Blog to miejsce do podzielenia się na piśmie z innymi internautami moimi fascynacjami. Dotyczą one głównie regionu wałbrzyskiego, w którym przeżyłem już ponad pół wieku Będę o nim pisał, dzieląc się z Czytelnikami moimi refleksjami z przeczytanych książek i osobistych doświadczeń związanymi z poznawaniem jego historii i piękna krajobrazów.

środa, 19 listopada 2014

Epidemia wyborcza

w gąszczu


To nie jest bagatela, obok której można spokojnie przejść do porządku dziennego. To poważny syndrom choroby zakaźnej. Pojawiła się ona tego roku w niespotykanej dotąd skali. Przez parę tygodni w okresie kampanii wyborczej byliśmy atakowani drobnoustrojami chorobotwórczymi nie zdając sobie z tego sprawy. Infekcja dotknęła nieomal wszystkich. Jeśli nawet nie poszli na wybory, to nie znaczy że ochronili się przed zarazą. A nosi ona nazwę epidemia wyborcza.
Jakie są jej przejawy ? 

W niewielkich miastach i gminach, a więc tam gdzie ludzie na ogół się znają pojawiły się na murach przeogromne banery z uśmiechniętymi twarzami kandydatów do władz różnych szczebli. W ślad za tym na tablicach ogłoszeniowych mogliśmy obserwować prawdziwy ranking plakatów wyborczych. To był konkurs polegający na tym kto kogo przerośnie rozmiarami, kto kogo zasłoni. Obfitość plakatów była znaczna, bo kandydaci widocznie uznali, że tylko tym sposobem mogą pozyskać głosy wyborców. Były też bezpośrednie spotkania przedwyborcze w różnych częściach miasta lub gminy. Bardziej wytrawni kandydaci promowali się w internecie na facebooku, bądź też w lokalnych gazetach, radiu i telewizji. Oczywiście wyszli też na ulice, by zbliżyć się do ludu, dotarli do domów z kolorowymi folderami i gazetkami. Tam obok fotogenicznych portretów nieodzownym atrybutem był program wyborczy. Wiadomo, im lepszy program, tym większa szansa na pozyskanie głosów. 

Kandydaci reprezentujący partie mieli zdecydowaną przewagę, bo przecież wiadomo, kampania wyborcza słono kosztuje, ale partie sejmowe są finansowane z budżetu państwa, a więc z naszych podatków, a więc mają z czego się promować.

Okazuje się, że jeśli chodzi o wybory nie mamy żadnych ograniczeń. Nie liczą się koszty. Liczy się cel, a jest nim wygrana w wyborach, bo gwarantuje różnorakie korzyści.
Z badań marketingowych wynika, że w wyborach liczy się przede wszystkim reklama. To czy kandydat ma wiedzę, doświadczenie i gotowość do poświecenia się w pracy społecznej, to jest mniej ważne. Trzeba umieć się pokazać, wylansować swoją osobę, zdystansować innych. Wybory to jest gra, tak samo jak cała demokracja, w której decyduje większość, nawet wtedy gdy nie ma racji, gdy nie jest to zgodne ze zdrowym rozsądkiem.

W gąszczu plakatowym trudno było się doszukać oficjalnych list kandydatów. Wyborcy poznawali je dopiero w lokalu wyborczym. Tych list było sporo w różnych kolorach. Lista sejmikowa składała się z kilkunastu stron i kilkudziesięciu nazwisk. O wyborze decydował najczęściej przypadek.

A oto spektakularny przykład, jak demokratyczne media mogą robić człowiekowi wodę z mózgu. Mam na uwadze tzw. wieczór wyborczy w telewizji. Jeszcze dobrze nie zakończyły się wybory a już w kanałach telewizyjnych rozpoczęła się gra wyborcza. Wielka sportowa rozgrywka. Kto kogo położy na łopatki. Nie ma jeszcze oficjalnych wyników, a już się robi fetę. Triumfalne bicie w dzwony. Rzecz niebywała. Ośrodek Badawczy obwieścił zwycięstwo PiS-u. Roześmiana jak nigdy od ucha do ucha buzia Prezesa Jarosława. PiS prześcignął o 3 procent PO. A więc tyle ile wynosi dopuszczalny błąd w badaniach opinii publicznej. Ale ten błąd może być większy. Czy nie lepiej poczekać na oficjalne wyniki.
Gdzie się podział zdrowy rozsądek. Przecież wiadomo, że niewielka przewaga PiS-u w poszczególnych sejmikach wojewódzkich nie gwarantuje mu przejęcia władzy. Do tego potrzebny jest koalicjant, a nim nie może być ani PSL, ani SLD. Na domiar wszystkiego okazuje się, że w dużych miastach nie liczą się kandydaci PiS-u na prezydentów, tylko albo z PO, albo z komitetów obywatelskich. Nie ma więc z czego tak się cieszyć. A w ogóle to trzeba poczekać na oficjalne wyniki wyborów. Niestety, jak się okazuje czekać trzeba długo, bo zwiodły komputerowe serwery. Ale dla naszych mediów to jest mało ważne. Liczy się spektakl, gigantyczna gra wyborcza, studium telewizyjne zamienia się w kasyno, na telebimie obserwujemy wyniki wyborcze w różnych konfiguracjach, tylko że przypuszczalne, bo wciąż jeszcze nie ma oficjalnych. Komentują to wszystko tuzy naszej politycznej sceny. Jest elegancko, poważnie i świątecznie. To przecież najważniejsze wydarzenie w demokratycznym kraju, raz na cztery lata – wybory samorządowe.

