Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

czwartek, 14 lipca 2011

Uczeń prześcignął mistrza !



 Dziś będzie o fascynacji książką, choć to za mało powiedziane, fascynacji twórczością w ogóle znakomitego pisarza-podróżnika, ale przede wszystkim człowieka o ogromnej wiedzy i talencie, tytana pracy dziennikarskiej i pisarskiej. Będzie też o fascynacji światem, który odsłania przed naszymi oczyma mój literacki idol, wskazując na jego niezwykłość, złożoność i oryginalność. Zanim zdradzę o jaką książkę chodzi i jakiego autora, maleńki wstęp.
Pisałem o tym, że od wejścia do Unii Europejskiej świat się u nas kręci znacznie szybciej niż pozwala na to ruch obrotowy wokół słońca i wokół własnej osi. Ale są takie miejsca na świecie,  gdzie wydawałoby się kula ziemska utknęła w miejscu. Nie będę wspominał o bliskim sąsiedzie – Białorusi. Tam czas się zatrzymał chyba tylko po to, by nie trzeba było straszyć ludzi komunizmem na podstawie li tylko podręczników historii, bo można się o tym przekonać naocznie. Konterfekt Łukaszenki może budzić grozę. Trudno pojąć, jak ten były przewodniczący sowchozu może dzierżyć dyktatorską władzę przez tyle lat w cywilizowanej Europie, mając pod bokiem nie tylko takich sąsiadów, jak Polska i Litwa, obecnie kraje Unii Europejskiej, ale także imperialną Rosję i Ukrainę, które przynajmniej zachowują pozory demokracji.
Niestety, takich reżimów jak na Białorusi było i jest na świecie więcej. Odizolowana od świata despotyczna Korea Północna stała się najokrutniejszym i niewyobrażalnym więzieniem  umierającego z głodu społeczeństwa.
Ale dzisiaj chcę zainteresować moich Czytelników mniej znanym przykładem reżimu komunistycznego. który trwał nieprzerwanie 15 lat w byłej republice ZSRR, Turkiestanie. Czynię to pod przemożnym wpływem książki znakomitego Ryszarda Kapuścińskiego, „Imperium”, książki która stanowi moją niekończącą się inspirację.
Zacznijmy od paru słów o jednym z mniej u nas znanych krajów zakaspijskich w Azji Środkowej. Nosi on nazwę  -  Turkmenistan (dawniej Turkiestan, jeszcze inaczej nazywany po prostu Turkmenia)). Rozciąga się na północ od gór Kopet-Dag pomiędzy Morzem Kaspijskim a rzeką Amu-Darią. 90% powierzchni jest niezamieszkała , zajmuje ją pustynia Kara-kum. Połowa ludności żyje z rolnictwa, pola są nawadniane wodą z Amu-darii, uprawia się głównie bawełnę, a także zboża, ziemniaki . Produktem eksportowym, z którego słynie ten kraj na całym świecie są turkmeńskie dywany.
Aszchabad to dawna stolica Turkiestanu. W 1948 roku w wyniku trzęsienia ziemi w ciągu 15 sekund rozsypało się całe miasto. W kataklizmie zginęło ponad 160 tysięcy osób. Zachował się tylko nienaruszony pomnik wodza rewolucji rosyjskiej  -  Włodzimierza Iljicza Lenina
 W miejsce Aszchabadu wzniesiono nowe miasto  -  Aszgabat. Od 1985 do 2006 roku sprawował w nim władzę dyktatorską nieodrodny  „spadkobierca”  Iljicza  -  Saparmyrat Nijazow, były sekretarz KPZR w tej republice. Wprowadził w kraju system jednopartyjny. W 1991 roku skutkiem rozpadu ZSRR Turkmenistan uzyskał niepodległość. W grudniu 1999 roku Nijazow został ogłoszony przez parlament dożywotnim prezydentem i był nim do swojej śmierci w 2006 roku.
 Jego nieśmiertelne dzieło, „Rahnama” czyli Księga Ducha, jest w Turkiestanie lekturą obowiązującą, podobnie jak w krajach stalinowskich „Kapitał” Karola Marksa lub „Historia WKPb”. Znajomość złotych myśli Nijazowa jest koniecznością nawet na egzaminie prawa jazdy.
Prawie pięciomilionowy naród już w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku stał się zakładnikiem satrapy i jego rodziny. Nijazow chytrze wykorzystał moment rozpadu ZSRR i wygrał wybory prezydenckie. Od tego czasu był niepodzielnym władcą ziemi, jej wszystkich bogactw a także materialnych dóbr wytworzonych przez lud na przestrzeni dziejów. Decydował o dniu powszednim i świętach mieszkańców kraju, ustalał normę pudru do kosmetyki lic, długość męskich włosów, określał gatunek muzyki w mediach a także ilość kotów i psów na jedną rodzinę. Zaproponował likwidację opery, baletu i określił preferencje żywieniowe. Zalecał także wymianę złotych zębów na białe i eksponowanie naturalnej cery Turkmenów, która jego zdaniem powinna mieć barwę pszenicy.
Mimo, że w całej poradzieckiej Azji Centralnej panowały autorytarne rządy, to Turkmenia prześcignęła sąsiadów w precyzji działania aparatu wszechstronnej kontroli społeczeństwa. Zdaje się nawet, że większą demokrację prezentowali władcy Królestwa Partów, jakie istniało na tych ziemiach ponad dwa tysiące lat temu. Po rzekomym zamachu stanu w dniu 25 listopada 2002 r. aresztowano tysiące podejrzanych spiskowców i członków ich rodzin. Podobnie jak w czasach stalinowskich  spreparowano fikcję zamachu w celu rozprawienia się z  opozycją polityczną. Nijazow później ogłosił, że kamery mają być umieszczone na wszystkich głównych ulic i miejscach w Turkmenistanie, widoczne w obawie przed kolejnymi próbami.
21 grudnia  2006 roku wszystkie media Turkmenistanu ogłosiły, że Wilki Syn Narodu, Saparmyrat Njiazow zmarł nagle na atak serca. Został on pochowany w grobie przygotowanym już wcześniej w rodzinnej wsi Gypjak, około 7 km na zachód od Aszchabadu, w odpowiednim mauzoleum. Zanim przeniesiono go do tej miejscowości, jego ciało leżało w otwartej trumnie w pałacu prezydenckim w Aszgabacie.
Zwykli obywatele  wylewali morze łez, gdy szli za trumną, choć zachodnie media głosiły, ze byli do tego zmuszeni.

