Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

środa, 16 listopada 2016

Co ma wspólnego zamek Książ z klasztorem na Monte Cassino ?



 Pisałem już o tym w książce „Walbrzyskie powaby’, mówiłem w  wałbrzyskim radio „złote przeboje”, oczywiście rzecz jest dokladnie opisana w książce Jerzego Rostkowskiego "Podziemia III Rzeszy. Tajemnice Książa, Wałbrzycha i Szczawna Zdroju". Ale ponieważ jak to zwykle bywa w Wałbrzychu wokół spraw, które powinny poruszyć niebo i ziemię, pojawia się zwykle dymna zasłona (to chyba skutek tych pięćdziesięciu lat powojennych, gdy nad Wałbrzychem przetaczały się nieustannie tumany pokopalnianych czarnych chmur), więc i o tej zagadce cicho sza. A tymczasem przykład nieodkrytego jak dotąd „złotego pociągu” dowodzi, że warto nadać odpowiedniego rozgłosu wciąż jeszcze licznym i nie mniej frapującym tajemnicom, którymi Wałbrzych jest upstrzony jak pawi ogon. Świadczy o tym znakomita książka Rostkowskiego, też ukryta jakby w cieniu wydarzeń współczesnych, którym z różnych względów nadajemy rangę pierwszoplanowych.

Ale nie o całej książce i jej autorze chcę mówić, bo jest to temat na kilka felietonów. Chcę  skupić uwagę  na  frapującej, wręcz sensacyjnej zagadce, której rozwiązanie  mogłoby uczynić Wałbrzych i Książ nie mniej  sławnymi na całym świecie, niż próba odnalezienia „złotego pociągu”.  Pisze o tym na samym wstępie rozdziału 17-tego autor książki, Jerzy Rostkowski :

„Pora teraz napisać o największym, najcenniejszym i najbardziej skrywanym sekrecie zamku Książ. Wydawać by się mogło, że to, o czym za chwilę opowiem, nie mogło się wydarzyć, że związek z Polską jednego z największych depozytów w dziejach pogrążonej w mrokach wojny Europy musi być bzdurą. I jeszcze tytułowy zamek Książ wskazywany jako działający do dziś tajny magazyn dzieł sztuki  -  wielu zapewne uzna za kompletny absurd. A jednak…”

„Ostatnia tajemnica – zamek Książ i depozyt z Monte Cassino”  -  tak zatytułował ten rozdział autor książki i od razu wzbudził dreszcz emocji. Co może mieć wspólnego majestatyczny zamek Książ nad urwistym przełomem Pełcznicy w Górach Wałbrzyskich z zabytkowym, słynnym na całym świecie klasztorem Benedyktynów  Monte Cassino nad rzeką Liri na Półwyspie Apenińskim?  O jaki depozyt dzieł sztuki może tutaj chodzić? I gdzie w Książu miałby się znajdować ów magazyn?

Pytania rodzą się jak grzyby po deszczu. Ale ponieważ w poprzedzających 16-tu rozdziałach tej książki równie zaskakujących sensacji nie brakowało i autor doskonale sobie z nimi radził, spróbujmy poznać jego argumenty i prześledzić tok rozumowania.

Z początkiem II wojny światowej muzealnicy wielu krajów szukali miejsc, w których można byłoby ukryć najcenniejsze zbiory przed ewentualnością rabunku lub bombardowania. Miało to miejsce także  w południowych Włoszech, gdzie w kilkunastu muzeach Neapolu i innych miast Sycylii i Sardynii znajdowały się prawdziwe skarby sięgające czasów starożytnych. Postanowiono je schronić w bezpiecznym miejscu To nie był taki sobie zwykły ładunek na kilka samochodów ciężarowych, bo dotyczył ponad 60 tysięcy przedmiotów, w tym 37 tysięcy dzieł sztuki  pałacu królewskiego, muzeów i kolekcji prywatnych.

Niedaleko, bo około 80 kilometrów od Neapolu znajdował się olbrzymi klasztor na Monte Cassino, a w nim rozległe piwnice i ukryte pomieszczenia. Szybko podjęto decyzję. Przewieziono tu 187 potężnych skrzyń z najcenniejszymi archiwaliami, dziełami sztuki, obrazami, księgami i zbiorami monet. Wydawało się, że w tym zabytkowym i dobrze chronionym przez braci zakonnych miejscu nic im nie zagrozi. 