Widz telewizyjny, to po prostu ciemna masa. Kupi wszystko co mu się wciśnie za pomocą obrazu i dźwięku. Podobnie jest z kampanią wyborczą. Liczy się efekciarstwo, a potem dziwimy się, że efekty zabawy w demokrację są takie, a nie inne.

Fot. Stasys Eidrigevicius


5 komentarzy:

  1. Ja bym tym komputerom za żaden grosz nie ufał. One się zawsze, co wiadomo nie od dziś, pomylą przy dodawaniu. Na szczęście nasze państwo jest zdrowe, silne i przede wszystkim istnieje nie tylko na papierze. Jestem dumny, że wybieram od lat właśnie tych ludzi i że płacę na nich podatki. Jestem coraz bardziej dumny z tego, że jestem patriotą i jestem Polakiem. Cieszę się, że kolejne pokolenie zaczyna tak samo pracować ku chwale naszej ojczyzny.

    Ile się trzeba przecież narobić, by było po staremu?

    P z W !

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie epidemia,to pandemia,gorsza od eboli!!Smród tego szamba czuć od Bałtyku po Tatry!!
    "www.youtube.com/watch?v=X354ooM54nU"
    "www.youtube.com/watch?v=kyS6R5DIUHU"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "naszeblogi.pl/50816-ruskie-serwery-system-pkw-bezradnosc-i-wspoludzial-opozycji"

      Demokracja jak Dąb Chrobry-płonie!
      "wpolityce.pl/polityka/222892-polska-demokracja-plonie-na-naszych-oczach-niczym-dab-
      chrobry-a-my-mamy-wierzyc-ze-nic-sie-nie-stalo"
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Skopiowałem jeden z komentarzy odnoszący sie do amoku wyborczego niektórych polityków z tego powodu, ze nie zadziałał sprawnie system komputerowy i nastąpiło tygodniowe opóźnienie ogłoszenia wynikow:
    Kiedy w końcu politycy i media zauważą, że te wybory różnią się całkowicie od wyborów prezydenckich czy parlamentarnych? To są wybory do samorządów lokalnych, tu ludzie mają w nosie partie i walkę w kisielu pomiędzy PO i PiS, tu się głosuje na znajomych ludzi bądź lokalne komitety.
    Głosy nieważne nie znaczą, że Polacy to idioci, tylko że nie chcą głosować na ludzi nieznanych i mają dosyć klucza partyjnego.
    W całej rozciągłości potwierdzam to zdanie. Dodam jeszcze, że nie można było doszukać się list kandydatów na tablicach ogłoszeniowych w mieście. Listę sejmikową poznałem dopiero w lokalu wyborczym. Przeogromna ilość komitetów i nazwisk spowodowała, że ją wrzuciłem bez skreśleń.
    I dlatego mamy powtarzać wybory, a co z tymi którzy w ogóle nie poszli na wybory. To przecież ich osobisty świadomy wybór.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodam jeszcze jeden cytat: "Jednak to nie wszystko. - Pierwszego dnia, podczas wieczorów wyborczych zmanipulowaliśmy opinię publiczną w Polsce, serwując ludziom nieudany, kompromitujący sondaż Ipsos jako wyniki wyborów - grzmiał Gugała. - Mało tego, przedstawiając to jako wyniki do parlamentu, a nie wyborów samorządowych - dodał. I wskazywał na komentarze "młodych dziennikarzy" wstrząśniętych wynikiem PSL i mówiących, że rekordowy wynik jest "niesamowity", bo normalnie ta partia dostaje w sondażach 5-7 proc. - Pomieszanie z poplątaniem! - mówił publicysta.
    To cytat z portalu "Gazeta pl - Polska i świat", ale z dn. 26 listopada br. Okazuje się, że nie pomyliłem się opisując "na gorąco" moje wrażenia.

    OdpowiedzUsuń