Czytam wydawałoby się absurdalne historie z tajemniczej dla nas, egzotycznej Turkmenii i zadaję sobie pytanie, skąd my to znamy. Przecież nie jest to fantasmagoria. Ta maskarada wolności i demokracji trwa w wielu miejscach na świecie. Dzięki wspaniałemu podróżnikowi Ryszardowi Kapuścińskiemu, dowiedzieliśmy się o dalekiej Turkmenii, która stała się nam bliższa. Jak niewiele potrzeba, by jeden reżim polityczny, zastąpić drugim, a ideę wolności i demokracji zamienić w ich parodię.
Myślę, że ten wątek zasługuje na kontynuację. „Imperium” Kapuścińskiego, to niewyczerpane źródło do refleksji nad światem i jego dziwnością.

środa, 13 lipca 2011

Stary Nowy Dwór





Wałbrzyszanie nie mogą narzekać na brak miejsc historycznych, które  krzepią naszego ducha narodowego. Wydaje się to tym dziwniejsze, że Wałbrzych uchodził za miasto zniemczone znacznie bardziej niż Wrocław lub Świdnica. Tymczasem i w samym Wałbrzychu, i w  najbliższych okolicach,  mamy liczne zabytki polskości.
Należą do nich m. in. ruiny zamku Nowy Dwór w starej dzielnicy Wałbrzycha – Podgórze, na  stożkowatym wzniesieniu o wysokości 618 m. np.m., zwanym Zamkowa Góra. Zamek składał się z XIV-wiecznego zamku głównego, murów obronnych, i wolno stojącej wieży. Nieco niżej mieściły się stajnie, zabudowania gospodarcze i  pomieszczenia dla załogi. Wieża była usytuowana na zewnątrz murów. Od strony zachodniej najłatwiej dostępnej otoczono mury wykutą w skale suchą fosą, oddzielającą zamek od zabudowań gospodarczych.
Powstanie zamku Nowy Dwór nie zostało do końca zbadane. W przewodnikach turystycznych mowa jest o tym, że mógł on powstawać w tym samym czasie co Rogowiec i Radosno, miał też to samo przeznaczenie. Na pewno jest budowlą z czasów Piastów Śląskich, a pierwszy zapis źródłowy o zamku  pochodzi z roku 1364. Był on wówczas własnością księżniczki Agnieszki, wdowy po Bolku II Małym. W XV wieku został znacznie rozbudowany i wtedy nazwano go Nowym Dworem. W 1434 roku zamek stał się własnością słynnej, czeskiej rodziny Czetrytzów, która władała nim z małymi przerwami do końca XVII wieku. Zamek nie został zdobyty w czasie wojen husyckich, ani też w wojnie Władysława Jagiellończyka z węgierskim królem Maciejem Korwinem. Dopiero wojna trzydziestoletnia w XVII wieku położyła kres jego świetności. Od tej pory popadał w ruinę. Stało się to jednak znacznie później, niż  katastrofa zamków Rogowiec lub Radosno.
Do czasów dzisiejszych zachowały się fragmenty gotyckiego zamku górnego z portalem i dwoma  renesansowymi bastejami, fundamenty budynków mieszkalnych, resztki murów obronnych i wieży.
Ruiny zamku stanowią od lat dla Wałbrzyszan miejsce romantycznych spacerów, a dla dzieci i młodzieży – wycieczek szkolnych. Duże wrażenie robi rozległy XVI-wieczny dziedziniec długości 50 m. , porosły obecnie rzadkim lasem bukowym. Z miejsc odkrytych roztacza się widok na wierzchołki najbliższych szczytów Gór Wałbrzyskich i położoną w dole panoramę miasta.

wtorek, 12 lipca 2011

Świątynia sztuki w Bobrowie



Organizatorzy warsztatów w  muzeum domowym pp. Krakowskich w Legnicy przygotowali niespodziankę. Był nią wyjazd do Bobrowa, niedaleko od Legnicy oddalonej wsi. Legnickie może zachwycić położonymi na równinnych terenach, otoczonych lasami lub przynajmniej bujnymi kępami drzew i krzewów, uroczymi wsiami. Podążają one coraz szybciej ścieżkami nowoczesności. W każdej z nich można znaleźć nowo zbudowane domy tonące w kwiatach i ozdobnych krzewach, prawdziwe oazy ciszy, zadumy, komfortu.
 Do takiego miejsca podziwu i swobodnej kontemplacji nad pomysłowością odbudowy wolno stojącego parterowego domku państwa Aszurkiewiczów, zostaliśmy zaproszeni z innego powodu. Otóż gospodarze domku okazali się mecenasami sztuki. Od pewnego czasu urządzają w specjalnym saloniku ciągnącym się wzdłuż całego budynku, a także na jego zewnętrznej ścianie galerie obrazów legnickich artystów malarzy, zawodowców i amatorów. Jest to szczególny rodzaj działalności kulturalnej, bo dzieje się w maleńkiej wioszczynie, w autentycznym plenerze, w otoczeniu zieleni drzew owocowych, iglaków i bujnej trawy. Ozdobą ogrodu jest bogato zdobiona altana oraz porozstawiane tu i ówdzie drewniane rzeźby figuralne miejscowego artysty-rzeźbiarza. Tym razem mieliśmy okazję podziwiać grafikę przyjaciela gospodarza domu,. Jana Hieronima Bocheńskiego. Znalazły się też na wystawie symboliczne obrazy H. J. Bacy . W ten sposób mogliśmy poznać dzieła dwóch liczących się legnickich twórców. Ale myślą przewodnią tej wycieczki było też pokazanie rozmaitości pomysłów wokół idei muzeów domowych. Uczynienie z domku na wsi (bo gospodarze są inżynierami związanymi z legnicką miedzią) miniaturowej „świątyni sztuki”, to pomysł godny podziwu i naśladowania. Przypomina on nieco znaną z literatury i związaną z „Weselem” Wyspiańskiego bronowicką chatę, ale nie ma nic wspólnego z  młodopolskim chłopomaństwem inteligentów z Krakowa. To co robi Ryszard Aszurkiewicz wraz z żoną, to autentyczna próba rozbudzenia potrzeby obcowania z kulturą w środowiskach inteligencji technicznej dużego miasta, jakim jest Legnica. A każda wycieczka poza miasto, to tylko dodatkowa atrakcja, zwłaszcza, gdy bezpośredni kontakt z kulturą ma miejsce w takiej „świątyni sztuki i natury” jak domek Aszurkiewiczów w Bobrowie.
Dlaczego o tym wszystkim piszę. Otóż dlatego, że śnią mi się takie muzea domowe w naszym regionie wałbrzyskim, a wiem że są u nas, podobni do Jerzego Rudnickiego entuzjaści,  są też warunki do ich tworzenia. Potrzebna jest iskra, która rozpali ogień. Może właśnie ten post na moim blogu okaże się taką iskrą bożą. Może.  Ach, ja marzę …!

P.S. Niestety, nie mam zdjęć z Bobrowa, mój post ozdobiłem fotkami z moich okolic, też urzekających urodą. .

poniedziałek, 11 lipca 2011

Muzeum domowe


 Na początek potrzebny jest pomysł. Od pomysłu  -  do przemysłu, mówi znane porzekadło. Jeśli obejrzymy się wokół siebie, zbadamy swoje możliwości i nabierzemy przekonania, że to jest to, co chcemy robić i co chcemy osiągnąć, to oznacza, że zrobiliśmy pierwszy krok. A dalej potrzebna jest odrobina pasji kolekcjonerskiej, choć niektórzy mówią, że ona rodzi się i rozwija z biegiem czasu. Nie może to być „słomiany ogień”, ale długotrwałe, konsekwentne działanie, z wykorzystaniem telefonu, internetu i innych mediów. No i potrzebne są odpowiednie warunki domowe, osobny salonik, poddasze, pakamera. Istotą muzeum jest ekspozycja, trzeba mieć miejsce na jej usytuowanie.
W muzeum domowym zbieramy dobra kultury, różnego rodzaju pamiątki. Nie muszą to być zabytki. One stanowią bogactwo prawdziwych muzeów lub skansenów. W naszym muzeum domowym gromadzimy eksponaty, które chcemy uratować przed zniszczeniem, zachować na pamiątkę i umożliwić ich obejrzenie nowym pokoleniom.
Idea muzeów domowych nie jest nowa. Znana jest w Polsce z czasów międzywojennych. Po wojnie w Polsce Ludowej nie była w sposób szczególny pielęgnowana i popularyzowana. Ruch w tej dziedzinie kultury ma miejsce w ostatnich latach. Na Dolnym Śląsku znalazł swoich promotorów w osobach dr Ryszarda Gładkiewicza z Uniwersytetu Wrocławskiego i Bronisława Kamińskiego, dyrektora Muzeum Kultury Ludowej w Kudowie Zdroju. Wokół nich gromadzą się właściciele muzeów domowych i kolekcjonerzy z Dolnego Śląska na zasadzie dobrowolności, a ich liczba z roku na rok rośnie. Swego rodzaju „grupa partnerska” spotyka się  trzy, cztery razy w roku na zajęciach warsztatowych w kolejnych muzeach domowych, których jest na D. Śląsku kilkanaście, a raz do roku odbywa się w Kudowie-Zdroju Forum Muzeów Domowych. W tym roku będzie to już IV Forum, a jego novum polega na tym, że będą w nim uczestniczyć goście z Czech, Słowacji i Ukrainy.
O muzeum domowym Jerzego Rudnickiego w Łomnicy napisałem obszernie w jednym z majowych postów. Dziś parę słów zachęty dla potencjalnych założycieli domowego muzeum pod wpływem najświeższych wrażeń z warsztatów, które miały miejsce w Legnicy w nowo otwartym muzeum pana Edwarda Krakowskiego, właściciela firmy „Krakmet” przy ul. Poznańskiej 29K.
To swoiste muzeum, do jakich zakładania gorąco zachęcam. Jest to muzeum związane jak najściślej z tradycjami rodzinnymi. Rodzina Krakowskich ma się czym szczycić. Wywodzący się z Lwowskiego, nieżyjący już senior rodu, Piotr Krakowski, zdobył sławę i uznanie w Polsce międzywojennej jako niezwykle pracowity i wszechstronnie utalentowany rzemieślnik, wynalazca. Tę pasję odziedziczył po nim gospodarz warsztatów, inż.  Edward Krakowski. W Legnicy jest szanowanym i cenionym biznesmenem, a ścianę jednego z pomieszczeń biurowych zdobi znaczna ilość różnego rodzaju dyplomów, listów gratulacyjnych z tytułem honorowego obywatela Legnicy na czele. Z pomocą żony, też inżynier i trzech córek (wszystkie po wyższych studiach) zdecydowali się urządzić muzeum, którego eksponaty stanowią pamiątki rodzinne z czasów przedwojennych (narzędzia, urządzenia, maszyny,  naczynia, albumy, stare książki, fotografie, detale małej architektury). Dodatkowo w zbiorach muzeum znalazły się obrazy zaprzyjaźnionego z rodziną Krakowskich, legnickiego artysty- malarza, Henryka Jana Bacy.
Myślę, że jest to rzecz bezcenna, kultywowanie tradycji rodzinnych, odnoszenie się z szacunkiem i sentymentem do pamiątek ogniska domowego, gromadzenie tego wszystkiego, co wiąże się z dobrymi wspomnieniami z przeszłości. Ileż rodzin czyni to w skrytości, przechowuje w zakamarkach swego domu, na strychach lub w piwnicach. A tu przecież nie o to chodzi, aby trzymać to wszystko dla siebie, spróbujmy pokazać to innym. Tylko w ten sposób możemy wzajemnie się wzbogacać i wychowywać w duchu patriotyzmu „małych ojczyzn”.
Ponieważ pozostał mi jeszcze jeden ciekawy wątek z wycieczki do Legnicy, powrócę do niego w następnym poście.