Latem 1943 roku ofensywa aliantów niosąca ze sobą wyzwolenie Włoch napotkała opór niemieckiej obrony na tzw. Linii Gustawa. Punktem zapalnym okazało się Monte Cassino, zamienione przez oddziały niemieckie w twierdzę. Aby ocalić skarby zgromadzone w klasztorze zdecydowano się je wywieź pod ochroną  wyspecjalizowanej dywizji „Hermann Gőring.”. Łącznie przetransportowano 127 ciężarówek Niewielką część zbiorów przeznaczono do zwrotu, większość łącznie ze zbiorami z muzeów Neapolu i Syrakuz została przewieziona koleją do magazynów głównych dywizji  pod Berlinem, a następnie przekazana w prezencie z okazji urodzin 12 stycznia 1944 roku, „wielkiemu kolekcjonerowi sztuki”, marszałkowi Hermanowi Gőreingowi w jego rezydencji w Carinhall.

W rok potem, w lutym 1945 roku, gdy sytuacja na froncie stawała się coraz trudniejsza, a do Carinhall zbliżało się natarcie wojsk sowieckich,  marszałek Gőring zdecydował się ratować swoje zdobycze. Wybór padł na zamek Książ, z którego przeniesiono wcześniej w lipcu 1944 roku do klasztoru w Krzeszowie zbiory Pruskiej Biblioteki Państwowej. W to samo miejsce w Książu przewieziono pociągiem specjalnym i umieszczono większość depozytu z Monte Cassino. Akcja transportowa była eskortowana przez oddziały specjalne Obersturmbanführera SS Ottona Korzennego.

Decyzja o ukryciu „skarbów Gőringa” w Książu była dobrze przemyślana Miał on pełną świadomość tego, co się tutaj dzieje, zwłaszcza że odbywało się pod eskortą dowództwa Luftwaffe. Wiedział, że podziemny Książ stał się fortecą nie do zdobycia, że istniała zawsze możliwość zablokowania wejść zawałami i uchronienia w ten sposób bezcennych zbiorów. Liczył się z tym, że Książ uniknie takich bombardowań, jakie spotkały klasztor na Monte Cassino w lutym 1944 roku, w wyniku których „ta średniowieczna budowla została wypalona i obrócona w ruinę”. I trzeba przyznać, że w tych rachubach się wcale nie pomylił. W kwietniu 1945 roku Rosjanie wysadzili w powietrze rezydencję marszałka w Carinhall, ale Wałbrzych i Książ pozostawały nietknięte.

8 maja 1945 roku wojska radzieckie 21 armii bez użycia broni wkroczyły do Wałbrzycha, zajęły też  zamek Książ. Jest rzeczą dość znamienną,  że Wojskowym Komendantem Miasta został dowódca 65 armii w bitwie pod Stalingradem, Kurskiem, na Białorusi oraz wschodnich i północnych ziemiach polskich, generał armii Paweł Iwanowicz Batow, a więc postać nietuzinkowa. Łatwo się domyślić, że jego powołanie na komendanta Wałbrzycha wiązało się ze znacznie poważniejszymi zadaniami niż przejęcie władzy. 
W Książu wojska radzieckie stacjonowały 13 miesięcy. Czy tak bardzo spodobał im się zamek ze względów architektonicznych i krajobrazowych? Sprawowanie funkcji ochronnych i zabezpieczających dla nowo powołanej już 28 maja 1945 roku polskiej grupy operacyjnej nie wymagało ich obecności w starym, zabytkowym zamku aż ponad rok czasu. Czego Rosjanie szukali w murach i podziemiach zamkowych, tego dokładnie nie wiemy. Możemy się tylko domyślać, że nie chodziło tu tylko i wyłącznie o mające wartość luksusową wyposażenie zamku  Udało im się odkryć bibliotekę zamkową liczącą ponad 65 tysięcy tomów, w tym zbiory rękopisów i to zostało wywiezione w całości do ZSRR. To czego nie dało się splądrować zostało spalone. O archiwum Monte Cassino i zbiorach z Neapolu i Syrakuz nie mamy żadnej informacji. Rosjanie nie zdołali dotrzeć do dobrze ukrytych skarbów. Gdyby tak się stało nie dałoby się to ukryć przed oczami świadków, bo przecież nie byli oni na zamku sami. Wiadomo, że pod koniec kwietnia Niemcy wzmacniali część murów zamku Książ. Właśnie wtedy mogli dobrze ukryć i  zamaskować  depozyt z Monte Cassino.

