Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

wtorek, 20 września 2016

Chwila wspomnień przed spotkaniem z Jolantą Marią Kaletą



 
To się działo nie tak dawno, bo w listopadzie 2013 roku. W głównej sali głuszyckiego Centrum Kultury miałem okazję zaprezentować moją książkę „Głuszyckie kontemplacje” część II.  Wydawało mi się, że tego wieczoru nigdy nie zapomnę, ale czas robi swoje. Nie pamiętam już wielu szczegółów. Udało mi się zachować moją wypowiedź, która stanowi dobre preludium do bliskiego już spotkania z wrocławską pisarką – Jolantą Marią Kaletą.

Tamtego wieczoru mówiłem, co następuje:

Nie tak dawno, bo z początkiem ubiegłego roku mieliśmy okazję świętować ukazanie się I części „Głuszyckich kontemplacji”. Mówię o świętowaniu, bo to przecież wydarzenie bezprecedensowe  -  pierwsza wydana po wojnie większa książka związana z historią i teraźniejszością naszego miasta.

Przypomnę tylko, książka ta została wydana przez Stowarzyszenie Przyjaciół Głuszycy dzięki wsparciu finansowemu Fundacji Regionu Wałbrzyskiego, a bezpośrednim inspiratorem i patronem tej inicjatywy był pan Andrzej Indrian.

Wydawało się wtedy, że będzie to pierwsza i ostatnia taka książka przynajmniej na kilka lat .  Ale wkrótce po tym wydarzeniu zorientowałem się, że jest jeszcze sporo tematów, które nie znalazły swojego miejsca w pierwszym wydaniu, a które koniecznie należałoby przybliżyć Czytelnikom. To bardzo ważne, by o naszym miejscu urodzenia, zamieszkania, miejscu pracy wiedzieć jak najwięcej. To zarazem tytuł do chluby, że Głuszyca na lokalnym rynku wydawniczym ma swoje książki. Tak więc zdecydowałem się napisać drugą część „Głuszyckich kontemplacji”

O genezie obydwu książek piszę we wstępie jednej i drugiej części, tam możecie państwo przeczytać nieco więcej o tym, co mnie skłoniło do ich wydrukowania. Dla jasności sprawy zacytuję krótkie wycinki z drugiego wydania tej książki:

Nie mówi się zaś o tym wiele i my sami, nie zwracamy na to uwagi, jak pięknie położona jest Głuszyca w majestatycznej kotlinie, otoczonej ze wszystkich stron zalesionymi wierzchołkami gór, jaką atrakcją się stała
z chwilą turystycznego zagospodarowania podziemnych sztolni pod Osówką, jak wiele jest tutaj innych miejsc interesujących i tajemnych, czekających na swoich odkrywców. W moim blogu, którego zwierciadlanym odbiciem jest ta książka, powtarzam jak dzwon z wieży kościoła parafialnego, że nasze poranne zorze zwiastują codziennie misterny urok tego miejsca na ziemi, ale tylko tym, którzy tego chcą. Trzeba chcieć i umieć to piękno dostrzec i docenić, trzeba mu poświęcić odrobinę uwagi, trzeba wzbogacać swoją wiedzę poznawczą i wrażliwość emocjonalną. I temu celowi służy ta książka.

Myślę sobie, kocham to miasto, ma swój czar. Wiem, są setki, tysiące piękniejszych miast, ale umiem się cieszyć tym co mam. Tutaj zakorzeniłem się na stałe, a w miarę upływu czasu, dostrzegam coraz to nowe uroki. Zwłaszcza na Osiedlu, skąd roztacza się znakomity widok na otaczające nas krajobrazy. Lubię spacery główną ulicą Grunwaldzką, która ożyła parę miesięcy temu, gdy uruchomiono w centrum nowo zbudowany market „Biedronka”. To tak, jakby po katastrofie bankructw miejscowych fabryk włókienniczych wróciło tu nowe życie.

 Przedstawiłem pokrótce trasę moich spacerów i oglądane po drodze górskie otoczenie miasta, ale brakuje w tym rzeczy najważniejszej. Niestety, tego nie jestem w stanie opisać, to trzeba zobaczyć własnymi oczami.
Te widoki są przepiękne, często wręcz oszałamiające. Wschodzące słońce ozdabia promieniami lasy, polany leśne i chmury. Bardzo często ponad lasami wznoszą się obłoki parującej ziemi. Zmienne są kolory drzew i krzewów. W słońcu to wszystko co nas otacza potrafi zachwycić. Ale i w dni pochmurne można odnaleźć uroki górskiego położenia miasta. Nie zawsze potrafimy to docenić. Spójrzmy na to z optymizmem, obiektywnie i dojrzale, a będzie to dla nas powód do afirmacji życia i osobistej satysfakcji.