niedziela, 10 lipca 2011

Smutne ruiny zamku Radosno


 Ruin zamku Radosno na wysokim, urwistym wzgórzu (928 m np.m.) nad doliną rzeczki Sokołowiec nie jest wcale tak łatwo odnaleźć. Wprawdzie znajdują się przy żółtym szlaku turystycznym wiodącym szerokim duktem leśnym ze schroniska „Andrzejówka” do słynnego ongiś Sokołowska w gminie Mieroszów, to jednak zasłoniła je dobrze  gęstwina leśna, tak że trudno je dostrzec. Wejście pod górę, zwłaszcza na końcowym odcinku, to dobra wspinaczka, ale warto się poświęcić, bo to co przetrwało jeszcze do dziś, a co możemy sobie dobudować oczyma wyobraźni, robi wrażenie nawet na osobach odpornych na sensacje.
Najważniejszym elementem budowli była wieża, wolno stojąca, cylindryczna, o średnicy 7,2 m. usytuowana w obrębie kamiennych umocnień, której dolna część zachowała się do czasów obecnych.  Mury obronne otaczały dziedziniec czworoboczny o powierzchni ok. 630 m2, wewnątrz którego umieszczono kamienne budynki mieszkalne.
Wjazd do zamku był niemożliwy, bowiem droga prowadziła wyłącznie pod wieżę, której brama znajdowała się na wysokości 4 metry nad drogą. Wchodziło się do niej tylko po drabinie lub drewnianych schodach. Był więc to zamek trudny do zdobycia.
Wybudował go tak samo jak Rogowiec w drugiej połowie XIII wieku, książę świdnicko-jaworski, Bolko I Surowy. Jego następcy, Książe Bernard i Boloko II Mały dbali o stan techniczny i wyposażenie budowli, bo przecież pełniła ona ważną rolę  w systemie obronnym granic ówczesnego księstwa.

W 1355 roku przeszedł w ręce króla czeskiego, a następnie cesarza Karola IV, męża księżnej jaworskiej, Anny, bratanicy Bolka II Małego. Później zmieniali się właściciele zamku jak w kalejdoskopie. Warto zwrócić uwagę, że przez kilka lat był nawet własnością słynnego biskupa wrocławskiego Przecława z Pogorzeli, pochodzącego z możnego śląskiego rodu. Nie wiadomo, czy biskup  w ogóle w niej bywał, natomiast wiadomo że interesowały go bardziej dochody z podatków okolicznych dóbr przynależnych do zamku.
Jak w przypadku innych zamków, także i  zamek Radosno stał się w XV wieku siedliskiem rycerzy-rabusiów, w tym słynnej rodziny von Schellendorf, która zawładnęła także Rogowcem i Książem.
Zburzono zatem gniazdo rozbójników pod koniec XV wieku, w tym samym czasie co Rogowiec i podczas tej samej wyprawy starosty wrocławskiego Jerzego von Steina z rozkazu i przy pomocy króla węgierskiego i czeskiego’ Macieja Korwina.
Jak się okazuje losy zamku nie były tak radosne jak jego nazwa. Wnikliwego turystę lub wycieczkowicza zdumiewać może fakt, ze mimo upływu tak znacznego czasu, akurat dobrych 500 lat, szczątki obronnych murów i kawał wysokiej wieży trzymają się mocno, nie poddają się klęskom żywiołowym – wichurom i deszczom, skutkiem czego możemy podziwiać relikty przeszłości, szczycąc się tym, że jest to materialny ślad panowania na tych ziemiach naszych protoplastów.

sobota, 9 lipca 2011

Niebosiężny Rogowiec, cz. II


Rogowiec jest jednym z wierzchołków dłuższego pasma Gór Suchych zaczynającego się tuż nad kamieniołomem w Rybnicy i Przełęczą Trzech Dolin (799 m.) trzema kulminacjami Klina (839, 866, 891 m.), a potem ciągnącymi się kolejno w kierunku północno-wschodnim szczytami: Turzyną (895 m.) Jeleńcem (902 m.) i Jeleńcem Małym (770 m.). Ze szczytu Rogowca rozpościera się znakomity widok na dużą część Sudetów i Przedgórza Sudeckiego, a w dole na rozległą dolinę Rybnej, którędy prowadził w średniowieczu trakt handlowy do Czech, zwany Hoch Strasse (Wysoka Droga).
Z niewielkiej ruiny jaka się zachowała do dziś na Rogowcu można sądzić, że była to budowla z łamanego kamienia na planie wydłużonego trapezu w kierunku wschód-zachód. Wewnątrz murów obronnych w południowo-zachodnim narożniku usytuowano budynek mieszkalny. W części wsch. wzniesiono okrągłą wieżę, o średnicy 10 m., bezpośrednio wiążąc ją z murami, co stanowi ewenement na Śląsku, bowiem wieże były to na ogół budowle wolno stojące. Ogólna powierzchnia warowni, około 700 m2, sytuuje ją jako budowlę niezbyt okazałą.
Dzieje zamku nie są dobrze udokumentowane, zwłaszcza co do czasu trwania i kosztów budowy. Można się spodziewać, że nie było rzeczą łatwą zbudować mury obronne, wznieść budynek mieszkalny i wieżę, mając na uwadze niezbyt jeszcze rozwiniętą technikę budowlaną i trudności z dostarczeniem na trudno dostępną górę materiałów. Nie wiemy też kto bezpośrednio zawiadywał warownią w czasie jej budowy W „Słowniku geografii turystycznej Sudetów” pod redakcją Marka Staffy czytamy, że w latach 1292-1299, a więc jeszcze w czasach Bolka I Surowego, burgrabią był tu rycerz Reinczko Schoff, ze sławnego później śląskiego rodu Schaffgotschów. Był to wówczas jeden z ważniejszych zamków w księstwie świdnickim. Trudno się dziwić, że właśnie tu w 1317 roku schronił się przed swoim bratem wspomniany książę legnicki Władysław, skąd organizował łupieżcze wyprawy. Najlepszy okres rozbudowy miał miejsce w latach 1361-1374, kiedy burgrabią był Nicolaus de Bolcze, sędzia i ochmistrz dworski, reprezentujący ogromnie zasłużonego dla  księstwa świdnicko-jaworskiego Bolka II Małego. Tenże książę, ostatni suwerenny Piast śląski, zmarł bezpotomnie w roku 1368. Pochowano go, jak już wspomniałem, w klasztorze krzeszowskim, gdzie znajdowały się grobowce prawie wszystkich książąt świdnickich. Jeszcze przez kilkadziesiąt lat, do roku 1392, władzę w księstwie sprawowała  jego żona Agnieszka. Z jej śmiercią zamek wraz z całym księstwem stał się własnością korony czeskiej, skutkiem czego utracił znaczenie strategiczne. Przekazywany był różnym rodom rycerskim, stając się często siedzibą rycerzy-rabusiów. W okresie wojen husyckich w 1428 roku został opanowany i częściowo zniszczony przez husytów, a następnie stał się miejscem wypadowym rozbójników. Z wieży zamkowej mieli oni doskonały widok na drogę. Gdy dostrzegli wędrujące tabory kupieckie zjeżdżali konno z Rogowca i atakowali przejezdnych. Taki proceder prowadzili przez lata bracia Wenzel i Hans Schellendorfowie. Opanowali oni całą okolicę, stali się też właścicielami zamku Radosno. Dali się tak we znaki okolicznej ludności i przejeżdżającym karawanom kupieckim, aż interweniować musiał sam król węgierski i czeski Maciej Korwin, który zobowiązał starostę Jerzego von Steina do zrobienia porządku. Wojska królewskie dowodzone przez starostę zdobyły oba zamki i zamieniły je w gruzy, by zapobiec w przyszłości wykorzystywaniu ich do grabieży. Stało się to w roku 1497 i od tego momentu zamek Rogowiec opustoszał, popadając w coraz to większą ruinę. Do naszych czasów zachowały się fragmenty dwumetrowej grubości murów obwodowych i resztki obronnej wieży.
Ruiny już w XIX w. cieszyły się zainteresowaniem niemieckich turystów. Przyciągała ich niezwykłość położenia tej trudnej do zdobycia warowni i wspaniała panorama ze szczytu, zarówno na jedną jak i drugą stronę Rogowca. Od strony wschodnio-południowej rozpościera się rozległy widok na Obniżenie Górnej Bystrzycy z Głuszycą i Góry Sowie z masywami Włodarza i Wielkiej Sowy. Tutaj wierni z Parafii Chrystusa Króla w Głuszycy w latach 90-tych osadzili masywny biały krzyż drewniany, widoczny przy dobrej pogodzie z wielu miejsc w Głuszycy. W latach 1988 i 1992 podjęte zostały badania archeologiczne ruin przez studentów Uniwersytetu Wrocławskiego, które wykazały m.in. że warownia była większa niż dotychczas sądzono. Badania te są z pewnymi przerwami kontynuowane.
Rogowiec dla Głuszycy winien stać się miejscem tak symbolicznym jak Giewont dla Zakopanego. Niestety, wciąż mało się robi dla promocji tej bezcennej atrakcji turystycznej. Warto byłoby zacząć od rzucającego się w oczy oznakowania turystycznego szlaków na Rogowiec z Grzmiącej i Rybnicy Małej. Gdyby Głuszyca mogła umieścić na Rogowcu jakiś z daleka widoczny maszt, a na nim planszę promocyjną czytelną dla przejeżdżających drogą z Rybnicy do Głuszycy, wskazującą że tu właśnie jest Rogowiec, atrakcja turystyczna gminy, byłby to krok milowy do wzbudzenia zainteresowania tym miejscem, a także historią tego regionu.

piątek, 8 lipca 2011

Niebosiężny Rogowiec, część I


Od czasu do czasu bywam na Rogowcu. Codziennie widzę go z okien domu, każdego dnia inaczej, raz bliżej, raz dalej, raz wyraziściej, raz  mgliściej. Z Głuszycy nie wydaje się tak strzelisty i tak groźny jak z drogi do Rybnicy Leśnej, gdzie sterczący wierzchołek na skraju urwiska stwarza wrażenie niebosiężnej góry i trudno uwierzyć, że tu właśnie w średniowieczu było gniazdo wojowników strzegących książęcych rubieży przed wrogiem. Będąc na Rogowcu patrzę na resztki omszałych murów dawnej warowni obronnej i zastanawiam się, jak tu można było żyć, czym się zajmowano, co robiono poza obserwacją drogi wiodącej do granicy księstwa. Z czego żyli zamknięci w swej twierdzy rycerze-rabusie, napadający od czasu do czasu na przejeżdżające w dole tabory kupieckie lub napastujący okolicznych mieszkańców, zwłaszcza gdy przyszła śnieżna i mroźna zima. Co czynił w tym zamku wypędzony z Legnicy w 1312 roku przez swego brata Bolesława III Rozrzutnego książę Władysław, kiedy wracał z wypraw łupieżczych, mszcząc się za doznane krzywdy?
To przykre, że z tych czasów zachowało się tak mało dokumentów, źródeł materialnych lub pisanych, że wiemy o nich tak niewiele. Pozostaje nam pobudzać do działania imaginację i snuć rozważania o dawnych czasach. Ale zanim to nastąpi spróbujmy zebrać garść wiadomości, które udało się dotąd zgromadzić.
Niewielka, historyczna wieś, Krzeszów, u stóp Gór Kruczych, pod Kamienną Górą, zasłynęła w całej Polsce z Sanktuarium Matki Boskiej Łaskawej. Zespół pocysterski w Krzeszowie jest perłą architektury barokowej na Dolnym Śląsku, miejscem pielgrzymek i wycieczek turystycznych, a także siedzibą ojców cystersów i sióstr benedyktynek i elżbietanek. W najważniejszym krzeszowskim obiekcie sakralnym, Bazylice Wniebowzięcia NMP, dobudowane zostały dwie kaplice przykryte kopułami, przypominającymi Kaplicę Zygmuntowską na Wawelu. To właśnie tu znajduje się bezcenne Mauzoleum książąt świdnicko-jaworskich, m.in. Bolka I Surowego i Bolka II Małego, wywodzących się bezpośrednio z rodu Piastów. Zarządzali oni w XIII i XIV w. zamkiem na Rogowcu, podobnie jak i zamkami: Nowy Dwór pod Wałbrzychem, Grodno w Zagórzu Śląskim i Radosno przy drodze z  Przełęczy Trzech Dolin obok „Andrzejówki” do Sokołowska. Budowle zostały zapoczątkowane jeszcze wcześniej w XII wieku przez innego Piastowicza, księcia wrocławskiego, Bolka I Wysokiego. Kontynuowali to dzieło książęta świdniccy, Bolko I, Bernard i Bolko II. Nie znamy dokładnej daty budowy zamku na Rogowcu. Wiemy, że zamki spełniały ważną rolę w obronie granic świeżo rodzących się w wyniku rozbicia dzielnicowego Śląska księstw – wrocławskiego, świdnickiego, a następnie świdnicko-jaworskiego. Wybór miejsca pod budowę warowni na Rogowcu zasługuje na uwagę. Stromy, stożkowaty i skalisty szczyt liczący 870 m. wyrasta nad doliną rzeki Rybnej jak niebosiężny posąg. Grzbiet porasta las świerkowo-bukowy. Z wierzchołka góry w dół rzeki rozpościera się przepaść, dotarcie stąd do zamku jest niemożliwe. Jedynie ścieżkami leśnymi od strony Andrzejówki, Grzmiącej lub Rybnicy Małej można się wspiąć na górę.
Widokówki przedwojenne wskazują na dobre zagospodarowanie turystyczne szlaków na Rogowiec.
Nieco więcej o historii zamku i roli jaką odgrywa w turystyce regionu wałbrzyskiego  - w kolejnym poście.