Z chwilą objęcia zarządu zamkiem przez Polaków latem 1946 roku zastano ograbione, zdewastowane wnętrza i szczątki wywiezionej biblioteki. Jerzy Rostkowski przytacza w książce fragment raportu delegata Ministerstwa Kultury i Sztuki w Warszawie, Stefana Styczyńskiego  z  20 sierpnia 1946 roku :

„W styczniu 1946 roku były tam jeszcze gobeliny, dywany, obrazy, a po wyjeździe komisji złożonej z wyższych oficerów radzieckich, z kwatery marszałka Rokossowskiego rozpoczął się zorganizowany wywóz na wielką skalę, który w lutym objął bibliotekę, w marcu i kwietniu resztę ruchomości: dokładnie połamano wszelkie meble, powyrąbywano drzwi, okna, powyrywano tu i ówdzie parkiety, wszystkie boazerie, zniszczono malowidła ścienne, tak że wnętrza kompletnie spustoszone przedstawiają obraz całkowitej ruiny”.

Rosjanie traktowali wyzwalane ziemie jako trofeum, grabili i plądrowali to wszystko co się dało, co stanowiło jakąkolwiek wartość. Dolny Śląsk to było dla nich  terytorium niemieckie. Sprawa przynależności Wałbrzycha nie była jeszcze wtedy do końca przesądzona. Konferencja Poczdamska zakończyła obrady 2 sierpnia 1945 roku. Dopiero wtedy stało się pewne, że granicą zachodnią Polski jest Nysa Łużycka. Ale i to nie przeszkodziło w masowej grabieży mienia.

Od połowy 1946 roku w Książu nie było już Rosjan. Było jednak mnóstwo śladów po niedokończonej inwestycji niemieckiej pod koniec wojny i to inwestycji budzącej zdumienie. Nie wszyscy uwierzyli w budowę kwatery Hitlera. Dlaczego nie podjęto od samego początku prób wyjaśnienia zagadkowej sprawy? Co stało na przeszkodzie, aby tego nie czynić w sposób konsekwentny przez całe lata PRL-u ? To są kolejne pytania, na które stara się znaleźć odpowiedź autor znakomitej książki.

 W książce nie dało się wszystkiego do końca wyjaśnić. Wiele wniosków i  domysłów  wymaga  dalszych poszukiwań i potwierdzeń empirycznych, a nie tylko racjonalnych. Potrzebne jest przekonanie do celowości przedsięwzięć, odpowiednie wsparcie poszukiwaczy przez decydentów i jak zwykle upór i poświęcenie. Duże nadzieje wiążą się z planami dyrekcji zamku Książ zdeterminowanej do podjęcia poszukiwań w podziemiach zamkowych we własnym zakresie.

Książka Jerzego Rostkowskiego ukazała się w dobrym momencie, może stać się iskrą, z której wybuchnie płomień. Nie śmiem nawet myśleć o tym, że nagle pojawia się w mediach informacja o odkryciu w podziemiach zamku „skarbu Gőringa”. Obiegłaby ona świat podobnie jak wiadomość o poszukiwaniach „złotego pociągu”, choć wiadomo że tym razem światowe media odniosłyby się do tego z daleko idącą powściągliwością.. News o odkryciu depozytu z Monte Cassino w Książu mógłby przynieść za sobą  pozytywne skutki pod warunkiem faktycznego odkrycia skarbów. Trzeba więc wzmocnić poszukiwania. Uwierzmy w to, do czego nas zachęca całym sercem autor książki o podziemiach III Rzeszy w Wałbrzychu. Mówią, że wiara czyni cuda.

                                                                                                               

1 komentarz:

  1. Cóż można napisać po przeczytaniu Twojego blogu.Po prostu barbarzyństwo naszych wschodnich sąsiadów,którzy nie tylko zniszczyli Książ ale prawie wszystkie pałace i dworki byłych właścicieli.Nie oszczędzili również ludzi,którzy nie zdążyli wyjechać do Niemiec.

    OdpowiedzUsuń