinniśmy powtarzać znów słowa głośnej tuż po wojnie
inwokacji z „Kwiatów polskich” Juliana Tuwima:
„Chmury nad nami rozpal w łunę,
Uderz nam w serca złotym dzwonem,
Otwórz nam Polskę, jak piorunem
Otwierasz niebo zachmurzone.
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych
Jak z grzechów naszych, win przeklętych:
Niech będzie biedny, ale czysty
Nasz dom z cmentarza podźwignięty.
Ziemi gdy z martwych się obudzi
I brzask wolności ją ozłoci,
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
Mocnych w mądrości i dobroci…”
Oj, łza się w
oku kręci na sama myśl o tym, że oto stał się cud i mamy w kraju prezydenta, którego nie musimy się
wstydzić, cieszącego się powszechnym szacunkiem i
uznaniem, że jest to człowiek niezależny od układów politycznych, stateczny,
roztropny, wykształcony, mający za sobą osiągnięcia w pracy naukowej, zawodowej
i społecznej, że premierem rządu
jest osoba z autorytetem, doświadczona i niezależna, imponująca wiedzą i wykształceniem, potrafiąca czarować nie tylko uśmiechem i
broszką, ale praktyczną znajomością
gospodarki i ekonomii zarówno w kraju jak i za granicą, że mamy w rządzie
najlepszych fachowców w danej dziedzinie, ludzi z dorobkiem naukowym i
praktycznym, z osiągnięciami powszechnie uznanymi, słowem takich, o jakich
pisał Tuwim w cytowanej inwokacji – ludzi mądrych i dobrych.
Wydawałoby się
to tak oczywiste, że nie warte, aby o tym pisać. Okazuje się, że w nieomal
czterdziestomilionowym kraju nad Wisłą, jak dotąd nie udało się utworzyć rządu
mądrych i dobrych ludzi, mamy za to obfitość ludzi pazernych na władzę, dla których
polityka, to jedyna szansa na dorobienie się majątku i zaspokojenia ambicji
bycia kimś.To smutna konstatacja, niestety – prawdziwa.
Dlatego
proponuję wraz z Tuwimem przenosić się jak najczęściej w świat poezji :
„A kto marzenie
ukochał i sen,
Niechaj je w
śpiewną splata słów perlistość,
To nic że z
szczytów i przepastnych den
Dźwiga się
potwór: Wielka Rzeczywistość!
Nie stracił
czaru romantyczny smęt
Róż i słowików,
rusałek i goplan,
Lecz coraz
szybciej warczy życia pęd:
Tam, gdzie jest księżyc, jest i aeroplan !”
Ponieważ jest
już prawie po świętach zapraszam w podniebny lot do pełnej ładu i czaru poetyckiej
krainy fantazji, dalekiej od naszej ponurej rzeczywistości – obowiązkowo –
aeroplanem !
Dobrze dobrane wiersze zarówno Pani W. Szymborskiej jak również J.Tuwima ,szczególnie inwokacja do "Kwiatów Polskich" i ta końcówka"Daj rządy mądrych dobrych ludzi,Mocnych w mądrości i dobroci"Myślę,że na zmiany trzeba będzie poczekać oby tylko cztery lata.Dzisiaj rozpocząłem sezon rowerowy.Pozdrawiam.Test o autorach rozwiązałem 10/10
OdpowiedzUsuńBronku, Kochany - cztery lata, o trzy i pół za długo. Ta farsa z Jarusiem i Antonim musi się skończyć szybciej dla zdrowia psychicznego większości Polaków. Pozdrawiam !
OdpowiedzUsuńZgadzam się tylko jak to zrobić?Nie wiem czy nowo powstały ruch KOD ma pomysł jak się tego draństwa pozbyć.Przecież to w głowie się nie mieści normalnym ludziom co "oni"wyprawiają.A najlepszy jest Antoni,który chce powołać Akademię Sztuki Wojennej.Z kim on chce prowadzić wojenkę?Jak by do tego doszło to pierwszy by spieprzał.O tempora o mores.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń