Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

niedziela, 11 lutego 2018

Głuszyca w poezji Natana



Chcę dzisiaj poświęcić parę słów człowiekowi, któremu należy się cześć i szacunek  o czym powinniśmy pamiętać my mieszkańcy miasteczka nad Bystrzycą. Wiem, że pamięć o Natanie
jest żywa u wielu Polaków, którzy mieli okazję z nim się zaprzyjaźnić, być z nim gdy w Warszawie rodził się studencki ruch kulturalny demaskujący nihilizm ideowy elit partyjnych PRL-u i absurdalność ich nowomowy o wolności i demokracji państwa będącego w gruncie rzeczy wasalem wschodniego sąsiada.

Trzymam w ręce pielęgnowany przeze mnie jak talizman, wydany w 1992 roku tomik wierszy „Chochoły i róże”, Natana Tenenbauma. Obok drugiego tomiku wierszy tego samego autora „Imię Twoje Rzeczy Pospolitość” z 1997 roku, z dedykacją pisemną samego twórcy, stanowią ozdobę mojej podręcznej półki i pozwalają od czasu do czasu czerpać siłę i natchnienie.

 Autor wierszy, satyryk i poeta o sławie krajowej, w latach 60-tych czynny w  życiu artystycznym Warszawy jako autor tekstów STS-u i „Hybryd”, a także wierszy publikowanych w „Szpilkach”, a po wydarzeniach marcowych, anonimowo w paryskiej „Kulturze”, stał mi się bardzo bliski, gdy odkryłem, że dzieciństwo i młodość spędził w Głuszycy. Tu właśnie zaraz po wojnie zamieszkali jego rodzice i tu chodził tu do szkoły, zanim wyruszył w świat szeroki. Studiował archeologię śródziemnomorską w Warszawie, brał aktywny udział w opozycyjnym ruchu studenckim, znanym z biografii Jacka Kuronia i  Adama Michnika. W 1969 roku wyemigrował do Szwecji, gdzie w Sztokholmie prowadził kabaret literacki „Krakowskie Przedmieście”. W czasach „Solidarności” zasłynął jako autor wiersza „Modlitwa. O wschodzie słońca”, który z muzyką Przemysława Gintrowskiego i w wykonaniu Jacka Kaczmarskiego oraz Jacka Wójcickiego z krakowskiej „Piwnicy pod Baranami” stał się swego rodzaju hymnem tego ruchu:


„Każdy Twój wyrok przyjmę twardy
Przed mocą Twoją się ukorzę
Lecz chroń mnie, Panie, od pogardy
Od nienawiści chroń mnie, Boże

Wszak Tyś jest  -  niezmierzone Dobro
Którego nie wyrażą słowa
Więc mnie przed nienawiścią obroń
I od pogardy mnie zachowaj

Co postanowisz  -  niech się ziści
Niechaj się wola Twoja stanie
Ale mnie zbaw od nienawiści
Ocal mnie od pogardy, Panie !”


Poza występami w Szwecji Natan Tenenbaum wielokroć prezentował swoje wiersze i piosenki w środowiskach polskich na Zachodzie, zaś od roku 1988 również w Polsce w klubach studenckich Warszawy, w kabarecie „Pod Egidą” Jana Pietrzaka, w gdańskim Klubie „Żaczek” i krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”.

Ale Tenenbaum to nie tylko "Modlitwa o wschodzie słońca". Seweryn Blumsztajn z "Gazety Wyborczej" wspomina go przede wszystkim jako autora i wykonawcę marcowych protest -songów z roku 1968.

- Kiedy wyszedłem z więzienia, spotkałem go po raz pierwszy. Wtedy też usłyszałem jego piosenki, które układał na strajku uniwersyteckim. Były niesamowicie dowcipne i świetnie oddawały ducha czasu. Przywracały mi wiarę w sens tego wszystkiego, o co wtedy walczyliśmy - wspomina Blumsztajn.

Tenenbaum wielokrotnie podkreślał, że nie było mu łatwo opuszczać Polskę, kiedy został do tego zmuszony jesienią 1969 roku.

- W innych językach potrafię się komunikować, lepiej lub gorzej. Wyrazić siebie, swoje odczucia - mogę tylko po polsku. Sprawy, które najbardziej mnie obchodzą, dzieją się nad Wisłą. Przez wiele lat, gdy nie pozwalano mi, choćby na odwiedziny, śniłem sen o Warszawie, prosiłem przyjaciół, by na rynku krakowskim słuchali - za mnie - hejnału o północy i pozdrawiali Głuszycę, małe dolnośląskie miasteczko mojego dzieciństwa. Czas nie stał w miejscu, wiele się zmieniło, a mnie przybyło wiele lat i ...pół tuzina wnucząt. Tu są moi najbliżsi. Tu pozostanę. A zresztą w dzisiejszej dobie adres pocztowy nie jest taki ważny - mówił w rozmowie z "Przeglądem Australijskim" w kwietniu 2008.


Z tomiku „Chochoły i róże” pochodzą dwa wiersze, które wywołują moje największe wzruszenie. A dlaczego? Nietrudno się domyślić, gdy tylko je poznamy:

„Toledo
Widziane z Głuszycy (woj. Wałbrzyskie) przez autora urodzonego w Witebsku”

Powiedz miła, jak wyjaśnić Szwedom:
Zawieszone mistycznie nad rzeką
Śniło mi się tej nocy Toledo
Jak je kiedyś oglądał El Greco

Otaczały je swojskie Sudety
Górą  -  kozy o skrzydłach motylich
I wstawało w pejzażu Kastylii
Odpomniane, dolnośląskie „sztet,ł”

Miasto w rzekę spływało ze zboczy
W trawie pary kochały się nagie

Czarny odmęt rzeki  -  Twoje oczy
Łuki Twoich brwi  -  mosty nad Tagiem”

Moja Głuszyca porównana do hiszpańskiego Toledo przez Rodaka, który wzniósłszy się na „skrzydłach motylich” na szeroką ścieżkę literatury polskiej, nie zapomniał o swoim gnieździe rodzinnym i potrafił je tak pięknie odmalować niczym wielki hiszpański El Greco, ten wiersz budzi zawsze poczucie dumy i podnosi na duchu. Podobnie zresztą jak kolejny wiersz Natana:

„Nostalgia
Pamięci Agnieszki Osieckiej

Przychodzę z cienia. Ty  -  z tkanki świtu
Z bieli na starych obrazach
Twoja nostalgia jest z aksamitu
Moja ze złomu żelaza
Tobie, dziewczyno, maj łąki ściele
Tobie się ziele zieleni
Ja, jeśli czego mam wiele
To tylko lat… zim… jesieni…
Ty życie niesiesz, ja  -   wiersze liche
Może to jedno nas zbliża?
Jestem z Głuszycy, gdzieś pod Wałbrzychem
A Ty powracasz z Paryża…
Gdy czas przystanie, rak w polu świśnie
Dojrzeją gruszki na brzozie
Może nam wtedy słońce zabłyśnie
… i księżyc ulicy Koziej”

Ogromna skromność przebija z tego wiersza, w którym „mały pisarczyk z Głuszycy” uwydatnia kontrast jaki dzieli go od wielkiej gwiazdy, Agnieszki Osieckiej, powracającej wprost z Paryża. I to jest cenne w tym wierszu, ten hołd oddany wybitnej autorce tekstów najlepszych polskich piosenek. Zastanawiałem się kiedyś, skąd się wziął w wierszu tajemniczy „księżyc ulicy Koziej”?
Sprawa się wyjaśniła, gdy trafiłem na dowcipny wierszyk autobiograficzny Natana:

„Są w Warszawie dwaj wielcy poeci,
Których wspomnieć tu sobie pozwolę:
Jeden mieszka  -  Kozia, numer 3-ci
Drugi obok stoi na cokole

Który większy? Historia niech sądzi
Obu wielkie w poezji zasługi
Lecz mawiają: kto pyta, nie błądzi
Więc zapytasz może  -  kto ten drugi?

Drugi zwie się jak, z wieszczów tej pary?
…Głowę przed nim chyl, to ci powiadam
Zwie się drugi z nich, choć nie dasz wiary,
Zwie się drugi z nich  -  Mickiewicz Adam.

Teraz już wiemy, że ten pierwszy wielki poeta, to właśnie mieszkaniec ulicy Koziej numer 3, ale wcześniej nasz Rodak z Głuszycy. Natan Tenenbaum odwiedził więc swoja „krainę lat dziecięcych’ w 2002 roku i wtedy mieliśmy okazję poznać go bliżej i ugościć w Miejskiej Bibliotece, wtedy właśnie otrzymałem Jego tomik wierszy z dedykacją, żeby zaś nie być dłużnym zdobyłem się na odwagę napisać i odczytać na Jego cześć wiersz następującej treści:

Natanowi Tenenbaumowi do sztambucha
( z okazji wizyty w rodzinnym miasteczku  -  Głuszyca)

Gdy go matka uczyła
polskiej mowy mozolnie
nie wiedziała, że synek
będzie bardem w Sztokholmie,

Nie wiedziała, że chłopiec
z podwałbrzyskiej Głuszycy
będzie polskim tułaczem
w skandynawskiej stolicy.

Kto mógł sądzić, że w żyłach
maleńkiego Natana
płynie gorąca strużka
poety i tytana,

że los nie da mu w życiu
kroczyć drogą bez progów,
że jak inno poeci
jest wybrańcem bogów.

Cieszył matkę Natanek
wabił oczy jak brosza,
nie wiedziała, że dalej
pójdzie ścieżką Miłosza,

że od warszawskich „Hybryd”
„Szpilek „ i STS-u
zacznie się dumna droga
tułaczki i sukcesu,

jego wiersze rozsławi
pieśniarz Kaczmarski Jacek
zabrzmią „Pod Baranami”
i w gdańskim Klubie „Żaczek”.

Dziś pod głuszyckim „Słońcem”
polskiej poezji muza
nasz najsławniejszy rodak
po prostu  -  „chochoł i róża” !

Natan przyjął ten wierszyk z uśmiechem i wzruszeniem. W ten sposób potwierdził piękną zasadę swego życia, zamkniętą w słowach jednego z wierszy:
„Uśmiechnij się ! Jutro będzie  -  za późno!”

Dziś trudno nam się uśmiechnąć, bo smutna wieść o jego śmierci w wieku 75 lat jest dla nas bardzo przygnębiająca. Nie zapomnimy Natana pełnego werwy i humoru, a zarazem skromności i  serdeczności w czasie jego pobytu u nas w Głuszycy, w „kraju lat dziecięcych”, choć było to 16 lat temu. Myślę, że pozostanie w naszych sercach Rodakiem, którym możemy się szczycić i zawsze o nim pamiętać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz