Dziedziniec zamku Książ |
Okazuje się, że jest
nas więcej, osób oczarowanych walijską panią na Książu, „dobrym
duchem” pałacu nad przełomem Pełcznicy. Dowodzi tego znakomity komentarz Pani Małgorzaty do mojego postu „Potrzeba
autorytetów - Księżna Daisy”. Zdecydowałem się przytoczyć
go w całości, bo byłoby szkoda, gdyby umknął uwadze moich
Czytelników:
„Witam Pana serdecznie.
Jakże miło jest zawitać na Pana blogu, tym bardziej, że pięknie
i bardzo potrzebnie wspomina Pan Daisy...Księżną Daisy! Tak, rok
2013 ogłoszono rokiem Daisy von Pless. Miałam to szczęście,
miałam ten zaszczyt być na premierze monodramu "Daisy błękitna
tożsamość" Jest tam wszystko o czym Pan pisze. I tu mój
krzyk...Dlaczego monodram był wystawiany tylko raz! Proszę mi
wierzyć powinno obejrzeć go wielu! Miły panie Stanisławie pozwolę
sobie podzielić się z Panem za pośrednictwem tego bloga moimi
wrażeniami
11 października...
11 października...
Odliczanie do tego dnia rozpoczęło się dość dawno. Miesiące, tygodnie, później dni i godziny.
11 października o godzinie 19.00 odbyła się premiera monodramu autorstwa Aldony Struzik i Zbyszka Niedźwieckiego "Daisy-błękitna tożsamość".
Ciepły, słoneczny dzień, park, kolory jesieni,
Teatr Zdrojowy...wyjątkowe miejsce. Ileż to lat? Może sto, kiedy
Księżna von Pless stała w tym samym punkcie co ja teraz, przed
wejściem do okazałego, przykuwającego uwagę, starego budynku.
Miejsce premiery monodramu wcale nie jest
przypadkowe. Ileż to razy przed wejściem do teatru słyszany był szelest jej sukni...
To co Księżno wchodzimy?
przypadkowe. Ileż to razy przed wejściem do teatru słyszany był szelest jej sukni...
To co Księżno wchodzimy?
Lubię siedzieć blisko sceny. Odbiór sztuki wtedy jest dla mnie pełniejszy. Obok dociera do mnie szept lekkiego zaskoczenia ilością widzów. Spojrzałam za siebie. Sala wypełniona po brzegi. Uśmiecham się...dlaczego mnie to wcale nie dziwi?
Aldona Struzik...nasza, tak nasza, bo od wielu lat aktorka wrocławskiego Teatru Polskiego. Urzekające, oddające blask oczy,łagodne rysy twarzy, czarujący uśmiech. Ładnie brzmiący głos, bardzo staranna wymowa. Wypada, aby kobieta tak komplementowała kobietę? Tak wypada! Monodram to niełatwy do wykonania utwór dramatyczny. Tylko jeden bohater, tylko jeden aktor. Monolog trzeba tak prowadzić, by zainteresowanie widza nie słabło przez cały czas jego trwania.
Gdy aktorka lekko stremowana, z pewną dozą niepewności wchodzi na scenę mocno zaciskam kciuki i przesyłam myśli...Granice są w nas zatem możesz wszystko!
Na podeście lustro, a w nim wizerunek starej księżnej. Młoda Daisy jeszcze naiwna, romantyczna, ale już bardzo przyjazna, uczuciowa prowadzi rozmowę ze swoim lustrzanym odbiciem, wiekową, schorowaną, samotną Księżną Marią Teresą Oliwią Hochberg von Pless zwaną księżną Daisy. Ona już wie, przeżyła to z czym będzie się zmagać jej młodziutka rozmówczyni czyli ona sama sprzed kilkudziesięciu lat. Dyskusja jest często bardzo ożywiona, nawet przeradza się w ostrą wymianę zdań. Widz subtelnie wprowadzany jest w rozwój osobowy Daisy. Niedoświadczona, często rozbrykana, promienna Stokrotka z ubiegającym czasem zmienia się w dojrzałą z bagażem nierzadko bardzo smutnych i bolesnych doświadczeń kobietę. Arystokratka o ogromnym sercu, nieobojętna na los ubogiego człowieka. Piękna i mądra.
Ostatnia scena, jakże wymowna. Przejście do współczesności. Aktorka zrzuca suknię księżnej i wchodzi w postać współczesnej kobiety w t-shercie i dżinsach. Zupełnie inny strój, ależ czy wiele z nas nie ma podobnych myśli, starań? Czy nie mamy na koncie czynów,gestów pomocy? Czyż nie angażujemy się w działania dobra? Czyż nie chciałabym zobaczyć swojego odbicia w oczach Daisy?
Oklaski...przyłożyłam dłonie do twarzy. Nie jestem krytykiem teatralnym, nie jestem krytykiem literackim, nie jestem "tą z mediów", nie jestem feministką z problemem kobiecości, nie rewolucjonistką. Jestem w całości tą kim postanowił, że będę...kobietą bardzo empatyczną, kiedy zawsze piękno i wzruszenie dotyka mojego serca. Ja odbiorca sztuki, ja odbiorca poezji, literatury,
ja widz. Ogrom wzruszenia... za tą niecałą godziną dla publiczności ile skrywa się pracy, przeciwności, problemów...
Aldona Struzik, Zbigniew Niedźwiecki-Ravicz, Tomasz Struzik...Dziękuję!
Ciemno, ten sam Park Zdrojowy teraz rozświetlony latarniami. Deszcz... deszczu, deszczu nie uda ci się zmyć wrażeń!
Pozdrawiam serdecznie Małgorzata Bulska”
Pani Małgorzata ma wrażliwą duszę i gorące
serce. Potrafi to wyrazić jak Joanna Bator. Przeczytałem ten
komentarz z podziwem i wzruszeniem. Gdyby udało się spełnić Jej
sugestię i powtórzyć monodram w olśniewającej scenerii zamkowej,
tym razem nie przepuściłbym takiej okazji. I byłaby to zasługa
Pani Małgorzaty. A księżniczka Daisy zasługuje na to, by ją
poznać lepiej i podziwiać, bo tak bardzo potrzeba nam ideałów. I
potrzeba nam ludzi czyniących dobro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz