Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

niedziela, 16 lipca 2017

O lawendowej Violi - mojej dobrej sąsiadce, ze szczerego serca!



bukiet lawendy - od Violi

  
Od wielu lat jesteśmy zaprzyjaźnieni nie tylko jako sąsiedzi, ale osoby o bliskich sobie zainteresowaniach i poglądach. Był czas kiedy Violetta jako aktywny członek Koła Fotograficznego przy naszym głuszyckim Centrum Kultury podsyłała mi prześliczne fotografie, z których chętnie korzystałem w moim blogu. To dzięki  Markowi i Violi miałem okazję poznać bliżej wybitnego historyka, Witolda Pronobisa, człowieka, który jest dla mnie najwyższym autorytetem. Z ogromnym współczuciem obserwowaliśmy Violę starającą się pokonać parszywą chorobę, ustawiczne jednak wierząc w to, że jej się to uda. Wciąż mam w oczach Violę z koleżankami na porannym bieganiu po zdrowie, kiedy jeszcze nie znajdowała się w szponach choroby.

Niestety, stało się to co najgorsze. Nie pomogły zabiegi lekarzy w poznańskiej klinice. Nie ma już Violi wśród nas żyjących.

"Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu,
nie masz zabawki, nie masz rozśmiać sie nikomu,
z każdegi kąta żałość człowieka ujmuje,
a serce swej pociechy darmo upatruje."

(Jan Kochanowski, "Treny")

Nie, to nie jest epitafium. Już w tym słowie kryje się żałosna  nuta pogrzebowa, a ja wiem, że Viola nie chciałaby byśmy za Nią rozpaczali. To się nie mieściło w Jej naturze. Ona jest uosobieniem czułości i optymizmu, z którymi chciała się dzielić ze wszystkimi.

Żegnamy Violę, ale nie na zawsze. Przyjdzie czas, gdy znów będziemy razem. Tam, na drugim świecie, gdzie ulatują dusze zmarłych. A w ogóle, to przecież Viola nie odeszła. Była, jest i będzie z nami, póki my żyjemy.

To tylko takie złudzenie, że Jej nie ma. W głębi duszy jest w naszej pamięci tak jak zawsze gościnna i miła, pełna serdeczności, uśmiechnięta i  oddana swoim bliskim. Nawet w czasie choroby pełna życia i nadziei, że się leczenie powiedzie, że wrócą dobre dni, kiedy będzie mogła z aparatem fotograficznym pobuszować po okolicy i uchwycić to piękno, które czyniło jej życie pożytecznym i sensownym.




Choć chciałbym by tak było, byśmy Violę widzieli oczyma wyobraźni wciąż z nami, pogodną i uśmiechniętą, to piszę to ze łzami w oczach. Mój blog zdobią dzisiaj Jej ostatnie fotografie kwitnącej lawendy. Chciała nimi potwierdzić słuszność nowej nazwy naszej ulicy Lawendowej. Nie dała rady już tego zrobić, fotografie przysłał mi Jej mąż Marek.

 Pomyślałem sobie, że dla mnie już na zawsze ulica Lawendowa kojarzyć się będzie z uśmiechniętą Violą na cześć Jej pamięci !

Fot. Viola Torbacka

3 komentarze:

  1. Bardzo mi przykro z powodu śmierci sąsiadki.
    Nas też opuściła niedawno bliska osoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. " Lawendowa Jola " :) pewnie milutko byłoby tej Pani. Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie "Lawendowa Viola" jest wręcz balsamem w tym trudnym okresie. Jestem bardzo wdzięczny autorowi-mąż

      Usuń