Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Jan z Dukli nas obroni



Coraz częściej i coraz głośniej słyszymy złowieszcze jeremiady rodzimych wieszczów, którzy wzorem tebańskiej Kassandry straszą nas krwiożerczym Putinem i rychłym rozprzestrzenieniem się zawieruchy ze wschodniej Ukrainy na terytorium naszego kraju. Co dziwne, najmocniej czynią to apologeci spod znaku PiS-u, którzy przecież powinni spać spokojnie, bowiem to oni zadbali już wcześniej o nasze bezpieczeństwo jako inicjatorzy osobliwej uchwały sejmowej. Winna ona trafić od zaraz do Księgi Guinnessa jako rzadki okaz kpiny z prawodawstwa kraju, który w swej konstytucji głosi zasady oddzielenia Kościoła od państwa. No ale stało się i już się nie odstanie. Swego czasu pisałem o tym w moim blogu w poście pt. „Czekanie na cud”. Ale miało to miejsce z początkiem roku 2014, kiedy to zagrożenie wojną nie było tak wyraźne, a sprawę kuriozalności uchwały sejmowej można było potraktować jako „wypadek przy pracy”. Doszedłem do wniosku, że warto przypomnieć tę sprawę, zwłaszcza teraz, gdy potrzebny nam jest spokój i ufność w dobroczynną rękę Świętego, która uchroni nas od złego.

Kto z nas pamięta, że 6 grudnia 2013 r. Sejm RP przyjął uchwałę w sprawie ustanowienia roku 2014 rokiem św. Jana z Dukli. W głosowaniu wzięło udział 390 posłów, 42 było przeciwnych, zaledwie 18 wstrzymało się od głosu.
Pustelnik z Dukli przez najbliższe dwanaście miesięcy stał się patronem Polaków. Jednak o jego życiu wiadomo tak niewiele, że dla wielu decyzja Sejmu może być kolejnym paradoksem, tym razem współczesnej historii.
Okazją dla objęcia roku 2014 patronatem świętego jest sześćsetletnia rocznica jego urodzin oraz dwustu siedemdziesiąta piąta rocznica ustanowienia go patronem Polski.
"Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, mając na uwadze zasługi świętego dla naszego kraju, oddaje mu hołd" - czytamy w pierwszym zdaniu uchwały. Niemałą burzę wśród posłów wywołało trzecie zdanie uchwały, które ostatecznie przyjęto w formie: "Niech pamięć jego działań, zmierzających do troski całego Narodu o wspólne dobro w duchu sprawiedliwości społecznej i miłości bliźniego, będzie fundamentem naszej tożsamości w Europie". W pierwszej wersji projektu uchwały, którą przedstawiła komisja pod przewodnictwem Andrzeja Dąbrowskiego, pamięć o aktywności św. Jana z Dukli, miała być "fundamentem naszej katolickiej tożsamości w Europie".
Sporny przymiotnik "katolicki" pojawiał się i znikał z treści projektu, jeszcze przed samym głosowaniem w sprawie patronatu św. Jana z Dukli. Posłowie toczyli o niego batalię. Ostatecznie Sejm odrzucił poprawkę zgłoszoną przez posłów PiS, która miała przywrócić sformułowanie z pierwotnej wersji projektu. Jak argumentowała Małgorzata Kidawa-Błońska: - Nie wiem, dlaczego państwo uparli się, by zawężać patrona roku tylko dla katolików i dla tożsamości katolickiej Europy. To jest postać tak ważna, że powinna być wzorem do naśladowania dla całej Europy i dla wszystkich Polaków.
Patronat św. Jana z Dukli nie wydaje się wcale tak oczywisty. Znamy tylko orientacyjną datę urodzin świętego, niewiele wiemy na temat jego życia. Punktowane przez komisję pracującą nad projektem uchwały argumenty pochodzą głównie z przekazów hagiograficznych i skupiają się na pośmiertnych zasługach Duklanina. Jak zatem możemy odczytywać ten osobliwy, mimo wszystko, patronat? I jak poszukiwać w nim owych "wartości uniwersalnych”.
Argument o ważności postaci nie spotkał się ze zrozumieniem wszystkich posłów. Najsilniej sprzeciwiał się Roman Kotliński z Twojego Ruchu. - W uzasadnieniu czytamy, że największą zasługą Jana z Dukli było to, że obronił Lwów przed najazdem Kozaków w XVII wieku, 200 lat po swojej śmierci. Mianowicie lewitował nad Lwowem, fruwał, czy latał - ironizował poseł.