To tyle cytatów ilustrujących ideę tej książki.

Przyjmuję, że pierwszą część „Głuszyckich kontemplacji” większość z Państwa już miała w ręku i mogła się zorientować o jej treści.
A więc teraz kilka zdań o tym, co możemy znaleźć, o czym przeczytać w drugiej części „Głuszyckich kontemplacji”.

Na początku mamy w niej kilka rozdziałów o mieście, jego walorach krajobrazowych i szansach rozwojowych, zwłaszcza w zakresie turystyki i wypoczynku, a w dalszej kolejności o tym co je otacza. A więc o masywie Włodarza w Górach Sowich, o Szpiczaku zamykającym przełom Łomnicy, o Ostoi, Słodnej i Gomólniku w Górach Suchych, a także Borowej w Górach Wałbrzyskich, o naszych rzekach  -  Bystrzycy i Rybnej.

Ważną część książki zajmuje niewyczerpany i wciąż fascynujący temat Osówki i całego kompleksu Riese, a więc i Sobonia, i Sokolca, i Ludwikowic Kłodzkich. Znajdziemy w książce interesujące wiadomości z historii Łomnicy i Grzmiącej, opisy walorów zabytkowych kościółków w Sierpnicy, Grzmiącej, Rybnicy Leśnej i Olszyńcu.

Są w książce odniesienia do znanych już nam gloryfikujących miasto, wywodzących się stąd poetów  Natana Tannebauma, Marka Juszczaka, Romany Więczaszek.

Jest rozdział o mojej szkole, Zespole Szkół w Głuszycy, w której miałem przyjemność pracować jako nauczyciel 13 lat, a nad którą wisi ostatnio miecz Damoklesa.

Jest w tej książce kilka innych ciekawych tekstów z blogu „Tu jest mój dom”, a wśród nich refleksje z przeczytanych książek moich idoli  - Normana Dawesa, Pawła Jasienicy,  Ryszarda Kapuścińskiego. A na samym końcu możemy przeczytać trzymającą w napięciu relację z podróży do Rosji i na kontynent azjatycki głuszyckiego obieżyświata Jakuba Bortnika. Znajdziemy w książce kilka ciekawszych postów blogowych, a także garść moich osobistych wspomnień i refleksji z czasów minionych.

Książka jest antologią, czyli wyborem tekstów zamieszczonych w internetowym blogu „Tu jest mój dom”. Blog, jak to napisałem w jego wstępie, jest miejscem do podzielenia się z Czytelnikami moimi fascynacjami, a dotyczą one głównie miasta Głuszyca, ale też całego regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem ponad pół wieku. Są tam refleksje z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanych z historią tej ziemi i pięknem krajobrazów.
By zaś to wszystko nie przepadło, by utrwalić najciekawsze teksty i ułatwić ich przeczytanie tym, którzy nie mają bliższego kontaktu z internetem, zdecydowałem się umieścić to wszystko w formie książkowej.

Zarówno w blogu jak i w obydwu książkach przyświecał mi jeden cel, by pokazać ten zakątek regionu wałbrzyskiego na tle otaczającej go przyrody z jak najlepszej strony, by odsłonić karty historii i walory krajobrazowe, a tym samym wzmocnić uczuciową więź z miejscem urodzenia, bądź zamieszkania, z naszą małą ojczyzną.

Ozdobą książki są trzy wkładki ze znakomitymi fotkami Roberta Janusza. Noszą one tytuły: Głuszyca, miasto-zagadka, Głuszyca - bajkowa głusza, Głuszyca – raj na ziemi. Szkoda, że są to obrazki małych rozmiarów, nie oddające w pełni walorów artystycznych tych fotografii.
Robertowi Januszowi i wspomagającej go w tej pracy Iwonie mam dziś okazję publicznie gorąco podziękować.

No a teraz rzecz godna szczególnej uwagi. Wydawcą książki jest Podziemne Miasto Osówka spółka z o.o. Przed jej dyrektorem Zdzisławem Łazanowskim chylę czoła, bo zawdzięczam mu to, że moja książka mogła ujrzeć światło dzienne. Myślę że z pożytkiem dla nas wszystkich w Głuszycy, a także dla przyszłych pokoleń.

Książki stwarzają okazję, by pokontemplować o naszym mieście, o jego walorach krajobrazowych, o tym z czego powinniśmy być dumni i czego nam jeszcze brakuje do pełnego zadowolenia.

No i rzecz fundamentalna, kluczowa  - dla mnie  na tym spotkaniu to Wy jesteście najważniejszymi, bo to dla Was napisałem te książki. Książka staje się bezużyteczną cegłą, jeśli nie ma swoich Czytelników.

Proszę Państwa  -  w tych książkach o Głuszycy spełniło się marzenie mojego życia. Marzenie by coś po sobie pozostawić pożytecznego dla potomnych. Pocieszam się, że nie nic nie pokrzyżuje planów wydania kolejnej mojej książki, ale tym razem o całej ziemi wałbrzyskiej na czele z Wałbrzychem. Będzie ona nosiła tytuł „Wałbrzyskie powaby”, a jej celem jest pokazanie wciąż jeszcze zbyt słabo wypromowanych atutów turystycznych naszego regionu. Będący na tej sali razem z nami pan Starosta, Józef Piksa ma już obiecany udział w tym przedsięwzięciu  Prezydenta Wałbrzycha, a więc wszystko jest na dobrej drodze.

A organizatorom spotkania  -  Centrum Kultury i Miejskiej Bibliotece Publicznej, a także Podziemnemu Miastu „Osówka”, którzy zrobili wszystko  by spędzić ten dzisiejszy, niedzielny wieczór w atmosferze świątecznej i koncertowej w imieniu własnym i myślę, że wszystkich Państwa bardzo, bardzo dziękuję.

To tyle  z jak się okazuje dość obszernej wypowiedzi, ale je celem była promocja nowej książki.

Przypomnę jeszcze raz, to się działo trzy lata temu, właściwie nie tak dawno. Nie przewidziałem wtedy, że już wkrótce będziemy mieli okazję odnaleźć na półkach księgarskich lub wypożyczyć w bibliotece kolejne książki o Głuszycy. Okazuje się , że już nie jestem sam w pisarskim rzemiośle, zafascynowany urokami mojego miasta. Tą drugą osobą jest Jolanta Maria Kaleta, powieściopisarka, autorka urzekających książek związanych z tajemnicami Dolnego Śląska, a zarazem w sposób niezwykle kunsztowny odtwarzająca obrazy z życia ludności tego regionu w czasach powojennych.

Uroczyste spotkanie z pisarką już za parę dni. Będzie to premierowa prezentacja nowej książki Jolanty Marii Kalety – „Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy”. Wcześniej ukazała się książka „W cieniu Olbrzyma”, której akcja rozgrywa się w Jedlinie-Zdroju i Głuszycy. O tych i jeszcze wielu innych książkach wrocławskiej pisarki będziemy mogli się dowiedzieć od niej samej w Centrum Kultury w Głuszycy – w niedzielę 9 października o godz. 17.00.

O nowej książce Jolanty Marii Kalety pisałem pod koniec sierpnia w moim blogu w poście p.t. „Książka, która śni mi się po nocach”.

Zapraszamy wszystkich chętnych na to nadzwyczaj interesujące spotkanie.




poniedziałek, 19 września 2016

Co to znaczy się przepoczwarzać ?





Odkąd żyję w państwie Pislamskim nie odważyłem się otworzyć TVP Kurskiego, choć nie jestem rasistą, ale po prostu boję się infekcji Pislamu znacznie bardziej niż Islamu i nie znoszę oglądania gęb, które wywołują u mnie odruch wymiotny. Nie będę wymieniał których, bo szkoda czasu i mogło by to być uznane za próbę kompromitacji demokracji w nowoczesnej  PiS-owskiej wersji, która kiedyś była nazwana demokracją ludową, a dziś demokracją narodową. W rzeczy samej należało bynazwać totalitarną, albo  zainfekowaną wirusem, który kiedyś zyska nazwę „pietrzakowski” od znanej kabaretowej chorągiewki, służącej jak nieodrodny wasal wszystkim systemom politycznym w Polsce, zwanej Janem Pietrzakiem.

Ten kabareciarz stara się być po raz kolejny idolem mas, podobnie jak w PRL-u, tak samo w III Rzeczpospolitej, a potem w IV Rzeczpospolitej Kaczyńskiego, a teraz w  Rzeczpospolitej Pislamskiej, bo przecież trzeba być na ołtarzu tam, gdzie są profity. Brawo Janku, kiedyś śpiewałeś, „żeby Polska, żeby Polska, żeby Polska była Polską”, a już wtedy myśleliśmy wszyscy po cichu, żeby była przynajmniej Irlandią. Ale  twój patriotyzm był niczym innym jak nihilizmem, albo  po prostu pragmatycznym podejściem do kasy, bo żyć trzeba i trzeba korzystać z politycznej mamony niezależnie od tego, czyja ona jest, byle była szczodra. Taki patriotyzm wywołuje u mnie dreszcze

Przyrodnicze zjawisko przepoczwarzania jest na tyle znane inteligentnym ludziom, a Jan Pietrzak do nich należy w całej swej okazałości, że trudno nie mieć zastrzeżeń, jeśli istota myśląca, próbuje korzystać z tej przyrodniczej właściwości. Przecież człowiek mimo, że jest produktem naturalnej ewolucji gatunków, to jednak różni się od świata flory i fauny tym , że ma rozum, wielu z nas uważa, że ma duszę, że powinien kierować się zasadami etyki. Wyznawcy religii katolickiej mówią o sumieniu, o miłości bliźniego, o odpuszczaniu grzechów. Mówią też nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.

Chyba się jednak zapędziłem w oczekiwaniach tego, co stanowi ideę człowieczeństwa, od tego czego można by oczekiwać od kabareciarzy pokroju Jana Pietrzaka. Ten człowiek czuje się Mesjaszem, ma manię prześladowczą, ustawiczne pretensje do ograniczania jego wolności. Gdyby nie te ograniczania, twierdzi Jan Pietrzak, to byłby w stanie spowodować, że dzisiejsza Polska byłaby rajem: 

"Wolność słowa nie polega na tym, że można mówić, co się chce, tylko na tym, że jest do kogo mówić. Problem zaś polega na tym, że ja jestem ograniczany, zajmują się tym ludzie, których umownie nazywam świniami" - mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti satyryk Jan Pietrzak. 

A może panie Janku chodzi o to, że kurczy się asortyment ludzi, którzy chcą pana słuchać. Jeśli dzisiaj w państwie Pislamskim, pan jako gorliwy wyznawca smoleńskiej hipotezy zamachowej,  ma nadal pretensje do tego, że „świnie” ograniczają panu możliwość śpiewania swoich songów, to może zmieni pan oborę. 

Ja zaś cieszę się wolnością, bo mam (póki co) nieograniczoną swobodę w używaniu nośnika stop, na pilocie telewizyjnym i dzięki temu w telewizji oglądam tylko programy sportowe. Nie oglądam, nawet gdyby była taka możliwość satyryka Jana Pietrzaka, bo po prostu on sam stał się dla mnie uosobieniem kpiny z poważnego artysty - kabareciarza.

Ale zdaję sobie sprawę z tego, że są nadal tacy, dla których jest idolem. Wciąż przecież są widzowie, u których punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – w danej chwili.

sobota, 17 września 2016

Głuszyca - bike'owe miasto !

pełna walizka ważnych tematów


Pozwalam dziś sobie na nieco dłuższy wywód niż zwykle, ale jak się za chwile okaże – tego wymaga waga moich refleksji.

Od razu spróbuję wytłumaczyć tytuł mojego postu. Wiadomo, chcę być trendy. Miło mi będzie usłyszeć, że wreszcie jestem coll. Chcę napisać o hitowych wydarzeniach w mieście, w którym polszczyzna w nazwach kolejnych imprez sportowych należy do przeszłości. Jesteśmy przecież Europejczykami. Gdy kolorowe plakaty zaproszą na Waligóra Run Cross, albo MTB Challange, albo   Uphill Rogowiec o którym możemy się dowiedzieć więcej na funpage’u, to od razu nam się robi miękko na sercu.
Z tytułu Głuszyca – bike’owe miasto możemy konstatować, że Głuszyca to miasto bajkowe, albo też biegowe, a znawcy języka Anglosasów powiedzą, że rowerowe. I wszyscy jak się za chwilę okaże będą mieli rację.


Dzieje się w Głuszycy tak wiele, że to już nie są żarty i nie jest to zabawa w kotka i myszkę, zabawa w której i kotek, i myszka udają, że są prawdziwe. Wszystko, co dotąd było tylko grą pozorów, bądź też wydawało się niemożliwe do osiągnięcia, spełnia się na naszych oczach w tempie galopującym.



 
Zacznę od rowerów górskich. To co się udało osiągnąć w Głuszycy dla promocji jazdy na rowerze po górach, to krok milowy w rozwoju cieszącej się coraz większym rozmachem gałęzi ruchu turystycznego. Głuszyca weszła od 2014 roku w skład Strefy MTB Sudety jako jeden z jej filarów.

Strefa MTB Sudety to produkt turystyczny, który swoim zasięgiem obejmuje tereny od Mieroszowa aż do Srebrnej Góry. Przebiega przez całe pasmo Gór Sowich, części Gór Kamiennych i Wałbrzyskich. Ma na celu wpływać na rozwój regionu oraz zbudować trwałe przekonanie, że jest to „najlepsze miejsce dla fanów kolarstwa górskiego”. Strefa MTB Sudety to 500 km tras, doskonale przygotowanych, różnorodnych pod względem długości i skali trudności, na terenach których znajduje się mnóstwo atrakcji turystycznych oraz miejsc do aktywnego wypoczynku. Nie mam wątpliwości że jest to duży sukces w rozwoju  gminy Głuszyca, a także całego regionu.

Od roku 2004 jesteśmy oficjalnie członkiem tej strefy, organizujemy corocznie wyścigi na rowerach górskich pod nazwą MTB Challange - Głuszyca, a nasze dobrze oznakowane szlaki górskie cieszą się ogromnym zainteresowaniem jako jedne z najatrakcyjniejszych w Polsce. Przyciągają one amatorów kolarstwa górskiego przez cały rok. W tym roku byliśmy gospodarzem jednego z etapów parudniowego wyścigu pod koniec lipca. Już wcześniej wykonane zostały prace związane z oznakowaniem tras, postawieniem dużych tablic w punktach dostępu z mapą, regulaminem i profilami tras, wydana została mapa papierowa w skali 1:25 000. Coroczne głuszyckie etapy MTB Challange, to także znakomita zabawa dla osób interesujących się sportem, a zarazem promocja miasta.



Nieco wcześniej, bo pod koniec maja tego roku miał miejsce III Wyścig MTB – „Podziemia Osówki” o Puchar Strefy MTB Sudety. Celem imprezy jest popularyzacja kolarstwa górskiego, turystyki rowerowej i promocja „Osówki”, a zarazem całej gminy Głuszyca. Organizatorem zawodów cieszących się z roku na rok coraz to większym rozgłosem i zainteresowaniem jest działające coraz prężniej Stowarzyszenie Przyjaciół Głuszycy. Warto było być na Osówce, by zdumieć się ilością uczestników wyścigu, a zarazem znakomitą organizacją tej imprezy.

No dobrze, jeździmy na rowerach górskich podziwiając przy okazji nasze piękne okolice. Okazuje się, że to nie wszystko. Mamy też amatorów jazdy rowerowej w skali międzynarodowej. Jeśli ktoś nie wierzy, to przekazuję, to co odczytałem na facebooku:


Sześciu pracowników z firmy John Cotton postawiło sobie za cel pokonanie trasy 1224 kilometrów na rowerach z zakładu w Głuszycy do zakładu w Mirfield w Anglii. W ten sposób rowerzyści chcą uczcić 100-lecie firmy. Rajd rozpoczęli w sobotę 10 września o godz. 8. Tak duży dystans postanowili przejechać w ciągu 7 dni, pokonując średnio 170 km dziennie. Meta zaplanowana jest na terenie zakładu  John Cotton w Mirfield w piątek 16 września.

Z największą ciekawością szukać będę informacji nie tylko o przebiegu wyprawy, ale jej skutkach dla promocji głuszyckiej załogi firmy John Cotton w Anglii.

Rowery górskie, to jedna z form uprawiania kultury fizycznej , ale na tym się nie kończy. Z coraz większym rozmachem rozwijamy i popularyzujemy biegi szlakami górskimi.

Ponad 200 biegaczy w sobotę 10 września zgromadziło się na starcie maratonu górskiego Waligóra Run Cross Głuszyca. O godz. 8.00 wystartowali zawodnicy ultramaratonu na dystansie 53 km, natomiast o godz. 10.00 bieg rozpoczęli zawodnicy półmaratonu o długości 25 km. Niezwykle trudny charakter biegu i upalna pogoda nie wszystkim zawodnikom pozwoliłas bieg ukończyć. Ostatecznie na mecie sklasyfikowano 82 ultramatratończyków oraz 94 zawodników półmaratonu WRC.
Zawody wzbudziły duże zainteresowanie mieszkańców miasta, a trwający nieprzerwanie do wieczora festyn w pobliżu Osiedla Mieszkaniowego przy szkole podstawowej nr 3 przyciągnął nie tylko amatorów sportu, ale też smacznego ciasta i innych smakołyków. Podczas trwania maratonu dla najmłodszych przygotowano specjalny tor przeszkód, po pokonaniu którego dzieci otrzymały medale, dyplomy i słodycze.
Morderczy maraton w czasie którego trzeba było „zaliczyć”  m. in. szczytowe partie Rogowca i Waligóry odbił się szerokim echem w lokalnych środkach przekazu. Dla ilustracji jak wiele instytucji, organizacji i osób włączyło się w tok realizacyjny imprezy przytoczę fragment tekstu zamieszczonego na stronie internetowej gminy Głuszyca:

Organizatorzy Waligóra Run Cross Głuszyca 2016 składają serdeczne podziękowania wszystkim, którzy pomogli współtworzyć wydarzenie biegowe rozgrywane na terenie gmin Głuszyca i Mieroszów. Szczególne podziękowania dla: Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, firm Colgate, Toyota, Faurecia Wałbrzych Zakład Struktur, Trans-Kier, burmistrza Mieroszowa Marcina Raczyńskiego, Nadleśnictwa Wałbrzych, wałbrzysko-kłodzkiej grupy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Wodociągów Wałbrzych, policjantów Wydziału Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, Ochotniczej Straży Pożarnej w Głuszycy Górnej, biegigorskie.pl sklepbiegacza.pl i euforii biegacza, rowerzystów ze Stowarzyszenia Strefa MTB Sudety i Stowarzyszenia Przyjaciół Głuszycy, restauracji "Gościniec Sudecki" w Głuszycy, Retro Bike Cafe, pracowników Urzędu Miejskiego w Mieroszowie, pracowników Centrum Kultury i Urzędu Miejskiego w Głuszycy, dyrekcji, nauczycieli, pracowników głuszyckich szkół wraz z uczniami i rodzicami, przedszkolaków z opiekunami i z rodzicami oraz dla wszystkich wolontariuszy na trasie biegu i w miasteczku zawodów przy Szkole Podstawowej nr 3 w Głuszycy.

Aż ciśnie się na usta hasło: Cały naród promuje swoją Głuszycę !

Nie zagasły jeszcze emocje po maratonie, a już dowiadujemy się o kolejnej imprezie biegowej. Burmistrz Głuszycy Roman Głód oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Głuszycy zapraszają biegaczy do udziału w drugiej edycji biegu górskiego Uphill Rogowiec. Jest to bieg w stylu anglosaskim na szczyt góry Rogowiec, na której znajdują się położone najwyżej w Polsce ruiny średniowiecznego zamku.

Zawodnicy będą mieli do pokonania wymagającą trasę o długości 5860 m z przewyższeniami dochodzącymi do 550 m. Ze względu na stopień trudności góra ta nazywana jest  „Małym Kasprowym”. Warto się z nią zmierzyć!

Biuro zawodów mieścić się będzie na Łowisku Pstrąga „Złota Woda” w Łomnicy i czynne będzie w dniu zawodów 1 października 2016 od godz. 8:30. Start zaplanowany jest na godz. 11:00.  Meta znajdować się będzie na szczycie góry Rogowiec.


No właśnie „Łowisko Pstrąga” w Łomnicy, to kolejna sfera rozwoju turystycznego Głuszycy. Są tacy, co nazywają ją bajkową. Oto co czytam w kolejnym inseracie na portalu miejskim Głuszycy:

Konkurs na najsmaczniejszego pstrąga z połączony z degustacją, parada postaci bajkowych, konkurs na najładniejsze bajkowe przebranie, teatrzyk dla dzieci, zabawy dla najmłodszych oraz  występ zespołu ŁYSY BAND to atrakcje, które czekają na przybyłych w sobotę 17 września (to dziś) na Łowisko Pstrąga „Złota Woda” w Łomnicy w gminie Głuszyca.  Festiwal Pstrąga oraz otwarcie Krainy Bajek rozpoczynamy o godz. 15.00.
Na imprezę zapraszają organizatorzy: Samorząd Województwa Dolnośląskiego, Powiat Wałbrzyski oraz Gmina Głuszyca, Centrum Kultury- Miejska Biblioteka Publiczna w Głuszycy oraz Łowisko Pstrąga „Złota Woda” w Łomnicy.




Pisałem już o planowanym 25 września w niedzielę niezwykłym wydarzeniu kulturalnym, wernisażu artysty malarza i rzeźbiarza Henryka Janasa połączonym z koncertem wałbrzyskiego zespołu ASHUUN pod bliskim mi  tytułem „tu jest mój dom”. A nieco później, 7 października gościć będziemy na spotkaniu literackim powieściopisarkę, Jolantę Marię Kaletę, z premierą jej nowej książki „Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy”, której akcja rozgrywa się właśnie w Głuszycy. A w drugiej połowie października spotkamy się jak co roku z Romaną Więczaszek i Markiem Juszczakiem na „jesiennych spotkaniach z poezją. A przecież nie wiadomo, co jeszcze burmistrz ze swoim sztabem w międzyczasie dorzuci. Oj, łza się w oku kręci na samą myśl o tym, jaka to będzie piękna jesień tego roku.

Proszę moich Czytelników blogu o cierpliwość, bo to jeszcze nie koniec. Każdy rasowy bloger, co nie oznacza, że się za takiego uważam, pozostawia najbardziej sensacyjne refleksje na koniec.
Pozostając wciąż w sferze bajkowej pozwolę sobie na szczyptę lirycznych wspomnień. Wywołała je kolejna zaskakująca wieść:
Centrum Kultury-MBP w Głuszycy  oraz Jadwiga Schwebs-Kostkiewicz zapraszają w sobotę 24 września o godz. 18.00 do sali widowiskowej CK-MBP na spotkanie z uczestnikami zespołów tanecznych z Głuszycy i z Wałbrzycha. W programie:
  • pokaz taneczny Szkoły Tańca „CORDEX”,
  • wspomnienia taneczne,
  • zumba z Jadwigą Schwebs-Kostkiwicz.
Miało to miejsce, niestety, 20 lat temu. Byłem wtedy włodarzem miasta i gminy Głuszyca, kiedy pojawiła się na naszym firmamencie kultury młoda baletnica z Wrocławskiej Opery, Jadwiga Kostkiewicz. Oczywiście krajanka z Głuszycy. Jadwiga zgromadziła kilkanaście dziewcząt w ramach Centrum Kultury, poprowadziła zajęcia taneczne i stworzyła zespół, którego nigdy nie zapomnę To były wspaniałe jak na owe czasy, wzruszające występy u nas z okazji różnych uroczystości, ale także w regionie wałbrzyskim, a nawet poza granicami kraju. Mam nadzieję, że się znajdą i pojawią na tym spotkaniu ówczesne tancerki, uczennice Jadwigi Koskiewicz – Szwebs.

To pięknie, że Jadwiga znów  u nas zabłyszczy jak meteor z tamtych lat i jestem pewien, że zachwyci i wzruszy. Z całym przekonaniem namawiam – skorzystajcie z okazji spotkania z naszą znakomitą Głuszyczanką, a także  ze sztuką baletową na wysokim poziomie.

Dyrektor CK w Głuszycy promuje nowoczesność
 
A teraz chcę na koniec oczarować moich Czytelników jeszcze jedną wiadomością z obszarów świata bajki i fantazji. Może to nie jest wydarzenie na skalę światową, ale kto wie. Doświadczenia z nieodkrytym dotąd „złotym pociągiem” w wałbrzyskim, zakonspirowanym tunelu kolejowym wskazują, że wszystko jest możliwe. To co się stało w Głuszycy wskazuje, że w niedługim czasie będziemy mieli drugą, równą Osówce atrakcję turystyczną, a odpowiednia promocja medialna może spowodować, że przybędą tu rzesze turystów nie tylko z Polski, ale i ze świata.

Swego czasu w moim blogu pisałem o tym, że pojawiła się w Głuszycy nowa firma, stwarzająca duże nadzieje na przyszłość:

„Ponad 500 wystawców z ponad 20 krajów zaprezentowało swoje produkty na Targach Samochodowych Essen Motorshow w Niemczech. Jako jedyna z Polski swoje samochody zaprezentowała firma Suhorovsky Design z Głuszycy. Uwagę przyciągał piękny mercedes SL i ... Lamborghini.Targi w Essen to największe święto tuningu w Europie. Przez 9 dni prezentowana jest tu motoryzacja z mocnym akcentem na prawdziwy tuning. Messe Essen liczy 18 hal oraz Galerię. W tym roku na powierzchni 100 tysięcy metrów kwadratowych pokazało swoje produkty 500 wystawców z ponad 20 różnych krajów. Nie zabrakło polskiego akcentu, jako jedyna z Polski swoje samochody zaprezentowała firma Suhorovsky Design z Głuszycy.
 