Historia ta faktycznie znana jest z wielu przekazów i dotyczy oblężenia Lwowa przez Tatarów w 1648 r. W relacji XIX-wiecznego lwowskiego historyka, Ludwika Kubali, czytamy:
"Ten niespodziewany odwrót nieprzyjaciela, a z nim ocalenie miasta, przypisywano cudowi i opowiadano, że Chmielnicki i Tuchajbej ujrzeli w chmurach wieczornych nad klasztorem bernardynów postać zakonnika klęczącego z wzniesionymi rękami i widokiem tym przestraszeni dali znak do odwrotu. OO. Bernardyni uznali, że to był błogosławiony Jan z Dukli".
Świadkami tego objawienia byli podobno dwaj mieszczanie, Maciej Szykowicz i Mikołaj Bernacik, którzy potwierdzili swoje zeznania nie tylko przed radą miejską, ale również przed samym królem Janem Kazimierzem. Zasadne wydaje się jednak pytanie o to, czy faktycznie owo objawienie powinno być głównym argumentem w sprawie patronatu św. Jana z Dukli. Dla nas w 1914 roku?
Jan urodził się około 1414 roku w Dukli, zmarł 70 lat później we Lwowie. Dukla to obecnie bardzo małe miasto w województwie podkarpackim. Jej ludność liczy niewiele ponad 2 tys. mieszkańców. To miejsce z bogatą historią, o której niewiele już jednak przypomina.
W czasach św. Jana Dukla była miastem ważnym, przede wszystkim dlatego, że wiodła przez nią droga na Węgry – jeden z największych szlaków handlowych ówczesnej Europy. Feliks Koneczny (1862-1949), polski historyk o nachyleniu narodowo-katolickim, którego prace są cennym źródłem informacji o życiu Jana z Dukli, niewiele pisze o rodzinie świętego. Jan miał wywodzić się z mieszczan. W 1435 roku jako 21-letni młodzian rozpoczął naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Niestety z powodu kłopotów finansowych, szybko musiał zrezygnować ze studiów i powrócić do rodzinnego miasteczka.
Jego przyjazd do Dukli był początkiem gwałtownej przemiany. Jak pisał Koneczny: "Przejęty żarem powołania duchownego, a pełen żalu z powodu doznanych zawodów, usuwa się od ludzi. Wycofawszy się od wszelkich związków z otoczeniem, osiadł w puszczy leśnej pod wsią Cergową opodal Dukli". Jan zaszył się w grocie skalnej na wzgórzu Zaśpit w Trzciance koło Dukli. Wiódł tam życie pustelnicze, wypełnione umartwianiem się i modlitwą.
Pustelnię opuścił po około trzech latach. Według przekazów Konecznego, zrobił to za namową św. Jana Kantego, który przechodził przez Wąwóz Dukielski w czasie swojej pielgrzymki z Rzymu do Palestyny. On to właśnie skłonił pustelnika, by wstąpił do klasztoru.
W zakonie franciszkanów Jan został gruntownie przygotowany do pełnienia roli kapłana. Żył ściśle według franciszkańskiej reguły. Rozdał majątek ubogim, był oddany pracy misyjnej i rekolekcyjnej. Szybko dał się poznać jako wybitny spowiednik i kaznodzieja.
Jan z Dukli zapisał się w historii zakonów franciszkańskich w Krośnie i Lwowie jako gwardian, czyli przełożony. Prawdopodobnie pomiędzy rokiem 1443-1461 pełnił urząd kustosza. W 1463 roku mając 60 lat, przeniósł się do zakonu bernardynów.
W zakonie bernardynów Jan nie pełnił istotnych funkcji, przynajmniej nie zachowały się żadne źródła, które coś by na ten temat mówiły. Prawdopodobnie chciał wieść życie spokojne i ciche, wypełnione gorliwą modlitwą. Wsławił się tam jako wyznawca kultu Maryjnego. Pod koniec życia stracił wzrok, miał również poważne problemy z nogami. Zmarł 29 września 1484 roku we Lwowie.