Czytam tego newsa i oczom nie wierzę. W moim mieście na ten temat było dotąd cicho sza. O rozwijającej się firmie motoryzacyjnej wie niewiele osób. W minionej kadencji na miejskiej stronie internetowej mogliśmy czytać o setkach wydarzeń miejskich i oglądać uśmiechniętą panią burmistrz w różnych pozach, ale nikt nie wspomniał o tym, że w pomieszczeniach po dawnej firmie odzieżowej w pobliżu dworca PKP przy ul. Kolejowej 48 pojawiła się firma, która może wyznaczyć właściwy kierunek rozwoju miasta. Taką firmę należy pielęgnować , wynosić na piedestał . To samo powinniśmy robić z wieloma może mniej głośnymi w kraju i na świecie, ale ważnymi dla miasta osobami i firmami. Naprawdę, mamy się czym pochwalić, mamy z kogo brać przykład”.

O tym właśnie pisałem rok temu w poście pt. Głuszyca – bliżej Europy. A dziś? Proszę bardzo trzymać się mocno, aby nie spaść z krzesła: dziś znajduję na facebooku rewelacyjną wiadomość: Firma Suchorowski Desing w Głuszycy skonstruowała replikę „złotego pociągu” i zmierza go wystawić do zwiedzania jako eksponat muzealny. Aby nie czarować więcej słowem zamieszczam obrazki:

 



Oto co na ten temat mówi sam konstruktor składu Sławomir Suchorowski:

- Docelowo chcemy złożyć cały pociąg, będzie to wierna rekonstrukcja oryginału w skali 1:1. Pomysł wziął się stąd, że znajdujemy się niedaleko Zamku Książ czy Riese i chcemy nasz były zakład zbrojeniowy z czasów wojny zachować i uatrakcyjnić turystycznie. Będziemy także budować repliki ciężarówek i samolotów, które również zostaną udostępnione turystom.  Pociąg jest konstruowany głównie ze stali, koła są starych pociągów, wszystkie płyty są stalowe, a pancerz został stworzony z laminatu. Wszystko będzie prezentowane właśnie w tej przerobionej hali, połączonej z tunelem, co będzie sprawiało wrażenie, że pociąg wjechał tutaj do załadunku. Będzie też tutaj skarbiec, zbrojownia i wyprodukowane przez nas sztabki złota. W magazynie będą prezentowane repliki broni. Pierwszy etap, czyli replika pociągu i udostępnienie największej hali chcemy skończyć jeszcze w tym roku. W przyszłym roku planujemy zewnętrzną infrastrukturę, budowę restauracji i budowę pozostałych eksponatów, takich jak samoloty. Chcemy też zrobić replikę w skali 1:1 czołgu Tygrys na stalowym podwoziu. Jego pancerz będzie odlany z laminatu. 

Replika pociągu będzie jeszcze w tym roku prezentowana w hali byłych zakładów zbrojeniowych we wsi Grzmiąca.

Będą grzmieć o Głuszycy wszystkie dzwony na świecie, bo w niej spełni się wreszcie zapowiedź odnalezienia „złotego pociągu”.

Wiem, że to wszystko co opowiadam jeszcze parę lat temu byłoby uznane za rojenia fantasty. Gdyby wówczas ktoś przewidział, że przy drodze do Łomnicy pojawi się nowoczesny, cieszący oko i jak mówi coraz więcej smakoszy, także podniebienie „Gościniec Sudecki”, to uznano by to za żart. A dziś mamy restaurację z prawdziwego zdarzenia i to nie jedną, bo mamy też drugą przy drodze do Jedliny-Zdroju - „Starą Piekarnię”. A w Sierpnicy Andrzej Indrian buduje okazały, cudownie położony nad stawami Pensjonat.

Ale to co realizuje Sławomir Suchorowski w Grzmiącej, to rzecz w naszej uśpionej dotąd gminie zupełnie rewelacyjna.

Sam się temu dziwię, bo jestem niedowiarkiem. Jednak po przejmujących fotosach, jakie pojawiły się w mediach, po artykułach prasowych i audycjach telewizyjnych okazuje się, że żyję już w innym świecie. W świecie, gdzie najśmielsze marzenia mogą łatwo przemienić się w rzeczywistość.

I jeszcze jeden przykład z facebooku. Burmistrz Głuszycy Roman Głód zamieszcza interesującą fotkę z Osówki, a pod nią wiadomość:



Dzięki uprzejmości Polskiej Komisji Filmowej w dniu dzisiejszym mieliśmy przyjemność przyjąć niesamowitych gości. Jesteśmy zaszczyceni, ze grupa najlepszych dyrektorów ds. lokacji filmowych z USA zechciała zobaczyć podziemia Osówki.

 Zaczynam się bać byśmy od tych sukcesów nie dostali zawrotów głowy…