Po śmierci Jana z Dukli bardzo szybko rozwinął się jego kult. Był on żywy nie tylko wśród katolików, ale również wśród prawosławnych i Ormian. "Przy grobie Duklanina działy się liczne cuda. Odzyskiwali zdrowie nie tylko katolicy, lecz również Rusini i Ormianie, wtedy jeszcze schizmatycy. A zatem modlili się do niego także prawosławni; nawracał ich jeszcze po śmierci", pisał Koneczny. Owo nawracanie było jednak sprawą wysoce problematyczną. Mikołejko, nawiązując do działalności misyjnej Jana z Dukli, zaznaczał wyraźnie: "nie był to żaden ekumenizm, lecz nawracanie na katolicyzm".
Jan z Dukli już za swojego życia wsławił się w obronie ziem chrześcijańskich przed muzułmanami. W 1474 roku, kiedy Tatarzy oblegali Lwów, Jan z Dukli urządził uroczystą procesję wokół miejskich murów. Swoją postawą dodał na tyle otuchy mieszkańcom, że Ci nie tylko obronili miasto, ale także przepędzili Tatarów daleko poza jego granice. "Nazywano odtąd tego świętego męża »gromem na bisurmanów«", pisał Feliks Koneczny.


Wobec doniesień o licznych cudach, które dokonać się miały po śmierci św. Jana, jego grób stał się celem licznych pielgrzymek. Wśród pątników nie zabrakło również koronowanych głów. Do miejsca spoczynku bernardyna podróżowali m.in. Zygmunt III Waza, Władysław IV Waza, Jan Kazimierz, Michał Korybut Wiśniowiecki czy nawet Jan III Sobieski. Wizyta tego ostatniego ma znaczenie w kontekście jego wygranej walki z siłami imperium osmańskiego pod Wiedniem w 1683 r.
W 1733 roku papież Klemens XII ogłosił Jana z Dukli błogosławionym, a w 1739 roku patronem Korony i Litwy. Proces kanonizacyjny rozpoczął się w Rzymie w roku 1948. Duklanina kanonizował papież Jan Paweł II w Krośnie 10 czerwca 1997 roku. Kościół katolicki obchodzi jego wspomnienie liturgiczne 8 lipca. Relikwie świętego od 1945 roku znajdowały się w rzeszowskim kościele bernardynów, zaś od 1974 roku w rodzinnej Dukli, również w kościele bernardynów.
Św. Jan z Dukli jest patronem archidiecezji przemyskiej i Lwowa. Patronuje także rycerstwu polskiemu. Od 2007 jest też patronem "Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej".
Co najważniejsze św. Jan z Dukli jest patronem wszystkich Polaków, każdego dnia 2014 roku, bo taka jest uchwała naszego Sejmu. Co oznacza ów patronat? Pewną odpowiedź niesie zakończenie uchwały:
"Św. Jan z Dukli żyjąc zgodnie z testamentem i regułą św. Franciszka z Asyżu jest wzorem troski o drugiego człowieka w duchu miłości bliźniego i sprawiedliwości społecznej, reprezentuje ideał jedności Narodów. Takie przesłanki są trwałym fundamentem do budowy zarówno życia osobistego, jak i publicznego".
Co znaczy w przypadku świętego Jana z Dukli określenie „ideał jedności Narodów”, albo co miała na myśli komisja, pisząc dalej: "Życie świętego Jana z Dukli jest przeciwieństwem dehumanizacji i depersonalizacji naszego życia społecznego"? To nie jedno z nasuwających się pytań, Trudno powiedzieć, czy życiorys tego surowego pustelnika, oddalonego jednak od - pełnych miłosierdzia i opartych na naśladownictwie Chrystusa - zasad świętego Franciszka z Asyżu, może być dla Polaków jakąkolwiek wyraźną wskazówką.
Taki wniosek wysnuwa Emilia Padoł, autorka artykułu na stronie internetowej „gazeta pl”, z którego skorzystałem w tym poście
Pocieszam się jednym. Jan z Dukli ogłoszony patronem roku 2014 w III RP w razie jakiegokolwiek zagrożenia pojawi się jak ongiś nad murami Lwowa, klęcząc z rękoma uniesionymi w niebiosa i w ten sposób przestraszy złowrogie moce, przynosząc nam, narodowi przesiąkniętemu humanitaryzmem i miłością do bliźniego, ratunek i pełne bezpieczeństwo. Rzecz najważniejsza, pamiętajmy kto jest patronem roku 2014 ogłoszonym przez naszą najwyższą władzę ustawodawczą i ufajmy, że w w momencie zagrożenia dla Polski tak jak ongiś „uchroni nas od burzy”.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz